motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

piątek, 31 sierpnia 2012

Wyniki candy - opóźnienie

Kochani!
Wszystkich biorących udział w Candy przez Różowe Okulary bardzo serdecznie przepraszam:
losowanie i wyniki miały nastapić planowo dziś, ale z przyczyn technicznych nastąpią jutro między godz 21:00 a północą.
Bardzo bardzo bardzo przepraszam i z góry dziekuję za cierpliwość i wyrozumiałość.

środa, 15 sierpnia 2012

Baza do kury! Over!

Znalazłam (i od razu zrobiłam) świetne danie z kurzyną, które jest wspaniałym punktem wyjścia do różnych szaleństw. A przy tym punktem szybkim, w miarę tanim i pysznym. Przepis z bieżącego Poradnika Domowego nr 9 ,str.61. Zmodyfikowałam go, żeby był łatwiejszy i podaję po swojemu poniżej.
Danie o tyle świetne,że można je szybko przygotować dla co najmniej 4 osób, a w zależności od użytych przypraw otrzymujemy różne wersje np. meksykańską, prowansalską, węgierską itp. itd.
Przeczytajcie najpierw przepis, a potem zdecydujcie, jaką wersję najbardziej lubicie i tę zróbcie:)


Potrzebujemy ( na 4 dorosłe osoby):
- podwójny filet z piersi kurczaka
-szklankę śmietany 30% ( gęstej)
-20 dkg startego żółtego sera
-przyprawę z solą ( sos sojowy, jarzynka, przyprawa do szaszłyków itp.)
- troszkę oleju/oliwy do smażenia
- przyprawy wg gustu

Filet myjemy i suszymy. Kroimy w kostkę i podsmażamy na małej ilości oliwy na patelni razem ze słoną przyprawą ( ja dałam sos sojowy).Kawałki mięsa starannie odsączamy z tłuszczu i przekładamy do naczynia żaroodpornego.Pozostały na patelni tłuszcz łączymy ze szklanką śmietany oraz wybranymi przyprawami

 wersja prowansalska:
- zioła prowansalskie + natka pietruszki+ czosnek ( oliwki)

wersja meksykańska:
- papryka chili+ czosnek ( podsamżona z mięsem wcześniej papryka,kukurydza)

wersja chińska:
-przyprawa 5 smaków ( kiełki, grzyby mun itp.)

Sos zagotowujemy i zalewamy nim mięso w naczyniu.Wstawiamy do piekarnika na 15 minut temp. 200 stopni.Posypujemy obficie startym żółtym serem i wkładamy do pieca na 5-10 min.,żeby ser się roztopił.
Podajemy gorące.

Jak widać danie jest naprawdę szybkie i proste. Mięsko kruchutkie i soczyste. Można do smażenia i zapiekania dodać co się chce, polecam zwłaszcza wszystkie sezonowe jesienne warzywa - paprykę, cukinię, kabaczki, dynię...Jest to też fajny sposób na wykorzystanie różnych resztek. Można użyć ziemniaków pokrojonych w plasterki, ale muszą być ugotowane. Zastanawiam się też nad wersją z łososiem wędzonym i ziemniakami przełożonymi warstwami.

Bazowa kura smakowała wszystkim, nawet dzieciom. Polecam gorąco!

wtorek, 7 sierpnia 2012

Urodziny Sandry

Na początku czerwca ( znowu post nadrobieniowy) świętowaliśmy czwarte urodziny Sandry - kuzynki moich synków. Całą ekipą zwaliliśmy się z prezentami i tortem do jubilatki i impreza była ostra!


Jasiek rozpoczął karierę młodego skejta i jak widać z minuty na minutę szło mu coraz lepiej:


Wspólna zabawa i nowe kombinacje starych zabawek okazały się tak wysoce skuteczne,że chłopakom ciężko było zebrać się do domu.

Nam zresztą też, bo słynne sałatki kuzynki i przepyszne specjały z gorącej płyty to jest to!
Mamy nadzieję na rychłą powtórkę dobrej zabawy, bo chłopaki opowiadają cały czas, co jest u Sandry w ogródku, gdzie schowali jej konewkę i w związku z tym trzeba szybko jechać ją znaleźć...:)
Nie ma to jak mieć cztery lata...

niedziela, 5 sierpnia 2012

Vaccinium corymbosum czyli pyszności!

Jak widać po łacinie wszystko brzmi bardziej 'ucenie'.
Ja w tym roku zakochałam się w borówkach amerykańskich ( bo o nich mowa). I to nie tylko dlatego,że rosna u mnie w ogrodzie.Doceniłam i smak i zapach i właściwości małobrudzące. Zwłaszcza te ostanie przy małych dzieciach się przydają. Jedzone garściami lub prosto z krzaka nie brudzą rączek, a ewentualne plamy po wypiekach itp. bardzo łatwo doprać. Oczywiscie są tylko trochę podobne do tradycyjnych borówek ( po krakowsku, bo raczej mówi się o czarnych jagodach?), ale smakują naprawdę wspaniale! Zrobiłam kilka rzeczy i właśnie chcę was namówić na małe co nieco.


Borówka amerykańska ma nawet swoją własną stronę o tutaj . Poczytajcie szczególnie o właściwościach odżywczych. Już od dawna wiadomo,że powinni je jeść 'sercowcy' i osoby potrzebujące wsparcia dla oczu ( przede wszystkim komputerowcy!), a szczególy na w/w stronie.Jesli zastanawiacie się , jaki krzak warto miec w ogródku, to bardzo polecam własnie borówkę. Wygląda ładnie właściwie przez cały rok, nie wymaga szczególnej pielęgnacji i daje bardzo dużo owoców.

Przeklejam zdjęcie tytułowe ze śniadankiem właśnie tu, bo jest to świetna i szybka propozycja - posmarować drożdżówkę dżemem posypać borówkami i zjeść!


Świetnie sprawdzą się także jako składnik porannego musli, sałatek owocowych, jako owoce do dekoracji różnych deserów i lodów.

Ja zrobiłam jeszcze tort z okazji imienin kuzynki:


To mój ulubiony serniczek z białą czekoladą ( o którym pisałam wielokrotnie wcześniej) tutaj z dekoracją z borówek, posypek i kwiatu z ogrodu.
Bardzo was zachęcam do takiego dekorowania potraw, szczególnie teraz latem, kiedy wszelkich kwiatów mamy pod dostatkiem.

Jestem gorącą zwolenniczką różnego rodzaju posypek i uważam,że warto miec w domu przynajmniej 3 rodzaje. Można je dostać w każdym większym sklepie, a bardziej wymyślne kupić np. na tortownia.pl  .Nadają się do dekoracji prawie wszystkiego, co słodkie i nadają zwykłemu ciastku eleganckiego i niepowtarzalnego wyglądu!

Pochwalę się jeszcze własnoręcznie wykonaną kompozycją kwiatową, która stanowiła komplet z tortem - może ktoś z was się zainspiruje. Kwiaty gloriozy i hortensji ułożone na gąbce z liśćmi z ogrodu w koszyczku:


I jeszcze mufiny z borówkami amerykańskimi ( przepis z bieżącej Claudii na sierpień, str.112 ), które szczególnie dedykuję świeżej mufiniarze Entomce oraz wszystkim, którzy nie lubią się narobić, ale dużo i dobrze zjeść by chcieli :)


Szybkie ( suche+ mokre), pachnące owocami i wanilią, wilgotne, nie za słodkie. Słodkość można regulować posypując po upieczeniu cukrem pudrem lub polewając lukrem. Mnie zasmakowały bardzo, przede wszystkim przepis jest dobrze wyważony i można je zrobić równie dobrze z innymi kwaskowymi owocami ( maliny, porzeczki, kawałki śliwek, poziomki...) których teraz nie brakuje. Natomiast mnie mufinek już zabrakło :( Zeżarte!
Gorąco zachęcam do upieczenia! Mało roboty- dużo radości!

A oto przepis:
suche:
350 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru
cukier waniliowy
troszkę cukru ( ok. 2 łyżek)
Cukier puder do posypania

mokre:
1 jajko
szklanka mleka
1/2 szklanki oleju

1 szklanka borówek amerykańskich ( ja dałam 2 szklanki, bo lubię mocno owocowe)

składniki suche wymieszać w jednej misce. Składniki mokre wymieszac w drugiej misce. Połączyć. Wymieszać razem. Dodać borówki. Wymieszać delikatnie. Nałożyć do papilotek posypując cukrem ( ja dałam te ok. 2 łyżki brązowego, bo się robi ładna skorupka) i piec 15-20 min. w temperaturze 180 stopni. ( mój piec piekł 30 min). Wystudzić. Posypać cukrem pudrem przed podaniem lub udekorować lukrem. Mnie smakowały zarówno same gołe jak i posypane delikatnie pudrem. Mniam:P

czwartek, 2 sierpnia 2012

Avon - porcelanowo!

Kolejne spotkanie avonowego Klubu Róży do którego należę odbyło się w maju, ale dopiero niedawno odebrałam nagrodę, na którą wyjątkowo czekałam.

Na majowym spotkaniu było dużo niespodzianek i kwiatów, kolorów i zapachów, czyli tego wszystkiego, co jako kobiety lubimy najbardziej. W licznym towarzystwie klubowiczek i liderek spędziłam bardzo miły popołudniowieczór. Każda z zaproszonych pań otrzymała piękne świeże goździki miniaturki w doniczce ( długo stały na parapecie!) oraz gratulacje z okazji zdobytych nagród i wyróżnień klubowych.


Ja oprócz tradycyjnego uścisku dłoni szefa ( który jak wiadomo jest bezcenny i stanowi osobną nagrodę samą w sobie) otrzymałam porcelanowy serwis Villa Italia na 4 osoby. Delikatne klasyczne filiżanki z podstawkami, cukiernica i mlecznik w kolorze ecru ze złoceniami ucieszyły mnie tak bardzo,że od razu chciałam zabrać je do domu, ale z przyczyn logistycznych przyszło mi na tęchwilę poczekać jeszcze kilka tygodni. W końcu osobiście odebrany komplet z centrali doczekał się premiery. Na załączonym obrazku moje ekskluzywne drugie śniadanie :) Jak widać nawet zwykły sernik na zimno z galaretką nabiera pałacowego charakteru:) A ja mam namiastkę luskusu dla siebie i gości + eleganckie ekspozytory moich słodkości:







środa, 1 sierpnia 2012

Candy przez różowe okulary

Znowu poruszam się w blogowym świecie techniką skoczka szachowego. Bardzo dużo się u mnie ostatnio dzieje, wydarzenie goni wydarzenie, spotkanie-spotkanie, a przedszkola w sierpniu nie ma, więc i czasu na cokolwiek będzie mniej... Postanowiłam,że najpierw ogłoszę candy, które od dawna chodzi mi po głowie ( co teraz czynię), a potem spróbuję nadrobić kolejny kawałek czasu ( co mam nadzieję uczynię wkrótce).

Najsampierw jednak bardzo chcę podziekowac moim stałym fanom, czytelnikom, znajomym bliższym i dalszym, którzy mobilizują mnie do pisania, przysyłają maile i smsy oraz grożą słownie.Szczególne buziaki, uściski i ciepłe słowa dla Ani N. oraz Bananowi, które trzymają mnie przy klawiaturze!

Ad rem. Candy które dziś ogłaszam chodziło za mną już od wiosny, kiedy to powstał pomysł, a jakoś nie było chęci na realizację, bo wydarzyło sięwiele rzeczy denerwujących, złych, niepotrzebnych. Chyba każdy z nas ma takie chwile ( dni, miesiące, lata...), które po prostu chciałby wyrzucić do kosza i nigdy więcej do nich nie wracać. Przypomniało mi się powiedzenie o różowych okularach, że kto przez nie patrzy, widzi świat w tej radosnej, fajnej barwie, że ktoś taki umie marzyć o lepszych chwilach,że ma nadzieję ( choć jej kolor to zielony) na nowe i lepsze.Taka chcę być.
Takie też chciałabym aby było moje candy: leniwo- wakacyjne, radosne, optymistyczne, tworzone  z wszystkimi uczetnikami. Chciałabym, aby każdy, kto weźmie w nim udział i wniósł i zabrał ze sobą minimalną cząstkę tej wspólnej radości.W jaki sposób? Oto zasady:

ZASADY:
-jeśli posiadasz adres mailowy możesz wziąć udział w candy
-wpisz komentarz pod tym postem, który zawiera
1)złotą myśl ( cytat,aforyzm, własne powiedzenie itp.) dotyczący szeroko pojętego patrzenia na świat przez różowe okulary
2) adres mailowy
3) adres prowadzonego przez siebie bloga ( jeśli taki prowadzisz)
- skopiuj podlinkowany banerek z candy na pasek boczny własnego bloga ( jeśli nie masz bloga, ten problem cię omija)
- czekaj grzecznie na losowanie, które odbędzie się 31 sierpnia w godzinach późnowieczornych
- swój udział możesz zgłosić do 31.08 do godziny 12:00 w samo południe!!!!


NAGRODA:
W moim candy nagrodę otrzymuje każdy. Nagrodą główną jest zestaw różnych różowych drobiazgów na czele oczywiście z okularami ze zdjęcia. Wartość całego zestawu szacuję na ok. 120 zł. Wszystko jest w kolorze różowym, na pewno zawiera pyszne słodycze, a także coś pachnącego, coś praktycznego, coś niepraktycznego, coś co umila wieczory, coś co zdobi i coś co wzbogaca duszę. Więcej nie zdradzę! Mogę tylko powiedzieć,że nie ma tam ani krzty kiczu i paskudnego różu. Starałam się jak mogłam, aby stworzyć coś, co naprawdę ucieszy i na dłużej podniesie na duchu zwycięzcę.
Nagrodą dla każdego jest pps mojego autorstwa.

Zapraszam serdecznie do udziału!

piątek, 20 lipca 2012

Sernik z borówkami i Apacze

Z wizytą do starej znajomej Moniki i jej nieznanego mi jeszcze męża Iwo pojechałam z wesołym towarzystwem autem i oczywiście zawiozłam wpisowe w postaci sernika. To wersja małego serniczka z białą czekoladą, o którym pisałam tutaj.
Tym razem zrobiłam go z borówkami amerykńskimi w środku, tradycyjnymi na wierzchu i posmarowałam glaretką w kolorze atramentu. Spód stanowi paczka krakersów z łyżką masła. Ta wersja smakuje mi bardziej niż ta z truskawkami! Jest lepsza na gorące dni.
Dla podkreślenia efektu chłodzacego ( bo upał był srogi niestety...) dodałam posypkę w postaci śnieżnych gwiazdek, które nie przestraszyły się wysokich temperatur:
Większość wieczoru przeciupaliśmy w nową dla mnie grę w kości - Apacze. Zachęcam do spróbowania - partie są szybciutkie, trzeba tylko mieć 2 kostki kubeczek i podstawkę + coś do zapisywania wyników. Im więcej osób tym lepiej, ale minimum to chyba 3-4, żeby było atrakcyjnie.
Zasady:

Zaczyna ktoś z zebranych, potem według wskazówek zegara.
Pierwsza osoba losuje jakąś liczbę, która powstaje przez odczytanie ilości punktów z dwóch kostek, zawsze w kolejności większa ilość pierwsza, mniejsza druga i to jest początek licytacji. Liczbę tę zna tylko gracz, który ją wyrzucił- nie pokazywac kostek!
Następna osoba po wyrzuceniu swoich kostek musi powiedzieć liczbę większą od poprzedniej ( nawet jeśli sama ma mniejszą).
Najmniejsza możliwa liczba w tym układzie ( nie bierzemy pod uwagę takich samych ilości czyli np.55) to 21 i jeśli ktoś ją wylosuje pokazuje wszystkim wszem i wobec i wszyscy oprócz tego kto wyrzucił dostają po 1 punkcie ujemnym.
Jeśli licytacja dojdzie do najwyższej możliwej liczby czyli 65, następnymi mogą być tylko 'apacze', czyli podwójne 11( 1 apacz), 22 ( 2 apacze) itd. aż do 6 apaczy.
Każdy rozgrywający ma 4 możliwości:
- wyrzucić swoją liczbę punktów na kostkach
-sprawdzić poprzednika ( jeśli skłamał otrzymuje punkt ujemny)
-opuścić kolejkę
-podać kości dalej bez wyrzutu, ale licytować nieznaną zawartość dalej (ufając poprzednikowi,że jest tam mniej niż mówił)
Generalnie gra polega na oszustwie i szczęściu do losowania. Każdy gra do 10 punktów ujemnych, a wygrywa ten, kto ma najmniej minusów. Oczywiście można ściemniać w trakcie ile wlezie i eliminować przeciwników własnymi tajnymi strategiami.


Nam grało się naprawdę fajowo, i choć przegrałam ( nie ja jedna:))) to śmiechu było dużo!



czwartek, 19 lipca 2012

Letnie tiramisu

Zrobione na szybko dla podjęcia Luźnego Składu u mnie pewnego czerwcowego poranka.

Wersja letnia delikatniejsza, czyli serek mascarpone (0,5 kg) wymieszany pół na pół z taka samą ilościa ( 0,5 l) bitej śmietany 36% i 1 cukrem waniliowym.Biszkopty ( nabyte w makro specjalnie do tiramisu - są genialne, bo się nie rozlatują!!!!!) nasączone likierem kawowym, przesypane kakao decomoreno.


O tiramisu myślę z sentymentem, bo to pierwszy przepis, jaki zamieściłam na tym blogu - zaglądnijcie historycznie wstecz:)

Dekorację na wierzchu stanowią pokrojone w plasterki truskawki ułożone jak płatki i wciśnięte w serek oraz czarne maliny z mojego ogródka.
Kwiaty z truskawek są naprawdę łatwe do zrobienia, a mają żywy kolor i moga być ładną dekoracją dowolnego deseru lub tortu/ciasta.

Zróbcie koniecznie! Truskawkowo- kawowy ogród w gębie!

środa, 18 lipca 2012

Piknik w szkole

W czerwcową sobotę odbył sie w mojej dawnej  podstawówce piknik ogólnodostępny. Poszliśmy i my. Dzień piękny i słoneczny, a atrakcji dużo.
Czy może być lepsza forma zmęczenia dzieci przed obiadem?

Najwiekszą frajdą była zdecydowanie przejażdżka elektrycznym autkiem. Chłopaki kierowali na zmianę i lepiej im to o dziwo wychodziło niż świeżo upieczonej mamie- kierowcy.
Były i balony i malowanie buziek i łapanie rybek...A także specjalnie przygotowane szablony do zdjęć w kształcie owoców.


Absolutnym szałem okazała sie możliwość dokładnego obcypania wozu bojowego policji, nadawanie przez radio i trąbienie. O matko co się tam działo!!!!


Zmęczeni, rozmazani, ale szczęśliwi wróciliśmy do domu i magicznym sposobem chłopaki usnęły od razu.Ufff...
Dzieci to jednak morze kłopotów i strumyczek radości!

wtorek, 17 lipca 2012

Poranne poprawiny prawie po japońsku

Retrospekcja z czerwca. Pisałam już o wspaniałej niespodziance urodzinowej, jaka urządziły mi Ula i Dorota. Dostałam wtedy ( między innymi) 2 fantastyczne książki:
Jak wiadomo dobre są wesela, lepsze poprawiny. Postanowiłam więc je urządzić i fachowo urodzinowo podjąć dziewczyny w japońskim stylu.
Jako przystawki - pikantna zupa Lei-mel i sałatka z grzybów mun.Przegryzki - orzeszki ziemne w wasabi oraz chipsy krabowe. Danie główne - zamówione świeżutkie sushi ( miałam szerokie plany,że zrobię sama, ale koszty i czas pracy jednak by mnie przerosły...)
 Na deser - to już raczej symbolicznie - japońskie ciasteczka z wróżbą. U mnie wróżbami były cytaty o przyjaźni.
Przepisy tradycyjnie pod koniec posta.
Zdecydowanie nie traciłam czasu na robienie zdjęć tylko na nadrobienie zaległości językowych ( nawet w polskim można sie podciągnąć !), tak,że niestety sesja wyszła słaba, ale za to jedzonko było pyszne i bardzo syte.
Dziewczyny przyniosły mi wspaniałe gadżety związane z tematem Dorota- świeczki- klapeczki japonki , a Ula przepiękne wachlarze. Mnie udało się zdobyć serwetki z motywami smoków.
Wspaniale się siedzi w takiej scenerii i towarzystwie!

A królową dnia i tak została Gabrysia, która była ładniejsza od wszystkich gejsz razem wziętych i tyle!
Przepisy na zupę i sałatkę wzięłam z gazetki kauflandowej na miesiąc czerwiec ( była przy okazji produktów chińsko- japońskich w promocji).
Zupa Lei-mel- pyszna i superbłyskawiczna. Robiłam ją jeszcze potem 2 razy, za każdym wyszła tak samo dobrze! Wspaniała jesienią i zima- porzadnie rozgrzewa i syci nawet mała porcja! Przepis na 4 osoby:
1 litr wody
1 kostka bulionu drobiowego
1 łyżka koncentratu pomidorowego ( dałam więcej, do smaku)
4 łyżki sosu sojowego
Ostra papryka ( do smaku)
1 opakowanie mrożonych chińskich warzyw na patelnię
60 g bułki tartej
Wodę zagotować, dodać bulion, koncentrat i sos sojowy. Wrzucić warzywa i gotować 8 minut. Wsypać bułkę tartą i wymieszać trzepaczką. Chwilkę gotować i podawać.
Sałatka z grzybów mung - trzeba lubić te gumiaste grzyby. Jako dodatek z bardzo wyraźnym sosem ( takim jak ten) są dobre. Same przypominają ( przynajmniej mnie) w smaku brązową cholewę.Są bardzo syte.Przepis na 4 porcje:
paczka suszonych grzybów mun
20 ml oleju sezamowego
40 ml sosu sojowego jasnego
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
kilka lisci karbowanej sałaty
ziarna sezamu
Grzyby mun moczyć w letniej wodzie ok. godzinę. Z oleju sosu sojowego i przeciśniętego przez praskę czosnku przyrządzić sos dobrze mieszając i doprawić sola i pieprzem do smaku. Grzyby dokładnie odsączyć z wody, pokroić na kawałki o boku 2-3 cm. Podawac na liściach sałaty posypane ziarnami sezamu.

(zdjęcie z oryginalnej gazetki, bo my za szybko zjadłyśmy i nie zdążyłam zrobić zdjęcia, ale wyglądał tak samo :))
Sushi - w Krakowie zamawiałam w haikusushi.
Ciasteczka z wróżbą - to raczej zwyczaj andrzejkowo- haloweenowy, ale dlaczego nie w czerwcu? Z tego założenie wyszłam i zrobiłam według tego przepisu.Można tez wykorzystać gotowe kruche ciasto. Formę maja typowo polską - pierożków. Oczywiście można zrobić dowolne kształty, nie tylko kanoniczne japońskie rożki.
Orzeszki wasabi - piekielnie ostre, ale pyszne. Trzeba lubić ten ogień ( ja bardzo lubię!).
Chipsy krabowe - przeciwnie bardzo łagodne prażynki o specyficznym zapachu. Obie przekąski do nabycia w dużych hipermarketach.

Jak widać poznawanie innych kultur bywa przyjemne i smaczne - choćby we własnym domku na kanapie. Najważniejsze jest oczywiście nie co, tylko z kim ;)

Polska! Biało-czerwoni!

Już wiemy, kto wygrał Euro 2012. Mnie ta informacja ani ziębi, ani grzeje, jako że zagorzałą ani żadną inną kibicką nie jestem. Nie oglądnęłam żadnego meczu i żyję. Nie znaczy to, że nie wspierałam domowej załogi jak mogłam.
Postanowiłam na rozpoczęcie mistrzostw zrobić galaretkę w formie małych kosteczek ( jak ptasie mleczko) w kolorach patriotycznych. Udało się!

Przepis na glalaretkę truskawkową z bloga moje wypieki - tutaj. Galaretkę białą zrobiłam z mleka skondensowanego i takich samych składników ( oprócz truskawek) jak czerwona. Galaretki obtoczyłam w zmielonych migdałach ( niestety nie można w cukrze z przyczyn technicznych) i podałam na talerzykach z motywem piłki.


Genialna jest ta truskawkowa - w sam raz słodka, lekko kwaskowa, świetna na upały jako leciutki deser, pełna owoców, pachnąca....mniam. Jeszcze nie raz ją zrobię. Biała w porównaniu wypada lekko mdło, jak to skondensowane mleko, ale razem się fajnie uzupełniają. 
Można oczywiście wylać najpierw jedną a potem drugą i pokroić w dwukolorowe kostki.

Polecam na każdy letni dzień, nie musicie czekać na następne Euro!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Desiderata

To dla mnie ważny tekst. Piękne rady o tym jak żyć napisane prostym językiem i dotyczące każdego człowieka.
Szczególnie lubię go w wykonaniu Piwnicy pod Baranami ( posłuchajcie tutaj). Poniżej zamieszczam kanoniczną wersję "Piwniczną". Jeśli kogoś interesuje angielski oryginał znajdzie go tutaj.

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech
i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy
o ile to możliwe bez wyrzekania się siebie
bądź na dobrej stopie ze wszystkimi
wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie
wysłuchaj też innych, nawet tępych i nieświadomych
oni też mają swoją opowieść
oni też mają opowieść
unikaj głośnych i napastliwych
unikaj głośnych są udręką ducha
niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany
będą dla ciebie źródłem radości
bądź ostrożny w interesach
bądź ostrożny w interesach
na świecie bowiem pełno oszustwa
bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia
ani też nie podchodź cynicznie do miłości
bo ona jest wieczna jak trawa
bo ona jest wieczna...
unikaj głośnych i napastliwych
unikaj głośnych są udręką ducha
przyjmij spokojnie co ci lata doradzają

z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości
jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż
drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj
a więc żyj w zgodzie z bogiem
czymkolwiek on ci się wydaje
w zgiełkliwym pomieszaniu życia
zachowaj spokój ze swą duszą
przy całej swej złudności, znoju i rozwianych
marzeniach jest to piękny świat
jest to piękny świat...

znalezione w starym kościele
św. pawła w baltimore
datowane 1692r.

przy całej swej złudności, znoju i rozwianych
marzeniach jest to piękny świat
jest to piękny świat...


Po latach dowiedziałam się, jaka jest prawdziwa historia powstania tego tekstu. Otóż napisał go poeta Maks Ehrmann w roku 1927 i jako życzenia bożonarodzeniowe ofiarował swoim przyjaciołom w 1933r. W 1948 r. opublikowała poemat wdowa po Ehrmannie i tak trafił do gazetki parafialnej publikowanej przez pastora episkopalnego Starego Kościoła pod wezwaniem Św. Pawła w Baltimore.

Pogłoska na temat anonimowego autora i błędna data powstania utworu – 1692 – pochodzą stąd, że pierwsza strona owej gazetki, na której znajdował się tekst "dezyderaty", miała stopkę z informacją: "Stary kościół św. Pawła" i datą 1692 (w rzeczywistości to data powstania parafii i budowy pierwszego, już nieistniejącego kościoła). Wskutek częstego kopiowania jedynie tej strony, informacja zaczęła być błędnie odczytywana.

Nie w Warszawie, tylko w Moskwie, nie rozdają tylko kradną i nie auta, tylko rowery. Niby jak w radiu Erewań, ale tekst chyba nigdy nie straci na swojej aktualności i na pewno jest najbardziej znanym utworem Ehrmanna, o którym to poecie możecie przeczytać tutaj. To strona po angielsku, bo polskiej nie znalazłam, ale wydała mi sie prosta. Z pomocą małego słowniczka da się przejść i warto.

Tekst dezyderaty dedykuję wszystkim moim czytelnikom, a szczególnie lady.medusie, która napisała do mnie ostatnio długi list. Myślę nad odpowiedzią - daj mi jeszcze trochę czasu.
Na razie  niech wystarczy Desiderata - czyli pragnienia, życzenia, marzenia.

Ilustruję zdjęciami z mojego ogrodu - co prawda kwiaty już przekwitły, ale jakie były piękne!


Mufiny wiśniowe

Z nadrabianiem to jest tak, że z jednej strony chcesz opowiedzieć o tym co już było, a z drugiej życie leci swoim torem i potem może być za późno. Dlatego przeplotę wspominki z aktualnościami.

A w aktualnościach mufiny z wiśniami - klasyka gatunku. Przepis z Poradnika Domowego na sierpień 2012 udoskonalony przeze mnie :) - znajdziecie go poniżej.

Mufiny takie jak lubię - wilgotne, pachnące wanilią i owocami, niesłodkie, ładne, banalne w wykonaniu ( suche składniki łączymy z mokrymi). Jasiek usuwał pestki osobiscie w profesjonalnej drylownicy, ale niestety brakło mu trochę wprawy ( pierwszy raz w końcu) i trzeba było pluć :))))
Upieczone w sobotę nie dotrwały do poniedziałku...



Przepis na 12 sztuk ( lekko zmodyfikowany):

2 i 1/3 szklanki mąki
trochę więcej niż 1/2 szklanki brązowego cukru
szklanka mleka
12,5 dkg stopionego masła
3/4 szklanki drylowanych wiśni ( dałam 2 szklanki, a co!)
łyzżka cukru ( dałam tyleż ale waniliowego)
2 jajka
 2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
cukier puder do posypania 

Piec nastawić na 200 stopni. Wiśnie osączyć na sitku. Do miski wsypać suche składniki, wymieszać dokładnie. Jajka roztrzepać z mlekiem. Masło roztopić i ostudzić. Do suchych wlać połaczone jajka, mleko, masło. Posypać wiśniami. Wymieszać niedokładnie. Ciasto powinno byc grudkowate.Nakłdać porcje ciasta do foremek wyłożonych papilotkami i piec 30 minut.
Bezpośrednio przed podaniem można posypać więcej cukru pudru, naprawdę nie nie zaszkodzi, szczególnie do kawy.
Udadzą się tez na pewno z borówkami, poziomkami, malinami. Mniam!

W końcu realizacja krakowskiego candy i inne krakowskie atrakcje

Jak trudno wrócić do pisania po prawie miesiącu nieobecności w sieci wie ten, kto doświadczył... Po kolejnej porcji maili, telefonów i komentarzy mobilizuję się i oficjalnie kończę wakacyjną przerwę.

Tym razem spóźniona retrospekcja ze spaceru po Krakowie, który był nagrodą w moim zakończonym Krakowskim Candy.

Dogadałyśmy się na konkretny termin ze zwyciężczynią - Majaleną i jej mamą i postanowiłyśmy obie na swój sposób wykorzystać piękną ciepłą sobotę 2 czerwca. 

Na miejsce spotkania wybrałam Wawel, ponieważ postanowiłam jako nagrodę ufundować wycieczkę po Katedrze Wawelskiej. To naprawdę wyjątkowe miejsce - niby prawie każdy tam był, bo wycieczka, bo w szkole kazali itp., ale nigdy tak naprawdę nie ma czasu,żeby zachwycić się tym miejscem wyjątkowym dla historii Polski i szczególnym ze względu na zabytki architektoniczne, malarskie itp.

Niestety - choć moja wspaniałą przewodniczka pytała dwa dni wcześniej o godziny otwarcia katedry, w naszą sobotę niestety zmieniono godziny jej otwarcia. Postanowiłyśmy odbyć i tak wycieczkę po katedrze w trochę inny sposób.
Weszłyśmy na chwilę do grobów, aby zobaczyć grobowiec PP. Kaczyńskich i trumnę Piłsudskiego...


... a potem usiadłyśmy sobie wygodnie w kawiarni pod chmurką i zamówiłyśmy pyszną kawę. Asia - przewodniczka opowiadała nam o tym, czego niestety nie mogłyśmy zobaczyć w tamtej chwili, ale na szczęście Majalena z mamą Małgorzatą są z Krakowa i będą mogły w dowolnym czasie zweryfikować te opowieści. A było słuchanie, było... o tym, co tam widać i czego nie widać, jak katedra powstawała, ciekawostki o panujących władcach i ich zwyczajach... Na takich luźnych i wesołych historiach zleciała nam ponad godzinka! Majalena pstrykała zdjęcia jak szalona, bo to jej jedna z szalonych pasji.


Wymieniłyśmy też dary - ja dałam dziewczynom pudełko własnoręcznie wykonanych pralinek ( jako suchy prowiant na dalszą drogę:)) a od Majaleny dostałyśmy piękne korale. Prezentuję moje zielone, bo Asia od razu porwała swoje czerwone i nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Są piękne! (korale oczywiście, bo zdjęcia nie oddają ich urody):


Zeszłyśmy z Wawelu od strony Kościuszki i każda para udała się w sobie tylko znanym kierunku.
Kierunek Majaleny i jej zdjęcia z tamtego dnia, naszej wyprawy i dalszej części spaceru możecie podziwiać na jej blogu tutaj.

Ja mogę tylko dodać,że dawno nie poznałam tak miłej, twórczej i nadającej na tych samych falach osoby jak ona! Bardzo polecam jej blog, a szczególnie najnowszy ze zdjęciami z Irlandii , w której jest na zabój zakochana - sprawdźcie sami tutaj!

Po wycieczce udałyśmy się z Asią Przewodniczką do resturacji "Pod Wawelem" ( ich strona tutaj-zobaczcie koniecznie!) mieści się ona w hotelu na rozwidleniu ulic Grodzka- Gertrudy -Stradom. Bardzo ciekawe miejsce, które przyciąga tu wielu turystów anonimowych i bardziej znanych. Galeria sław, które się tu stołowały mieści się od razu po wejściu do lokalu na ścianie po lewej. Mamy tu i Lecha Wąłęsę i Martynę Wojciechowską i  wielu innych. O wolnym stoliku ( jak w lepszych knajpach od dawna przystało) informuje nas szef sali, który też poleca kelnerowi odprowadzenie nas na miejsce.
Do wyboru mamy kilka sal ( jest specjalna sala dla dzieci) oraz dużą werandę ze stolikami  i widokiem na Planty( tam zajęłyśmy miejsce). Cały lokal ma swój specyficzny klimat autriacko- bawarski dopracowany w detalach. Obsługa ubrana jest w barwne stroje. Dania podaje się na półmiskach porcelitowych i drewnaianych deseczkach, a zupy w garnkach. Jest dużo zieleni i wydrukowanych stylowych ofert. Zaskoczyło mnie,że w toalecie mogłam posłuchać kawałów z głośnika :))))
Co do menu - bardzo zróżnicowane, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Są oferty stałe i sezonowe. Podoba mi się promocja,że w każdy dzień tygodnia jest inne danie w cenie dnia. I tak np. Asia, która była tu wcześniej bardzo poleca Wiener Schnitzel ( obecnie promocja poniedziałkowa), czyli schabowy z ziemniaczkami i surówkami w cenie 15 zł. Cena przystępna, a to właśnie danie zobaczyłam na stoliku obok i był to zaiste jeden z największych kotletów jakie widziałam! Na półmisku znajdowały się tylko ziemniaczki ( frytki) i surówki a sam kotlet na osobnej desce wielkości sporej pizzy. Na pewno kiedyś się na niego wybiorę w większym towarzystwie, bo samemu takiej porcji nie da rady za chiny.
Ja wzięłam na przystawkę zupę gulaszową ( której nie jadłąm wieki). I tak jak wspomniałam dostałam ją w pięknym emaliowanym garnku ze sporą porcją pysznej wołowinki i jarzynami. Taka jak lubię - porządnie ostra i równocześnie pełna smaku. Jako danie główne wzięłyśmy jedna porcję placków ziemniaczanych z grzybkami i choć były wyborne nie dałyśmy rady... Porcja była po prostu ogromna!


Jak więc widzicie - dobre miejsce na obiad po solidnym wysiłku i spacerze - bardzo polecam, bo zjadłam wyjątkowo smacznie!

Po obiadku przeszłyśmy się dla poprawy perystaltyki na lody na ul. Sławkowską, gdzie niedawno otworzył swoją lodziarnię pewien Włoch.


Otworzył niedawno, ale nie spodziewałam się takich kolejek... Zupełnie jak w latach osiemdziesiątych po cukier albo papier toaletowy. Na szczęście szło w miarę szybko i nie trzeba było zakładać komitetu kolejkowego. Lokalik malutki - jedno pomieszczenie, w którym mieści się jeden malutki stoliczek i lada z lodami. Przy stoliczku nikt oczywiście nie siedzi,bo jest non stop zasłonięty kolejką.

Zastaniawiałam się, ale po co taka kolejka? Jak spróbowałam - wszystko stało się jasne. Te lody to dla mnie prawdziwe objawienie. Jadłam już lody w różnych miejscach i krajach, najwyżej do tej pory ceniłam Krościenko, Szczawnicę, Nowy Targ, Genuę i Wentzla, ale po tych lodzikach po prostu szczęka mi spadła. Obwieszczam,że do tej pory nie jadłam lepszych! Wzięłam kawowe, bporówkowe i biała czekoladę - lody są dokładnie takie, jak składniki w tytule. Pyszne, kremowe, delikatne, bez kryształków lodu, pełne smaku. O matko jakie pyszne!!!!! Będąc Krakowie po prostu musicie ich spróbować i tyle. Od tej pory - moje ulubione. Lody produkowane sa non stop od otwarcia do zamknięcia lokalu i zdarza się,że jakiegoś smaku nie ma , bo go wykupiono,a produkcja nie nadąża. Każdy rodzaj lodów wygląda bardzo apetycznie i choć mam swoje ulubione, to chce spróbować wszystkich, które oferują, bo są wyjątkowe!

Na Sławkowskiej- ciekawy sklep z porcelaną:


Po drodze minęłyśmy też paradę smoków na Rynku:


Z lodzikami w ręku wróciłyśmy na piechotę do domu ( a co!) i po drodze natknęłyśmy się na nietypową klepsydrę na ul. Długiej:


Okazało się,że chodzi o zamkniecie działającej długie lata piekarni- cukierni, która produkowała wyjatkowe precelki. Niestety właścicielom cukierni nie starczyło funduszy na stale rosnący czynsz i musieli zamknąć historyczny interes. Szkoda wielka,że zniknęło takie wyjątkowe  miejsce.

Teraz po dłuższym już czasie od wycieczki z Majaleną zastanawiam się nad kolejna edycją krakowskiego candy w takiej formie i z takimi nagrodami ( tzn. rzeczowymi i wycieczką z przewodnikiem) jak było. Co o tym sądzicie? Czekam na wasze opinie. Mnie bardzo to candy zmobilizowało do pisania i znajdowania dla was ciekawostek, o przesympatycznym finale- wycieczce nie mówiąc:) Czy sequel ma sens?

piątek, 22 czerwca 2012

Inny świat

Nadrabianie rozpoczynam od motywu z zupełnie innej beczki.
Tytuł to nie  nawiązanie do Herlinga-Grudzińskiego, ale niesamowite wrażenie, jakie zrobił na mnie ten obraz.
Zobaczyłam go na małej kartce wyrwanej z kalendarza AMUN ( zrzeszenie artystów malujących ustami i nogami- ich kalendarze wysyłane pocztą sa bardzo popularne). Kalendarz na któryś z poprzednich lat poniewierał się w papierach. Przeglądnęłam i mnie zatkało.

( zdjęcie z tej strony, tytuł obrazu: Nocne żeglowanie )

Obraz niesamowicie skojarzył mi się z piosenką Gałczyńskiego 'Noc czerwcowa'. Jak dla mnie mają podobny klimat.

Ta morska noc jest żywcem wyjęta ze snu. Szkoda,że ja nie mam takiej wyobraźni! Pomysł z księżycem -łodzią jest genialny.W ogóle - powiększcie obraz i pospacerujcie trochę po tym tajemniczym miasteczku- można odkryć wiele ciekawych szczegółów.

Pokopałam tu i ówdzie i znalazłam informacje o autorze - Krzysztofie Kosowskim . Znalazłam też wywiad z nim - bardzo polecam - przeczytajcie!
Szczególnie wzruszyło mnie zdanie, które powiedział: "Powroty dorosłych do dzieciństwa wcale nie muszą oznaczać infantylności, a raczej są pewnym wzbogaceniem dorosłości".

Mogę tylko żałować,że nie mogłam być na wystawie jego prac w mieście artysty w Toruniu. Musiała być niesamowita!

Na szczęście Pan Krzysztof prowadzi własny blog- zajrzyjcie na tę stronę i sfascynujcie się tak jak ja jego pracami z galerii. Uważam,że jego twórczość jest wyjątkowa. Rzadko można spotkać taki inny świat - z jednej strony piękny, kolorowy, harmonijny, żywcem wyjęty z książek dla dzieci. Z drugiej strony tajemniczy, dziwny, niepokojący...