motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

wtorek, 28 stycznia 2014

Może kawę?

Nauczyłam się pić kawę dopiero kilka lat temu - zaczęłam od cappuccino z ekspresu, bo to, co serwowano wcześniej u mnie w domu ( kawa po turecku, popularna zalewajka) za chiny mnie nie pociągało, choć wszystko inne o kawowym smaku ( lody, kremy, cukierki) lubiłam i dalej bardzo lubię.

W związku z wypadem na szybką kawkę z Justyną ( interesy+pogaduchy) postanowiłam zamieścić ściągawkę z tego, co możemy dostać obecnie w kawiarniach i kafeteriach, a jest tego sporo. Niedawno dopiero dowiedziałam się, co to jest americano...No człowiek się całe życie uczy! Pewnie wszyscy pokiwacie głowami,że jestem ostatnia, która się dowiaduje, ale co tam! Postanowiłam spróbować wszystkich odmian ( a na pewno tych, które nie znam) i kiedyś mi się uda:P Tymczasem ściąga:


Pooglądajcie i zorientujcie się, jaka jest wasza ulubiona. I jeszcze kilka rodzajów rzadziej spotykanych napojów kawowych:

Demitasse: dosłownie po francusku „pół filiżanki”, czyli mała czarna podawana w filiżance ok. 100ml.
Cafe brulé: mocna kawa z mleczną pianką posypaną cukrem, który następnie karmelizujemy kuchennym palnikiem (jak deser creme brulé)
Cafe brulot: mocny napar z dodatkiem skórki pomarańczowej, przypraw korzennych i alkoholu (np. brandy).
Cafe con leche: po hiszpańsku „kawa z mlekiem”. Mocny napar kawy połączony z taką samą ilością gorącego mleka.
Cafe corretto: czarna kawa z dodatkiem likieru (grapy, sambuco, brandy...)
Cafe Creme: kawa ze śmietanką.
Cafe filtre: kawa parzona przez filtr.
Cafe shakerato: mocna kawa z lodem i cukrem przyrządzana w shakerze, podawana w szklankach, często szerokich, jak do Martini.
Cafe alla valdostana: kawa szczególnie popularna zimą w rejonie Alp. Mała czarna mieszana z grapą, winem, skórką cytrynową i cukrem.
Espresso Romano: espresso z dodatkiem soku i startej skórki cytryny. Doskonałe na ból głowy.
Doczytałam,że jest jeszcze Muggaccino - czyli cappuccino podawane w kubku zamiast filiżanki ( większe) - jak w domu.

Ja zdecydowanie najbardziej lubię mleko z kawą, czyli latte. Kremowa mleczna pianka jest tak pyszna,że mogłabym jeść ją sama jako deser...ech.

W ramach nabywania nowych doświadczeń i testowania, gdzie można wypić dobrą kawę zabrnęłyśmy w śniegach i mrozach na róg Rynku Głównego i  św. Jana - do restauracji Milano. Wchodząc od Rynku mamy tam kawiarnię i cukiernię 'U La La'. Ponieważ była to typowa schadzka kawkowa, postanowiłyśmy przetestować latte i mokkę. Podano pięknie, wzorcowo i kolorowo, ślinka pociekła od razu i dobrze, bo na długo starczyło:


Do tego zamówiłyśmy po ciachu: torcik czekoladowo-pistacjowy oraz ciasto jogurtowe z owocami. Znowu miłe zaskoczenie estetyczne:


Co ciekawe- po raz pierwszy torcik z pistacjami w nazwie nie był barwiony na zielono! Tak, tak proszę państwa! Co prawda orzeszki pistacji mają kolor zielony, ale gdy je zmielimy traci on na intensywności i staje się raczej orzechowy jak orzechy laskowe. Tutaj kolor prawidłowy , a na czubku ciastka- prawdziwe pistacje. Choć kawałek torcika miał ok. 10 cm średnicy, był w sam raz. Większego nie miałabym siły zjeść, bo pyszny, ale baaardzo syty. Za to ciasto jogurtowe - rodzaj sernika z galaretką, delikatne, kruche, nieprzesłodzone- bardzo dobre.

Żeby się rozgrzać zamówiłyśmy klasyczną herbatę. I tu kolejna niespodzianka: torebki herbaty wykonane z delikatnej plastikowej siateczki schowane w pudełeczkach z listkiem, który można przewlec przez pokrywkę imbryka. Nie piłam jeszcze herbaty tej marki.Wyglądał i smakowała pysznie. No i do herbaty dostałyśmy najgrubiej chyba ukrojony w Krakowie plasterek cytryny. Nie było przez niego widać Starego Miasta:)


Generalnie- dość drogo, więc nie codziennie, ale za to profesjonalnie, smacznie, ciekawie, z miła obsługą. Ujął nas też ciepły ( choć' na bogato') wystrój lokalu i koncert pianisty na żywo ( od czwartku do niedzieli od 20:00). Dawno nie słyszałam muzyki przy kawie! Siedziałyśmy sobie przy stoliku we wnęce okiennej z różowym tortem, mróz mroził, wiatr hulał, a tu Chopin przy instrumencie i błogo w ryjku...Są jeszcze piękne chwile, dla których warto żyć! Bardzo was do tej cukierni na wyjątkową kawę zapraszam. Może przy jakiejś ważnej okazji? Strona lokalu - TUTAJ . Pooglądajcie zdjęcia w galerii - piękne wnętrza!

A na błyskawiczne rozbudzenie i wytrzeźwienie zarówno rano , jak i w środku nocy - nie ma jak espresso! Jak usłyszałam kiedyś od pewnego Włocha, któremu byłam zmuszona podać już którąś kawę w oczekiwaniu na kogoś ważnego -'Never say no to espresso!' Miał rację!

2 komentarze:

  1. witam w klubie :) ja też odkąd mam dobry ekspres, od saeco to zupełnie zmieniłam swoje kawowe zwyczaje ;) teraz szczególnie latte mogę pić właściwie do oporu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z tych mniej kawowych, więc lubię latte, chociaż teraz ze względu na Maleństwo mało kiedy popijam kawkę. Ale herbatki z plasterkiem cytrynki nigdy dość :-)
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń