motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

niedziela, 13 lutego 2011

Klasyka kinematografii rosyjskiej

Krótko i treściwie - zamkniętym w czterech ścianach powoli odbija. Zwłaszcza mamusi. Bawimy się klockami jak szaleni.

Produkcja - własna
Zdjęcia - mama
Scenariusz - Jan i Stanisław W.
Aktorzy - jak wyżej

Wania z drągiem za pociągiem:


Sasza rozbiera traktor i ogląda gołe przewody:


Pozostawiam bez komentarza, bo wszystko widać jak na dłoni. A o komentarze oczywiście proszę pod tym i innymi postami. Z góry za wszystkie dziękuję!

piątek, 11 lutego 2011

Mamo! Babaj!

Uwielbiam spać. Mogę w każdej pozycji i dowolnie długo, póki ktoś mnie nie obudzi. Mój podstępny mąż trzasnął mi wczoraj fotkę jak zasnęłam. A ile radości miał z tego! A jaki dumny!




W szkole i na studiach przesypiałam duże przerwy i nudne wykłady, które trzeba było zaliczyć. Spanie jest super! Najchętniej zapadałabym w sen zimowy w listopadzie i spokojnie budziła się np. w marcu – szkoda ,że tak się nie da…


Przy dwójce potworów spania po prostu nie ma, bo jak wytłumaczymy już, DLACZEGO toto nie śpi i podamy co trzeba na bolące i inne, to okazuje się, że i tak spało nie będzie, bo impreza w nocy jest fajniejsza niż w dzień. Ech… Dlatego celebruję chwile snu jak mogę. Najfajniej jak wiadomo śpi się nad ranem, kiedy trzeba wstawać do pracy, szkoły itp. Tzn. od 6:30 do 8:00. Milutko, cieplutko, ciekawe sny. Błogość pełna. Niestety, od kiedy Jasiek zaczął mówić, zaczął też stosować brutalny rytuał budzenia mnie skorym świtem. Podchodzi taki ( razem ze Staszkiem, ale ten przynajmniej nic nie mówi, tylko się gramoli na łóżko) i pac! Pac! Po moim ryjku z okrzykiem, który wstrząsa posadami domu: MAMO! BABAJ! I tak do skutku. Nie ma lepszego budzika. Koszmar jakiś. Co ciekawe, on też śpi w dziwnych pozycjach. Tu kompletnie zaczadzony jak miał 3 miesiące i jeszcze robiłam mu zdjęcia jak śpi. Teraz w nocy nawet bym się nie odważyła :)
Analogia do zdjęcia mamusi bije po oczach...

 
W taką pogodę jak dziś, gdy ciśnienie też się nie wychyla, warto postawić się na nogi czymś pysznym. Ja już jestem po kawie z dużą , mleczną pianką. MNIAM! A wy? Która godzina? ( patrz zegar obok) Już? BABAJCIE!!!!!


czwartek, 10 lutego 2011

A czosnek się wkurzył...

W związku z wiejącym ostatnio wiatrem halnym wywiało śnieg z wielu miejsc i pokazały się pierwsze nikłe oznaki wiosny. Warto w takie przedwiośnie przypomnieć sobie „grę” Polyanny ( z książki E.H. Portera – lektura obowiązkowa!)i zacząć cieszyć się z drobiazgów, zamiast narzekać na wszystko dokoła, a zwłaszcza na pogodę. Choć zapowiadają mrozy już wkrótce, u mnie w ogrodzie przebiśniegi! Nawet czosnek się wkurzył na wszystkich malkontentów i wypuścił na południowym oknie zielone pędy.







Ciężko znoszę halny a dzieciaki jeszcze gorzej- wariują jak szalone. O skutkach tego wiatru można przeczytać w słynnej kultowej powieści lat 30-stych „Zazdrość i medycyna” Michała Choromańskiego. Zadziwiające, że nic nie straciła na aktualności. Idealna na takie wietrzne dni jak dziś - polecam. Należy do kanonu moich ulubionych .


Niestety nie rodzimy się z umiejętnością cieszenia się z rzeczy małych, więc polecam ćwiczenie – wymień 10 rzeczy, które sprawiły, że czujesz się wesoła(y), zadowolona(y), szczęśliwa(y). Wszystko się liczy! Od razu lepiej, prawda? Nawet jeśli nie uważamy się za boskie róże i nie wszystko idzie pięknie, to pamiętajmy, że nawet czosnek też ma prawo się wkurzyć i zzielenieć ! A jak pięknie kwitnie!




środa, 9 lutego 2011

Teraz czytam...odc.1

Swego rodzaju powieść w odcinkach - mam zamiar komentować na bieżąco, co czytam. Może wam też się spodoba ( albo nie ) - czekam na komentarze.

Podczas ostatniego wychodnego nie mogłam ominąć empiku i licząc kasę w portfelu postanowiłam zaszaleć za 9,99 zł. A co! Raz się żyje! Nabyłam więc drogą kupna broszurową książeczkę Małgorzaty Kalicińskiej  " Widok z mojego okna". Bardzo się ucieszyłam, że jest to coś znajomego - zbiór felietonów, które publikowała w "Bluszczu" - ale nie tylko. Lektura świetnie nadaje się właściwie w każde miejsce - do tramwaju, autobusu, można ją czytać przy jedzeniu ( co uwielbiam ), sama autorka poświęca na ten temat małego "felka". Miło i ciepło o życiu napisane, z poczuciem humoru, dystansem do świata i ludzi, a równocześnie z obyciem z nimi. Są też przepisy kulinarne- bardzo proste. Przefajna lekka książka za małą kasę - polecam!


Jeszcze do candy !!!! ważne!!!!

Wysłałam srebrnego ppsa do wielu osób, ale nie do wszystkich. Albo nie mogłam znaleźć waszych kontaktów na stronach i blogach, albo nie dało się tego zrobić przez waszą stronę. Jeśli ktoś nie otrzymał, a chciałby, bardzo proszę napiszcie do mnie na adres jakakolacja@wp.pl

Serdecznie dziękuję za wszystkie miłe słowa, komentarze i uwagi, które teraz spływają masowo na moją skrzynkę. Cieszę się,że poznałam tyle fajnych osób! Przepraszam,że nie odpowiadam na wszystkie maile i komentarze, ale czas liczę na minuty z dwójką maluchów.

Podpatrzyłam na waszych blogach kilka fajnych rzeczy i wkrótce pojawią się one i u mnie.

Zapraszam do odwiedzin!

wtorek, 8 lutego 2011

Bomba pękła czyli losowanie z sierotką - wyniki candy!

Kto wygrał – już wiadomo! … ale to na koniec posta.



Losowanie z sierotką odbyło się dopiero o godzinie 22:00 kiedy moje dwa potwory zmęczone męczeniem rodziców w końcu spały słodko. Ufff…

Statystycznie w candy wzięło udział 128 osób – bardzo bardzo wszystkim dziękuję. Nie spodziewałam się takiego odzewu w najśmielszych snach! Dziękuję za wszystkie komentarze, miłe słowa , pozdrowienia , zaproszenia na wasze blogi – postaram się odpowiedzieć na wszystkie zaproszenia i odwiedzić proponowane strony.


Szczególnie mocno pozdrawiam i całuję eumychę , ankarcraft i córkę Małgosi, które dziś obchodzą swoje jak zawsze osiemnaste urodziny i Dorotę, która obchodzi imieniny. Alleluja i do przodu dziewczyny !!!!!!!


Special thanks to Selena ( Rina) from Russia– I have never thought that foreigner can be interested in my candy!!!! Great surprise!!!! All the best to you!!!


Komisja złożona z sierotki ( mąż Wojtek :) - czyż nie jest boski w tej roli?) oraz mię ( bardzo podekscytowanej i zdenerwowanej) wylosowała ( ręcami męża) ze srebrnej ( nomen omen)misy zwycięzcę nagrody niespodzianki, w której skład wchodzą:


- woda toaletowa 50 ml Avon Spotlight ( w srebrnym minimalistycznym opakowaniu)
-srebrny brokatowy eyeliner Avon z serii Colortrend
-srebrny ( a właściwie mroźnosrebrny) lakier do paznokci z tej samej serii Avon
- delikatny komplet biżuterii z cyrkoniami, posrebrzany – kolczyki i naszyjnik
- srebrna ramka na zdjęcie 10 x 15 z limitowanej kolekcji firmy ICAR
- książeczka wydawnictwa Semen „ Dziękuję” – kilka słów wdzięczności na każdą okazję, a szczególnie dla zwycięzcy, który wziął udział w moim candy
-garść cukierasów ( dobre!) w srebrnych opakowaniach- tytułowe candy :P
-i wiersz od którego wszystko się zaczęło w srebrnej kopercie.


Oto fotki:






Dla wszystkich, którzy wzięli udział w zabawie, a nie wygrali nagrody głównej , obiecana nagroda pocieszenia – przygotowany przeze mnie srebrny PPS z tajemniczym wierszem. Szukajcie go jutro w swojej skrzynce pocztowej.Mam nadzieję, że spodoba się wam tak, jak mnie i poczytacie inne wiersze tego autora. Po raz pierwszy ( choć wydaje się to niektórym niemożliwe) zrobiłam ppsa i dumna jestem z niego bardzo!


Retarduję jak mogę, ale teraz napięcie sięga zenitu…Oto przebieg losowania:



I zwycięski los:






Bardzo serdecznie gratuluję! Mam nadzieję, że już wkrótce Werka będzie trzymać granatowe pudełko w rękach, a nie tylko oglądać jego zawartość na zdjęciach :)


Proszę, aby w swej uczciwości zgłosiły się do mnie anonimy, które nie podpisały się w żaden sposób, a zostawiły swoje komentarze w następujących terminach:


21.01 o 11:21 oraz 2.02 o 8:21

Im również chciałabym wysłać przygotowany przeze mnie PPS mailem.


Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję i zapraszam do odwiedzania mojego zwyczajnego bloga zwyczajnej dziewczyny.


A następne candy? Będzie, będzie! Niech się tylko zrobi jakoś ładniej w przyrodzie!






poniedziałek, 7 lutego 2011

Wesoła nowina

Bo przyszła do nas Nina! Jasiek po pamiętnym mikołaju i zabawie w szafie po imprezie nie chciał jej puścić do domu i wył do księżyca „Nina, Nina!” i w końcu przyszła. Z mamusią!


 Nie było takiego szaleństwa jak ostatnio, bo czasu mniej, ale co się maluchy wybawiły to ich. Oby szybko była jakaś powtórka…



Wychodne

Skorzystałam z możliwości urwania się na sobotnie samotne wychodne! W końcu! Marzył mi się spacer po Krakowie i sesja foto, ale przemarzłam i wylądowałam w Galerii Krakowskiej. A tam...







Przyszłam przed rozpoczęciem i koty były jeszcze w dobrej formie, choć własnego nigdy nie wystawiłabym na takie tłumy i w takich warunkach. Zdjęcia nie oddają oczywiście piękna kocich arysKOTratów. Co do wystawy- nie byli to może Impresjoniści francuscy w Muzeum Narodowym, ale jak się nie ma co się lubi… i nie to ładne, co ładne… Mnie koty podobały się bardzo!





 
Zwłaszcza słodkie kociaki !



 
Były też inne małe przyjemności…





Fajnie tak wyjść od czasu do czasu!






czwartek, 3 lutego 2011

Ptaki w Gromniczną

W taki ziąb i szarugę można tylko pomarzyć o słoneczku...wyglądamy więc przez okno, tkwimy jak gromnice na parapecie i szukamy choć promyka. Mamy stałych gości w ogrodzie- aż przyjemnie popatrzeć!



niedziela, 30 stycznia 2011

Orzechowe i wytworne

Postanowiłam wykorzystać nagromadzone wcześniej orzechy i wypróbowałam nowy przepis na mufinki. Tradycyjnie stąd. Przepis jest dla superleni, bo nie trzeba dzielić składników na suche i mokre.
Po prostu wkładamy do miski, mieszamy i pieczemy. Upiekłam 30 sztuk w formie na minimufinki,żeby starczyło na dłużej, ale od wczoraj zostały już tylko te na zdjęciu. Hmmm...Fajna propozycja na elegancki deser, albo bez okazji. Smakują świetnie, bo nie są suche, mdłe ani za słodkie. Polecam!

Żegnamy choinkę

Ostatnia sesja zdjęciowa pod i przy prawdziwej choince, bo nazajutrz ją rozebraliśmy ( uwaga sprawdzona w praktyce: naprawdę NIE należy tego robić z dwójką rozbrykanych potworów!).
Zdjęcia może nie cudnej urody, ale dokumentują chwilę. Dzieciom naprawdę trudno zrobic dobre!




A w prawym górnym rogu Jasiek zaklina gwiazdkę,żeby nie znikała...

czwartek, 27 stycznia 2011

Najlepsza na zimowe smutki

Oczywiście czekolada! Nic tak natychmiastowo nie poprawia humoru jak pyszna kosteczka :P
A rytuał pt. dobra książka kocyk, ciepłe piciu i coś słodkiego, to jedna z wielu małych życiowych przyjemności warta celebrowania. Z potrzeby chwili powstały

czekoladowe mufiny ( Nigella rulez!) - przepis w poprzednim poście.Tym razem bez dekoracji, tylko posypane kawałeczkami czekolady. MNIAM!


oraz wersja czekoladowego ciasta z przepisu na tort czekoladowy ( patrz poprzedni post) z dodaną szklanką suszonej żurawiny i gorzką czekoladą oraz płatkami migdałowymi na wierzchu. Przepis dedykuję specjalnie jednej z moich obserwatorek Kasi M-K z pozdrowieniami.
Ciasto jest tak łatwe,że łatwiejsze być nie może, pyszne, wilgotne, można do niego dodać co się chce i udekorować dowolnie, można przełożyć masą lub dżemem - słowem: ciasto ideał.
Zachęcam do upieczenia w walentynki z ładną dekoracją - wyjdzie na pewno i szybko zniknie!
Skojarzyła mi się nazwa Teraz Polska, bo czerwona żurawina na dole, a białe migdały na górze i chyba już tak zostanie :)



Pozdrawiam czekoladowo wszystkich moich czytelników!

wtorek, 25 stycznia 2011

Słodki maraton

W związku z podwójnymi imieninami, podwójnymi urodzinami oraz dniem Babci i Dziadka nastąpił czwartek i piątek, w które to dni pobiłam własny rekord. Udało mi się zrobić 3 ( słownie trzy) torty i dwa komplety dekorowanych mufinek. Przepisy z mojego ulubionego bloga - www.mojewypieki.blox.pl
 Wysiłki przedstawiają zdjęcia:



Hello Kitty – przepis tu.
Zmieniłam tylko owoce, zamiast brzoskwiń dałam 1 kg mrożonych malin – lepszy, lżejszy, delikatniejszy…




Mega czekoladowy – przepis stąd.. Tu nic dodac, nic ująć- doskonałość smakowa!






Oraz orzechowo –kawowy – przepis.. Nasączyłam tylko mocniej kawą i alkoholem.



Parada mufinek przybrana serkiem mascarpone z cukrem waniliowym ( 1 opak. cukru na 250 g serka), drukowanymi opłatkami i dekoracjami gotowymi.




Mufinki czekoladowe – Nigelli Lawson przepis, ale dałam 150 g cukru i najlepszą na świecie czekoladę Jagiellońska Wawelu. Rozpływają się w ustach, wilgotne, nie za słodkie- doskonałe!!!!!


Mufinki owsiane – przepis od mojej kuzynki ( nie wiem skąd pochodzi? z gazety jakiejś?):

MUFINKI OWSIANE

Suche składniki: 1 i ½ szklanki płatków owsianych błyskawicznych jęczmiennych lub owsianych, 1 szklanka mąki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 łyżeczka sody, ½ łyżeczki soli, 2 łyżki sezamu lub wiórków kokosowych, ¾ szklanki brązowego cukru, ½ szklanki suszonej żurawiny
Mokre składniki: 1 jajko, ¼ szklanki rozpuszczonego masła lub oleju, 1 szklanka jogurtu naturalnego lub owocowego.
Suche składniki mieszamy w misce. W drugiej misce roztrzepujemy jajko i dodajemy pozostałe mokre składniki. Dokładnie mieszamy. Powoli wsypujemy suche do mokrych, mieszając, aż powstanie jednolite ciasto. Nakładamy ciasto do silikonowych foremek do ¾ wysokości, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 – 200 C i pieczemy około 20 minut z termoobiegiem.


Zamiast kokosa dałam suchy mak i wyszły jeszcze lepsze!


Z min jedzących – wszystkim smakowało :)


Wymyśliłam patent na zdobienie masą – zamiast kupować drogie worki cukiernicze, wystarczy końcówkę plastikową od dekoratora włożyć do zwykłej koszulki na dokumenty z obciętym rogiem- są bardzo trwałe i nie rozrywają się, a masy wchodzi dużo- polecam!


Urodziny odbyły się hucznie w niedzielę – zdjęcia tu.


Przepraszam wujka Szymona,że nie ma go na zdjęciach – chował się skutecznie.


Najbardziej dziękuję obu jubilatkom za przypilnowanie małych potworów trakcie produkcji- bez ich pomocy nic by nie powstało!


Dobrze,że już po wszystkim…można wrócić do rzeczywistości…i wagi :)


środa, 19 stycznia 2011

Damy radę? Tak, damy radę!

Dla niewtajemniczonych – hasło i odzew z bajki Bob Budowniczy.



Pod tymi auspicjami odbyły się w niedzielę przedwczesne ( z przyczyn organizacyjnych , rodzinnych i technicznych) 3 urodziny Jaśka.


Oczywiście był tort z Bobem





Narzędzie „ pół klucza francuskiego” wymyśliłam na poczekaniu i pewnie faktycznie nie istnieje, ale co tam! Ważne, że jubilat zjadł je ze smakiem , jak i resztę tortu też. Zaproszeni goście nie narzekali na menu, a Jasiek wybawił się na maxa i długo nie mógł zasnąć, ku rozpaczy rodziców.












W imieniu jubilata dziękuję za piękne prezenty ( z Bobem i nie tylko) , życzenia i wspólną zabawę!


Wszystkie zdjęcia z imprezy tutaj.

Co do tortu – przepis z mojego ukochanego bloga – stąd.

Jedliśmy też pyszną pizzę.. Fajna, bo nie zapycha, dużo dodatków, dużo przypraw i kształt kwadratu. Duża jest napradę duża! Polecam!


I to wszystko udało się mimo mojej choroby i zamieszania domowego…cud! Ale widocznie już tak bredziłam w malignie, że nie zauważyłam przeciwności losu. Może to jest sposób na problemy?

Jeśli ktoś chciałby kilka pomysłów na urządzenie urodzin, to mam już wprawę :)


środa, 12 stycznia 2011

Tęsknota za wiosną...

Z powyższej tęsknoty powstało kolejne niekoszerne tiramisu. Ale nie rozpisuję się na jego temat, bo przetrwało jedynie 20 godzin.