motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

niedziela, 4 marca 2012

W Krakowie - korona wieży Mariackiej

Jeszcze trochę o tej wieży. Zazwyczaj kojarzymy ją z legendą o hejnale i o dwóch braciach. Chciałąbym wam zwócić uwagę na koronę na niej umieszczoną, bo jest niezwykła i związana z niezwykłym faktem.
Raczej nas ona nie zastanawia, bo jest wysoko ( to jak przy dzwonku za konających - nie chce nam się podnieść głowy:)) i własciwie korona jaka jest- każdy widzi. Widzi każdy, ale chyba nie każdy wie...


zdjęcie stąd

Jak pisał Michał Rożek:
Wyższa wieża naszego kościoła to "turris coronata" - wieża ukoronowana- rzadki przypadek w kulturze polskiej. Niesie bowiem w sobie przesłanie maryjne, dziś może mało czytelne. Odśredniowiecza wieża byłą zawsze symbolem Marii, stanowiąc aluzję do wieży dawidowej, która symbolizowała Marię jako czyste naczynie, noszące w łonie Chrystusa - potomka rodu Dawida. Korona wieńcząca wieżę to także wyraźna aluzja do koronacji Wniebowziętej Marii, która przecież patronuje naszej świątyni. I wreszcie od wieków średnich wieża była także symbolem czujności, a w naszym przypadku czuwał na niej przez całą dobę strażnik.
Po co komu ta korona?

Wszystko zaczęło się w 14.08.1608 r., kiedy jezuita Gulio Mancinelli miał widzenie w którym ukazała mu się Matka Boska wraz z jego duchowym przewodnikiem i przyjacielem Stanisławem Kostką. Na pytanie Mancinelliego jakim tytułem mógłby ją uczcić, miała odpowiedzieć „A czemu Mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie”. Widzenie powtórzyło się jeszcze dwa razy w ciągu życia zakonnika. Mancinelli powiedział oczywiście o nim swoim przełożonym i polskim jeziutom, którzy rozpowszechnili tę opowieść.
Bardzo poruszyła ona  mieszkańców Krakowa i w 1629r. dodano na hełmie drewnianą, obitą ołowiem koronę, która jednak pod wpływem deszczu szybko zbutwiała. Dlatego w 1666 r. wymienioną ją na koronę miedzianą (zafundowało ją 3 mieszczan!- tyle metalu to był straszny szmal) i dołożono wieniec ośmiu wieżyczek wokół hełmu (podobnie wyglądał wówczas dach wieży ratusza). Dzięki temu już z daleka było widać, że to główny kościół miasta stołecznego.

Pomysł obwołania Maryi królową Polski dziś nikogo nie dziwi, ale w XVII wieku był sensacją, uwiarygodnioną przez księdza - Włocha, bo jakby to Polak wymyślił, to by mu pewnie nie uwierzono...Widzenia jezuity zrobiły na wielu wrażenie. Oficjalnym ich orędownikiem był król Zygmunt II Waza i król Jan Kazimierz,który w 1656 r. w katedrze we Lwowie uroczyście i na piśmie obwołał Maryję Królową Polski.

Korona z dołu wydaje się niewielka, ale jest pokaźna - ma aż 4 metry średnicy, mieści się w niej 12 osób i waży 350 kg- dlatego nigdy nie była z prawdziwego złota. Wieki temu było więcej złoceń tam u góry. 64 liście wokół dachu- dzisiaj metalowe -wówczas były pozłacane, podobnie jak ramy tych malutkich okienek w wieżyczkach wokół dachu.

Nie możemy dostrzec tego z dołu w pełni, ale korona jest naprawdę bardzo misternie wykonana:

zdjęcie stąd

W napisie wyrytym w miedzianej blasze AD 1666 HP nadal nie wiemy, co znaczą ostatnie dwie litery...
Na dwóch złotych guzach znajdują się herby mieszczańskie - to 2 najbogatszych sponsorów. Najwięcej dał kupiec Piotr Antoni Pestalocci, a to kopia jego herbu z guza korony - no prosty w rycie to on nie jest...


Jaki z tego morał? Idziesz na spacer po Krakowie - nie wychodź z domu bez dobrej lornetki, bo można przegapić małe i większe cuda...

A na candy krakowskie można dalej zapisywać się tutaj. Zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz