motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

sobota, 3 września 2011

Audiobook Jaśka

Jasiek postanowił odwrócić kolejność rytuału zasypiania i on czyta teraz bajki. Oczywiście dla zyskania na czasie.
Kiedy tatusia nie było, Jasiek przeczytał bajkę specjalnie dla niego, a mnie udało się tę fascynującą lekturę zarejestrować!
On jeszcze bedzie w dubbingu robił! Zobaczycie!

Film w linku na youtube poniżej. Nie zapomnijcie o głośnikach !!!!

 
Najfajniejsze jest to, że w końcu można mu czytac książeczki i puszczać bajki z płyt,a on potrafi się na nich skupić. Dobra bajka potrafi czasem wiele uratować:)

Anny

Imieniny mamy i tylu znajomych dziewczyn...

Jak sie okazuje nie ma w języku polskim dopełniacza liczby mnogiej tego popularnego imienia. Anien? Ann?

W szarudze za oknem gorące przygotowania w środku domu, czyli kuchni.
Skromnie i spontanicznie, czyli ciasto i kawa/ herbata dla tych co przyszli.
Popisowe ciasto mamy ( zaraz po placku z jabłkami)- porzeczkowe z pianką:


oraz mój wyrób - wersja serniczka na zimno jako tortu.Przepis stąd oczywiście, ale z braku głównego składnika - batonika toblerone- były krakowskie kasztanki.
Mniamniaram!


Dzień po imieninach nie zostało nic...

Jasiek i jego bogdanka :*

Stało się. Jasiek ma dziewczynę. Jeszcze do przedszkola nie chodzi, a już mu się trafiło. I to jak!
'Mamusiu, Iza to moja ulubiona piepcynka(dziewczynka) - kocham jom!'
Jak tu nie kochać?



Iza ma u mnie wielkie zasługi, bo pokazała Jaśkowi jak powinno się korzystać z nocnika i z uwielbienia dla niej zaczął! Podziałał też system nagród, który podpowiedziała nam mama Izy ( dzięki Aniu!!!!) i idzie coraz lepiej. Już wiem,że znajdą się w jednej grupie przedszkolnej, bo jak można rozdzielić Tristana i Izoldę?

Oj będzie jeszcze dużo romantyzmu w tym związku...

Jasiek przygotował mnie tą sytuacją na podobną u Stanisława - teraz następny może przyprowadzać tabuny dziewuch. Nic mnie już nie zdziwi w tej kwestii :)


Avon Club

Ostatnie spotkanie w tej edycji odbyło się w pięknym ogrodzie restauracji Dynia
na ul. Krupniczej. Pogoda jak rzadko dopisała, humory wszystkim też.
Było pysznie słodko, ciekawie i elegancko.
Nowe produkty, nowe członkinie klubu, wręczenie nagród minęły stanowczo za szybko...


Bardzo polecam lokal na lekkie posiłki w obiadowej porze i pyszne desery przy kawie!

Podwójnie słodkie odwiedziny

Goście to zawsze miły przerywnik. A goście z własnym prowiantem...są podwójnie mile widziani :)))))
Odwiedziły nas Anita z małą Ninką. Słodka dziewczynka natychmiast rzuciła się do zabawy z moimi chłopakami- chuliganami ( jednak pisane przez 'ch'):

... a dorośli zabrali się za przywiezione pyszności.


Osobiście zjadłam 3 sztuki tych pysznych mufinek i zaiste nie żałuję. MNIAM!
Przepis Anita wzięła stąd, bo obie bardzo ten blog o wypiekach lubimy.

Wiśnie, porzeczki i inne słodycze życia

Trwa sezon na wiśnie i porzeczki, więc uzbierałam michę i uczyniłam maślankowy placek, tym razem z wiśniami. Zainteresowanych tym banalnym wypiekiem odsyłam do postu tutaj .A oto dzieło:


Zjadł się zdecydowanie za szybko...

Ponieważ od czasu do czasu ktoś nas odwiedza, postanowiłam wykorzystać także porzeczki i jako stara mufiniara upiec owe.Znalazłam kilka przepisów w necie i uczyniłam według mnie ich najlepszą kompilację.

Porzeczki na krzaku...


i gotowe mufinki z porzeczkami:


a oto przepis- tradycyjnie na 12 dużych babeczek:

2 szklanki mąki pszennej
1 łyżka proszku do pieczenia
szczypta soli
pół szklanki cukru ( w tym dwa waniliowe- dadzą piękny zapach i świetnie skomponują się z kremem!)
pół szklanki oleju
pół szklanki mleka
2 jajka
2 szklanki porzeczek
pół czekolady mlecznej startej na tarce o drobnych oczkach ( dziękuję ci mężu!!!!)

Krem:
250 g serka mascarpone
kilka łyżek śmietany

Dekoracja:
gronka i listki porzeczek

Składniki suche i porzeczki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej, połączyć , nałożyć do foremek wyłożonych papilotkami. Piec 20 min w 180 stopniach.
Serek wymieszać ze śmietaną do żądanej gęstości, posmarować mufinki, ułożyć porzeczki i zeżreć ze smakiem!
Uważam,że są świetną propozycją na letnie, gorące dni- kwaskowe, nie za słodkie, o waniliowym zapachu, przechowywane w chłodzie ze względu na serek będą pysznie smakować na podwieczorek, kawkę, drugie śniadanko, czy z okazji niespodziewanej wizyty.

Do porzeczkowych mufinek proponuję orzeźwiający niskokaloryczny zdrowy i pyszny porzeczkowy drink :

zdjęcie stąd
- sok z czarnej porzeczki z kartonu
- limetka
Limetkę pokroić w cieniutkie plasterki i wymieszać z sokiem, można tylko kilka plasterków rzucić, a resztę wycisnąć. Napój jest bardzo specyficzny- lekko cierpki, ale ma niesamowity zapach i wspaniale gasi pragnienie.
Spróbujcie koniecznie! Wymyśliłam go już wiele lat temu i dalej lubię :)

Wakacje !!!

Choć tylko godzina od domku autobusami i pół godziny samochodem, do miejsca dobrze znanego, ale w końcu w komplecie i prawie bez cywilizacji, a najważniejsze,że bez sąsiadów nieustannie zaglądających do okien i ogrodu...
Dom przyjął nas jak zwykle gościnnie, więc poczuliśmy się jak u siebie :)


a ponieważ w ogrodzie pięknie- chodziliśmy, bawiliśmy się i podziwialiśmy.


Towarzyszyły nam Zuza i Śnieżka, które bez przerwy domagały się jedzenia- jakby co najmniej kotami były albo co.

Niestety pogoda nie dopisała. Oprócz kilku dni bez deszczu spędziliśmy czas na wyścigach wózkami dla lalek wokół kominka ( bardzo twórcze- spróbujcie!), czytaniu, oglądaniu dvd i jedzeniu, dzięki czemu przytyłam 2 kg na pysznościach, ale co robić, kiedy z nieba ciurkiem leje?


Oczywiście zdarzyły się też piękne zachody słońca...



Jak nie ulewy, to upały, które również w godzinach sjesty przeczekaliśmy w domu ze względu na upał.Ech.


I zwykłe pochmurne dni:


Mimo wszystko dobrze było wyjechać z domu choć na parę dni...Cieszę się,że nie wykupiliśmy drogich wczasów :)

niedziela, 14 sierpnia 2011

Teraz czytam...Ania z Wyspy Księcia Edwarda oraz Droga do Zielonego Wzgórza

zdjęcie stąd

Kolejność czytania odwrotna. Najpierw o ostatniej części sagi o Ani. Pięknie opublikowana w Wydawnictwie Literackim stanowi zakończenie wątku Ani i jej rodziny mieszkającej w Złotym Brzegu.

Tutaj informacje o 100-leciu powieści, ciekawostki, i inne fajne rzeczy do poczytania na stronie Wydawnictwa Literackiego - warto!

Lucy Maud Montgomery tak naprawdę nie spodziewała się sukcesu pierwszej książki o Ani. W tej podsumowującej czuje się zdecydowany przesyt tą bohaterką. Książka wbrew tytułowi nie jest o Ani! To zbiór opowiadań związanych z nią tylko miejscem zamieszkania, znajomościami dalekimi lub bliskimi, osobą wiernej służącej Zuzanny. Znalazłam w tej grubej cegle ( stron) to, co w stylu Montgomery najlepsze - wspaniała znajomośc charakterów ludzkich, świetny gawędziarski styl, poczucie humoru a przede wszystkim niezwykłe opowiadania o ludziach, bardzo prawdziwe i wcale nie wszystkie z happy endem- jak w życiu.

Śmieszy mnie podejście Autorki do Ani Shirley- Blythe- pojawia się zawsze jako wzór cnót wszelakich, ona, jej dzieci i służba to chodzące ideały, najpiękniejsze w okolicy, najlepiej się uczące, najmodniej dobierające stroje, o najlepszych wybrankach serc.Jedynie na temat Gilberta mieszkańcy okolicznych wiosek ośmielają się plotkować i do końca nie wiemy, czy jest w tych plotkach choć ziarno prawdy :)

Ania z rodziną jakby przysłuchiwali się tym opowiadaniom tworząc scenki rodzajowe we własnym domu- zgromadzeni przy stole, kominku wspominają dawne czasy i ludzi czytając wiersze autorstwa Ani i Waltera - jej syna poległego na wojnie. Wiersze w przekładzie jak dla mnie brzmią trochę sztucznie: patetycznie i egzaltowanie, ale może właśnie taka jest Ania?
Dobrze po dziesięciu tomach nabrać dystansu do rudowłosej ;)
Generalnie bardzo polecam dla miłośników bohaterki, którzy przeczytali choć jedną część 'Ani'.

Druga moja lektura to prequel napisany przez Budge Wilson- losy Ani zanim trafiła na stację W Bright River, gdzie czekał na nią Mateusz Cuthbert. Oto okładka z WL:

zdjęcie stąd

Ja czytałam w orginale i moja była taka:

zdjęcie stąd

Bardzo ciężko dopisać dalszy ciąg czegoś, co zostało uznane za światowe arcydzieło, a co dopiero 'ciąg wcześniejszy'. Dziwnie czytało mi się tę książkę. Tutaj słowo od tłumaczki powieści na język polski - Agnieszki Kuc.Zgadzam się z nią i nie zgadzam.

Książka Wilson została zaakceptowana przez spadkobierców L.M.Montgomery. Jak pisze Kuc- to 'trochę inna Ania'. Uważam,że styl autorki Ani jest nie do podrobienia i choć Wilson próbuje, wypada to ciężko. Najbardziej nie pasuje mi w wizerunku Ani to, że jest tak idealna, tak rewelacyjnie umie się znaleźć w każdej sytuacji, że aż wypada to fałszywie. W wieku 4 lat prowadzi gospodarstwo i przygotowuje posiłki dla 11 osób! Jako perfekcyjna Pani Domu ujawnia się także u swoich drugich gospodzarzy Hammondów doglądając 3 par bliźniąt i nie tylko. Błyskawicznie przyswaja wiedzę, jest bystrzejsza od swoich rówieśników, ma genialne pomysły na każdy temat... jednym słowem - cudowne dziecko postawione w tragicznych okolicznościach.

Co sprawia,że tak bardzo lubię postać Ani z pierwszej książki Montgomery? Nieprzewidywalność i swoista skłonnośc do pakowania się w kłopoty, pasja życia, wielki wdzięk i urok niepapierowej postaci, ogromna jak ocean wyobraźnia równocześnie zakotwiczona w realnym życiu, roztrzepanie i rozbrajająca szczerość. Tego wszystkiego brakuje mi u Wilson. Losy Ani toczą się jak w telenoweli meksykańskiej - łatwo je przewidzieć, a Ania jako dziecko jest tak idealna, że aż nudna...Wilson miała bardzo fajne pomysły na problemy ludzi otaczających Anię, pokazała prawdziwe postaci, prawdziwe życie, ale uważam, że z Anią przedobrzyła.

Powieść tylko dla zagorzałych czytelników i gorących wielbicieli Ani, którzy będą umieli odpowiednio ocenić i docenić powieść. Ja męczyłam się z nią długo i raczej do niej nie wrócę, jeśli nie będę musiała.

Dla nabrania odpowiedniego stosunku do AniShirley przeczytałam szybciutko "Anię z Zielonego Wzgórza' i od razu mi się lepiej zrobiło:)

środa, 27 lipca 2011

Przedszkolne wpisowe

Po dwóch tygodniach szaleństw w przedszkolu i chęci jak najszybszego powrotu doń, Jasiek zapadł na obustronne zapalenie płuc. Wpisowe chorobowe już zaliczone niestety.
Po serii antybiotyków przyszła chwila na przełom i nastąpił on w postaci praktyki filipińskiego lekarza.
Pisałam już o eksperymentach na zwierzętach domowych pluszowych, ale żywy dorosły egzeplarz, to gratka jakich mało! Tatuś ma świętą cierpliwośc i brak łaskotek...

Randka!

Ludzie! Ludzie! Sami nie mogliśmy uwierzyć, a jednak to się stało!!!
W dniu kiedy byli u nas Paulina i Dawid nie było dzieci w domu do wieczora.
Po wizycie wyrwaliśmy się ze świstem na miasto czyli randkę - do kina i na film:) A było to Erratum.
Choć film o tematyce tzw. ciężkiej, czyli dramat psychologiczny , oboje nie żałujemy. Info o filmie .

zdjęcie stąd
Film trudny, zmuszający do myślenia, ponury,prawdziwy, oszczędny w środkach wyrazu. Może dlatego tak dużo negatywnych opinii na portalach filmowych?
Rewelacyjna gra aktorska Kota i Kotysa ( zaszufladkowany Paździoch z Kiepskich...).Zresztą w świetnym towarzystwie.
Niesamowicie spodobało mi się ujęcie piętrzącej się brudnej wody w zaporze - plastyczne, sugestywne i symboliczne.
Rzeczywistość pokazana w szarych i właśnie brudnych kolorach, historia bardzo współczesna i może dlatego nie chcemy utożsamiać się z głównymi bohaterami. Nie brakuje kilku humorystycznych wątków. A ostatnia scena głęboko wzrusza, choć nie ma w niej zachodu słońca, pocałunku i całego tego hollywoodu.
Jeśli szukacie ambitnego filmu- właśnie znaleźliście. Gorąco polecam. Po seansie uwierzyłam, że istnieje dobre polskie kino:)
Na razie od urodzenia Jaśka ( 3 lata i 4,5 miesiąca) randka ( wyjście na parę godzin z domu sam na sam) zdarzyła nam się dopiero po raz drugi. Może jeszcze kiedy nastąpi?
A to moja micha w Kinie pod Baranami- w końcu małż fotografował mnie na randce! To jest kurka prawdziwy i głęboki romantyzm! Lepszy niż w najlepszym filmie !

Pau + Dejw = WNM

Byli u nas Paulina i Dawid,żeby wręczyć zaproszenie na swój ślub.

Przygotowałam mały lanczyk, pamiętając jaką męką jest wręcznie zaproszeń rodzinie, gdzie wszędzie częstują cię kawą lub herbatą i nie możesz odmówić...

W menu znalazły się:
-sezonowa sałatka z bobem
- paluszki francuskie z serem
-barszczyk czerwony do popicia
-lodziki
-piciu wszelakie
-różne słodkie przekąski

Sałatką zachwyciłam się już na zdjęciu zamieszczonym w genialnym dodatku do gazety 'Sukcesy i Porażki' : " Sezonowe warzywa i owoce - 43 przepisy na pyszne i zdrowe dania". Po raz kolejny przemilczam treści w/w gazety( zwracam uwagę na drugą część tutułu czasopisma...:)). Dodatek - rewelacja! Co najmniej 20 fajnych przepisów do szybkiego i smacznego zrobienia.

Strona 31 - Sałatka z salami:

500g bobu
150 g salami w plastrzch
2-3 dymki
kilka gałązek zielonej pitruszki
2 łyżki orzeszków piniowych lub pestek słonecznika
4 łyżki oliwy
2 łyżki octu winnego
1 ząbek czosnku
sól, pieprz

Bób ugotować do miękkości w osolonej wrzącej wodzie. Przestudzić, obrać. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Pietruszkę posiekać. Salami pokroić w paski, podsmażyć na patelni bez tłuszczu, wyjąć. Na tej samej patelni uprażyć orzeszki/pestki słonecznika.
Sos: czosnek obrać, przecisnąć przez praskę. Oliwę wymieszać z octem i czosnkiem. Wszystkie składniki sałatki wymieszać, polać sosem, doprawić solą i pieprzem.


Ja dodałam jeszcze do smażenia do salami troszkę chili, bo zależało mi na kontraście łagodne - ostre. Sałatka ma piękne kolory i świetnie się prezentuje na stole.Jest zdrowa , w mairę szybka ( opócz gotowania bobu...) i można ją też podać na ciepło jako danie. Zniknęła szybciutko!!!!

A do niej i barszczyku były paluchy- przepis tradycyjnie stąd. Banał na 20 minut roboty i udają się zawsze !!!
Najsmaczniejsze oczywiście świeżutkie z pieca. Podgrzewałam je w naczyniu z tealightami, żeby nie wystygły:


Oczywiście oprócz mojego chwalidziurstwa nastąpiła uroczysta i oficjalna chwila wręczenia.
Oto zaproszenie:

Świetny, dowcipny i praktyczny tekst dla zaproszonych gości i projekt odzwierciedlający gusta i charaktery Państwa młodych- to jest to!
Jeśli Bóg i partia pozwolą będziemy hulać na fantastycznym weselu z mnóstwem atrakcji.
Wojtek jest świadkiem :) 
Opiszę, jeśli się wszystko uda! Jak się nie uda - też:)

Na razie dostałam zaproszenie na wieczór panieński i zapowiada się bosssko :)

czwartek, 23 czerwca 2011

Nine - Dziewięć

Tym razem film obejrzany w zaciszu domowego 'laptoka'.
Dodatek do wakacyjnego"Twojego Stylu".
Było o nim głośno w zeszłym roku, jako o poważnym kandydacie do Oskarów. Ostatecznie nie zdobył żadnego. Może i słusznie? Info o filmie - tutaj .


zdjęcie stąd

Okazuje się,że nazwisko reżysera, gwiazdorska obsada i duży budżet nie gwarantują totalnego sukcesu za każdym razem.

Pomysł na film ciekawy, ale akcja ciągnie się jak ogromnie długie spaghetti. Choć przed naszymi oczami pojawiają się megagwiazdy, żadna z piosenek nie wpadła mi w ucho. (w musicalu Chicago- prawie wszystkie!). Numery śpiewane wydają się osobnymi teledyskami- rewelacyjnie zrobionymi,a le jakby z innej bajki.Trochę festiwal Radia Erewań: nie w Warszawie, ale w Moskwie, nie rozdają, ale kradną i nie auta, tylko rowery...

Psów dużych nie wieszam. Można oglądnąć w wolny wieczór z paczką czipsów lub popcornem ( co uczyniłam), bo człowiek się nie zapluje ze śmiechu lub płaczu.

Zabrakło mi takiej klasycznej magii kina i nawet nie wiem, czyja to wina, bo wszyscy robią dobrze swoją robotę, a jednak niedosyt pozostaje i to spory :(

Tramwaj zwany pożądaniem w Bagateli

Już nie pamiętam od kiedy planowałyśmy tzw. wyjście kulturalne z Asią. W końcu wyszło!
I my wyszłyśmy z własnych domów i to od razu w kulturę wysoką. Jak się odchamiać to z fasonem:)

Spektakl w Bagateli, w piękny ciepły wieczór, ze świetną obsadą... ale po kolei.

zdjęcie stąd .
Sztuka trudna, zmuszająca do myślenia, o problemach trójki ludzi, którzy zanim się spotkali w określonym miejscu ( Nowy Orlean) i czasie ( sztuka Tennesee Williamsa pisana w 1951r. opowiada o tamtych czasach w tamtych realiach) również sporo przeżyli. Blanche i Stella- dwie siostry oraz mąż Stelli- Stanley. Streszczenie sztuki i info z Bagateli tutaj.

Choć typy wyraziste, na końcu okazuje się,że postaci nie są jednoznaczne i wiele z nich ( a zwłaszcza Blanche) ma swoje tajemnice.

Dużo psychologii, dużo ludzkich emocji, cierpienia, samotności, ale też dzięki obsadzie sporo humoru w tej "nieoptymistycznej" sztuce.

Adaptacja należy do tzw. dzieł obciążonych, czyli takich, których kultową wersję już ktoś popełnił i trudno się do niej nie odnieść. Próbuję oglądnąć całość adaptacji filmowej z Marlonem Brando i Vivien Leigh - na razie udało mi się to tylko we fragmentach i recenzjach. Duet faktycznie niesamowity ( Vivien wręcz hipnotyzuje!) i kultowy. Trochę o sztuce - tutaj i tej adaptacji - tutaj .

Jak mówi recenzja spektaklu z Bagateli ( całość recenzji tu)" postaci po prostu są". Najbardziej zdecydowanie "jest" Magdalena Walach w roli Blanche. Rola świetnie i dynamicznie zagrana, pokazująca historię i tragedię życia Blache oraz jej powolne popadanie w obłęd.Siedząc w pierwszym rzędzie miałam okazję widzieć ją z bardzo bliska i przekonałam się jak to piękna i delikatna kobieta. Jesłi ktoś na żywo jest ładniejszy niż w tv, to według mnie jest naprawdę piękny. Choć w przerysowanym makijażu, charakterystycznych kostiumach pokazała klasę zarówno jako aktorka jak i jako kobieta. Super!!!!

Pooglądajcie choćby zdjęcia z prób o tu .

Spektakl rozegrany ciekawie ze względu na scenografię i wykorzystanie tekstu. 3 niezależne plany, na których rozgrywa się akcja - Wielki kinowy ekran w tle ( na którym wyświetlane są sceny nakręcone kamerą i niektóre dialogi ze sztuki, scena właściwa i wejście aktorów w interakcje z publicznością.
I właśnie ten ostatni plan wspominam najmilej. To nie tylko zapach perfum Blanche i szelest jej sukien, ale wręcz wciągnięcie do gry widza- jedyne w swoim rodzaju! Nie zdradzę niespodzianki- idźcie i zobaczcie kto może!!!!! A niespodzianka w każdym spektaklu inna - fantastyczne! Długo po wyjściu komentowałyśmy, to co nas w niej zaskoczyło i rozbawiło :))))
Choć bilety nietanie - bardzo bardzo warto.

Konferencja - 125-lecie Avon

Ten rok jest dla mnie rokiem niespodzianek avonowych.
Najpierw wygrałam aparat, dzięki czemu założyłam tego bloga, a pierwszego czerwca zadzwoniła do mnie moja menedżerka z wieścią, że jadę na wielką konferencję Avon do Warszawy!!!! To są chwile nie do wiary, ale uwierzyłam, bo to przecież nie był pierwszy kwietnia...

W 3 autokary wyjechaliśmy z Krakowa o strasznej rannej godzinie, żeby zdążyć na rozpoczęcie o 12:00.Na szczęsćie była dłuższa chwila po drodze,żeby się przebrać. Wskoczyłam więc w biznesowo-elegancki look:



Najdłuższą część stanowiła konferencja sama w sobie przedzielona lunchem. Była loteria z cennymi nagrodami ( niestety nie wygrałam samochodu ani diamentowej biżuterii) i na koniec koncert gwiazdy.

Jedną ze współprowadzących była Katarzyna Zielińska.



Była oczywiście światowa prezes Avonu Andrea Jung oraz kadra zarządzająca w Polsce i na rynkach wschodnich. Mile ujęli mnie Panowie głównodowodzący Orlando Andrei i Goran Petrović, którzy okazali się fajnymi facetami z poczuciem humoru i przemile traktowali wszystkie Panie wchodzące na scenę.


 Sporo tematów - nowy kwartał i nowe produkty katalogowe, inicjatywy Avon ( przekazano czek na 60 000 zł polskiej Niebieskiej Linii), wypowiedzi znanych ludzi kultury i polityki na temat Avon. Na gali obecna była Reese Whiterspoon, która opowiadała o kampanii Avon Kontra Przemoc- miałam okazję przekonać się jaka to filigranowa kobietka!


Na koniec z wieloma bisami wystąpiła Beata Kozidrak z zespołem Bajm.Miło było siedzieć tak blisko sceny w swoim sektorze i po prostu sobie posłuchać. Byli tacy ( głownie takie), co darli majty przed sceną, ale mnie po trzeciej piosence tak rezonowała krtań od basów, że musiałam wyjść na korytarz i tam spokojnie dosłuchałam do końca. Miałam tylko swój mały aparacik, więc jakość zdjęć we wnętrzu nie najlepsza ( czytaj: żadna), a te co są to z telebimu, ale co zobaczyłam i posłuchałam to moje.


Pojechałam na totalnym luzie, dostałam piękny kosmetyczny prezent, zostałam nakarmiona i napojona i jeszcze przemiło rozmawiało mi się z towarzyszką podróży Magdą.Choć bolące nogi i zdrętwiały kręgosłup odsypiałam 2 dni - było warto!


Ciekawe czym jeszcze zaskoczy mnie Avon w tym roku?

Wizyta Eumychy i rodzinki

Wizyta była stanowczo za krótka , ale za to treściwa.
Po wymianie darów nie miałyśmy niestety wiele okazji do spokojnej rozmowy z powodu naszych dzieci, które postanowiły urządzić nam mały festiwal zwracania na siebie uwagi ( zwłaszcza mój Stach...).
Chyba ze względów logistycznych i innych życiowych nieprędko się zobaczymy, choć kto wie? Pozostaną mi przemiłe pamiątki i oczywiście kontakt telefoniczny i mailowy.
Poniżej dary od Gosi:


i jeszcze pudełko, które Gosia prezentuje u siebie na blogu o tu. W poście też inne fajowe rzeczy!

Niestety - nie zdążyłyśmy sobie zrobić wspólnego zdjęcia ze względu na absorbcję synami, a żałuję bardzo, bo byłoby to ostatnie zdjęcie Gosi '2w1"...
Gocha! Trzymaj się i nie daj się!!!!