motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

środa, 25 maja 2011

Herbaciany spęd

W ramach ram, inicjatywy własnej, inspirującej bluzeczki i ochoty na coś innego zarządziłam herbaciany spęd u Doroty. 
Każda z nas miała ubrać się w kolorze herbaty i przynieść coś z herbatą związanego.
Zaskoczyła nas gospodyni pięknie strojąc salon w  iście angielskim stylu! Była prawdziwa porcelana i maślane angielskie ciasteczka, były cudnie pachnące konwalie i wybór herbatek...



Do jedzenia każda z nas zrobiła sałatkę.



Oto przepisy według pojawienia się na zdjęciu:

Zielona z brokułami:
-mały brokuł blanszowany lub gotowany 2 minuty i podzielony na małe różyczki
-10 dkg pokrojonego w kostkę i podsmażonego boczku
-garść nasion słonecznika
-kuleczki wędzonego sera ( 1 opakowanie, kuleczki średnica ok 1,5 cm)
-sos: 2 łyżki jogurtu naturalnego+ 2 łyżki musztardy
-grzanki z 2 kromek razowego chleba (podpiec w tosterze i pokroić w kostkę)

makaronowa:( moja ulubiona - wspaniała na upały zamiast obiadu!)
- ugotowany makaron trójkolorowy o dowolnym kształcie
-ser feta
-oliwki czarne i zielone
-oliwa i ocet balsamiczny do smaku

warstwowa:
-groszek
-kukurydza
-pokrojona wędlina lub tuńczyk
-pokrojona papryka
właściwie wszystko co chcemy ułożone w kolorowych warstwach. Dorota na wierzch dała pokruszone jajko i przystroiła pomidorami

Przy okazji okazało się,że Dorota miał dzień wcześniej urodziny i zostało pysznego jedzonka, więc obżarłyśmy się jak rodzina świnek Pep, a nie dystyngowane damy na herbatce.
Ja zrobiłam jeszcze herbaciane mufinki - przepis z gazety Gala- reklama herbat Lipton z kilkoma przepisami.Pyszne, lekkie, wilgotne!


Składniki na 12 sztuk.
1 jajko
2 łyżki cukru
2 szklanki mąki
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mleka
pół szklanki oleju roślinnego
5 torebek zielonej herbaty

Zaparzyć herbatę w gorącym leku i poczekać aż ostygnie.Połączyć wszystkie suche składniki w jednym naczyniu.Połączyć mokre w drugim.
Dodać mokre do suchych i wymieszać. Przełożyć do papilotek.Piec w 200 stopniach aż zbrązowieją.
Jako polewy użyłam opakowania serka sniadaniowego bez dodatków połączonego z 2 torebkami zielonej herbaty.
Ozdobą ( oprócz złotych kuleczek dr Oetkera) są prawdziwe kwiatki bzu, które oczywiście również się zjada!
W końcu nastał sezon na kwiaty, a jadalne i piękne to jest to! Zwróćcie uwagę, jak drogie są pralinki z fiołkiem, a można zrobić je domowym sposobem i są eleganckie i pyszne.
O innych jadalnych kwiatach tu. A tutaj przepisy!
Najprostszym i bardzo efektownym sposobem jest pokrycie białkiem kwiatów i posypanie ich cukrem pudrem. Można w ten sposób zrobić płatki jak i całe kwiaty. Same płatki sa pysznymi czipsami! Ozdobiłam w ten sposób tort na imieniny mojej mamy w wieku 9 lat. Niestety zdjęć nie zrobiłam... Nie było wtedy cyfrówek...

Warto wykorzystać kwiaty jako pyszną i piękną naturalną dekorację.
Spotkanie ( żadne ploty- zwykłe obgadywanie - cytując Gochę:) udało nam się wspaniale.
Ech,żeby tak co tydzień...

Zróbcie taki spęd pod dowolnym hasłem - warto!

Avon Club

Kolejna moja wizyta w Avonie.
Fajnie jest dostawać prezenty i posłuchać czegoś ciekawego!
Tym razem trafiła mi się mała podróżna walizeczka w kolorze oczobijnym, ale wyjątkowo funkcjonalna i leciutka. Pożyczam,jesli ktoś będzie chciał!



A na poczęstunek oprócz różnych dobrych rzeczy podano białą herbatę różano-fiołkową Liptona- spróbujcie koniecznie- ma bardzo naturalny i mocny aromat róży. Dla miłośników tego zapachu prawdziwa gratka.

Weekendowe porządki

W końcu pogoda i czas dopisały i można wziąć się za pierwsze w tym roku ogrodowe porządki.
Kosiara to jest jednak niepokonany sprzęt!I I to dla chłopców w każdym wieku:)
Jak widać na załączonych obrazkach, jeśli nie można pracować prawdziwą , zawsze zostaje prastikowa- też terkocze, a prąd nie zaszkodzi.
Polecam zabawkę! Na placu zabaw chwytają ją wszystkie dziewczynki!


Kobiety na traktory i kosiarki!

A tyle zostało z pięknych kwiatów magnolii, których zdjęcia otrzymaliście w ppsie...


Po pomalowaniu skoszonego trawnika na zielono, udaliśmy się na zasłużony odpoczynek- luli buli :)

piątek, 6 maja 2011

Jeszcze o Wielkanocy

Streszczenie świątecznych dni z dużej perspektywy nie jest takie łatwe, ale spróbuję.
Wielka Sobota.
Malowanie jajek nie powiodło się z prostej przyczyny- pisaki i kredki służa do malowania własnej buzi i rączek, a nie jakichś jaj, a jajka na twardo nalezy natychmiast stłuc i zjeść, a nie smarować...
Jedyne dwa ( lekko pęknione:) które udało się włożyć do małych koszyczków:


Ja zafarbowałam jaja z przyklejonymi listeczkami.Wcale nie łatwe, nie szybkie i wymagające dużej staranności. W przyszłym roku będą lepsze, a na razie efekty takie:


Jakoś udało się zapakować duży koszyk i małe koszyczki. Na zdjęciu jeszcze prezent - chlebek z czarnuszką w kształcie różyczki ( silikonowa forma do mufinek! dziękuje raz jeszcze Dorotko)


Diakon święcocy pokarmy zatrudnił małych pomocników, dzięki czemu potem zawartość małych koszyczków została dosłownie pożarta doszczętnie z wyrywaniem sobie co lepszych kąsków...


Ale jeszcze wcześniej pokłon w Bożym Grobie:


Niedziela Zmartwychwstania.
Wspólne śniadanie u siostry w strugach non stop lejącego deszczu.
Był pięknie nakryty stół



i dekoracje na czele z kaczeńcami, które uwielbiam



ale wszystko ciężkie i smutne.Zabrakło jednej osoby przy stole i taka zmiana...



Atrakcją dnia okazał się gołąb grzywacz, który spokojnie zbierał materiały na gniazdo w pobliskich drzewach i pokazywał sie pięknie i długo za oknem z każdej strony.
Niestety mam za cienki aparat,żeby ten duży i piękny ptak wyszedł na zdjęciu w strugach deszczu, dlatego lepsze zdjęcie z neta:


                                                             zdjęcie stąd.

Nową świecką tradycją stało się tiramisu "Alleluja" ( przepis- patrz post 'Niekoszerne tiramisu'), które próbowało osłodzić nam życie i szybko znikało...



ale po powrocie do domu okazało się, że jest jak w tym wierszu:

Kot w pustym mieszkaniu

Wisława Szymborska
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.





Zupa grzybowa

Dzięki pomysłowi Agnieszki G. ( stokrotne dzięki!!!!) Jasiek nabrał ochoty na zbieranie grzybów po całym pokoju i gotowanie zupy grzybowej.
Efekty i przebieg procesu dokumentują zdjęcia:



Nawet bez gotowania w wersji uproszczonej ( rozsypać klocki-grzyby po podłodze , a potem zbierać do koszyka) jest to bezcenne zajęcie co najmniej 15 minut, kiedy trzeba siedzieć w domu...

Pozdrowienia od Justyny znad morza - tej to było dobrze...

Są tacy co sie po Polsce szlajają i piekne zdjęcia robią, o super wypoczynku nie wspomnę...
Z Justyną już sobie porozmawiałam przez telefon i powiedziałam co sądzę o tej majówce.
Wy zobaczcie sami poniżej - Krynica Morska piękna o każdej porze roku...



Kiedy ja tam znów pojadę...?

A kto nie widział jeszcze Chwili Nadmorskiego Relaksu autorstwa Justyny w pasku bocznym, to niech se po krakowsku obejrzy:)

czwartek, 5 maja 2011

Buchnęła wiosna

Nie mam niestety czasu na spacer do ogrodu botanicznego i bardzo żałuję. Za to podpatrzyłam kwitnące drzewa i krzewy w śródmieściu, gdzie jest cieplej niż na moim osiedlu.


Za stokrotki - stokrotnie dziękuję! Bardzo je lubię :)






Złote deszcze- padajcie jeszcze!



I jeszcze trochę kwiecia...niedługo to wszystko opadnie i zostanie tylko wspomnienie...

Pigwa w kolorze boskim!



Teraz czytam...

"Tajemniczy opiekun"- Jean Webster.
Klasyka klasyki i oczywista oczywistość, na która trafiłam dopiero teraz.Lepiej późno niż wcale!
Gratka dla wielbicielek Ani z Zielonego Wzgórza, Polyanny i innych tego typu bohaterek i ich przygód.
Lekka przyjemna powieść epistolarna, gdzie główna bohaterka Agata Abbott , wychowanka Ochronki pisze do swojego protektora i jedynego żywiciela. Listy są warunkiem koniecznym do otrzymywania pensji.Siedemnastolatka zostaje wysłana "do szkół" aby kształcić się na pisarkę i korespondencja nie tylko ma opisywać codzienne życie, ale także ma być swego rodzaju ćwiczeniem stylistycznym. Tytuł angielski "Daddy Long Leg" i liczne odniesienia w tłumaczeniu to wizerunek darczyńcy, kóry Agata stworzyła sobie widząc jeden jedyny raz swego dobrodzieja z daleka.
Czyta się świetnie! Agata to nastolatka z poczuciem humoru, talentem rysownika komiksowego i bystry obserwator świata. A świat choć generalnie okrutny i smutny dzięki jej wizji nabiera kolorów. Fantastyczny obrazek rzeczywistości tamtych czasów. Zakończenie jest zwrotem akcji i wielką niespodzianką!
Nie zdradzę! Przeczytajcie sami! Spokojna godzinka z angielską herbatką w kubku i można inaczej spojrzeć na własne problemy.Polecam!

zdjęcie pochodzi stąd.


środa, 27 kwietnia 2011

Zawiośniało - czyli wyniki candy

Na początek kilka słów komentarza.

Bardzo serdecznie dziękuję za ogromne zainteresowanie- prawie 100 osób postanowiło w ciemno wziąć udział w zabawie i zostawić komentarz pod postem o candy.

Postanowiłam być twarda, jeśli chodzi o warunki dotyczące nagrody głównej - obowiązkowe było podanie w komentarzu swojego adresu mailowego . Adres bloga, umieszczenie info w pasku bocznym i wszystko inne schodziło zdecydowanie na drugi plan.

Dlaczego? Nauczona doświadczeniem poprzedniego candy, kiedy wszystkich adresów mailowych szukałam 5,5 godziny, postanowiłam,że tym razem nie odpuszczę.
Zdecydowałam,że tylko komentarze zawierające magiczny adres mailowy będą dopuszczone do losowania.

Zdarzyły się osoby, które podpisały się imieniem, a które mają ukryty swój profil i wszystkie dane- te nie dostaną nagrody pocieszenia, bo nie mogę się z nimi skontaktować.
Wszystkim innym, pomimo niedopełnienia warunku z podaniem maila w komentarzu wysyłam "pocieszajkę". Czekajcie cierpliwie!

A nagrodą główną jest - jak na załączonym obrazku - wiosenne pudełko wraz z zawartością:
-wiosenny szaliczek
- kosmetyczka z lusterkiem
-cień z kredką w kolorze srebrnym avon Steel smoke
- szminka avon Ultra Colour Rich w kolorze Violet Ice ( iście wiosenna nazwa!)
- tusz avon w kolorze czarnym Super Curlacious
- saszetka zapachowa do torebki Pachnąca Szafa o świeżym wiosennym zapachu
- woda perfumowana avon Love To The Fullest Reese Whiterspoon
- ksiażeczka - perełka Małgorzaty Stolarskiej "Kolory Życia"
- ramka 10 x 15 w słonecznym kolorze
-kolczyki z elementami wkolorze trawiastej zieleni
i garść cukierasów Mieszanka Krakowska ( niech żyje patriotyzm lokalny! mniam!)



Moją ręką wylosowałam



Serdeczne gratulacje!!!!!

Ze względu na pogrzeb  i inne trudności domowe mam sporo zaległych postów, które będę wklejać, jak mi czas pozwoli.
Dziękuję wszystkim wytrwałym i stałym czytelnikom za cierpliwość i o nią cały czas proszę!
Juz po północy , więc dobrej nocy!

wtorek, 26 kwietnia 2011

Po pogrzebie

Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy przybyli na dzisiejsze uroczystości pogrzebowe. Wszystkim, którzy wraz z ze mną i moją rodziną modlili się, przyjęli komunię, przynieśli piękne kwiaty- po prostu byli.
Dziękuję tym, którzy zamówili specjalne dodatkowe msze za duszę Ojca- wspaniała inicjatywa.
Dziękuję za wszystkie dobre słowa pociechy i gesty życzliwości - na pewno ich nie zapomnimy.
Mam nadzieję i szczerze wierzę, że patrzył z góry na wszystkich znajomych i bardzo się cieszył z tego spotkania.

piątek, 8 kwietnia 2011

Oglądnęłam- polecam: Lektor

Polecam rękami i nogami. Co za film!

Przede wszystkim trudny i niejednoznaczny. Dobry do dyskusji.Pełen emocji i nerwów do samego końca, a przy tym spokojny ( nie szlochamy zawodząc, a co sobie myślimy, to nasze), mądry, wyważony.

Nakręcony na podstawie książki Bernharda Schlinka z wątkami autobiograficznymi. Książka wydana w 1995 roku została przetłumaczona na 40 języków i w Niemczech trafiła na listę lektur szkolnych. Żałuję,że nie u nas.Powieść i film w sposób nietypowy i bardzo głęboki przedstawia problem holocaustu, zrozumienia decyzji podejmowanych przez ludzi mających wpływ na życie innych podczas II wojny światowej. A także ( a może po pierwsze) relacji międzyludzkich, kwestii czym jest miłość i różnych jej aspektów.

 Nie ma w filmie brutalnych scen, krwawych mordów, wrzasków ginących. Jest za to historia jednego chłopaka i jednej kobiety połaczonych romansem w trakcie jednego lata, ich spotkanie w niespodziewanych okolicznościach 8 lat później i dużo później. Jest piękna muzyka. Są zwyczajne losy ludzi i niezwyczajne fakty. Jest też tajemnica głównej bohaterki, która zaważy na jej losie na całe życie.

Osobiście chylę głowe przed Kate Winslet. Do tej pory znana mi głównie z ekranizacji Jane Austen, pokazała niesamowitą klasę i mistrzowsko poradziła sobie z rolą. A scena z jej zeznaniem na sali sądowej to majstersztyk. Całkowicie zasłużony oscar! Partnerujący jej Ralph Fiennes wypada dobrze jak zwykle - to typ postaci, w której dobrze się czuje i dobrze ją zagrał. Bardzo dobry jest młody niemiecki aktor David Kross. Za rolę Michaela otrzymał 3 nominacje do różnych nagród i Nagrodę Sierra. Mam nadzieję,że zobaczę go jeszcze w niejednym dobrym filmie, bo fajnie się zapowiada.

'Lektor' to film poruszający. Podobno 'Tylko prawdopodobne porusza' miał powiedzieć Owidiusz. I tu to prawdopodobieństwo widac na wielu planach. I w grze aktorskiej, i w nieprzesadzonej scenografii i charakteryzacji i świetnie dobranych typach. Podoba mi się,że aktorzy nie sa 'nieziemsko piękni' ( choć Winslet trudno zbrzydzić...), a historia mogła się wydarzyć. Przypomniały mi się 'Medaliony' Nałkowskiej - podobny klimat, czyli zeznania i historie ludzi pozostawione czytelnikowi do przemyślenia i oceny.

Do ostatniej chwili siedziałam jak na szpilkach. Ale zasnęłam spokojnie:)

Zobaczcie koniecznie - uważam,że pozycja obowiązkowa. Także dlatego,żeby jak bohaterowie filmu na uczyć się dyskutować o tym temacie, poznać różne jego aspekty i zająć stanowisko.
Rewelacyjny!!!

zdjęcie stąd

Film nabyłam z ostatnim numerem VIVY za 9,50 zł. TVP wyświetlała go niedawno o jakże świeżej godzinie 23:40, więc wolałam kupić i oglądnąć o normalnej porze:)
Więcej o filmie tu.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Wieje jak w kieleckim

Kiedy wieje silny wiatr ( najczęściej halny) dzieci wyczuwaja to instynktownie, stają się rozkojarzone, odzywają im się wszystkie ukryte bolączki, a przede wszystkim są okropnie dożarte...
Na szczęście było ciepło i można było pobawić się na polu


Poza tym obaj chłopcy pałają dziwną miłością do butów. Staszek uczy się wkładać swoje, a obaj namiętnie latają w cudzych i to dużo za dużych kradnąc je przy byle okazji lub wyciągając z szafki

Kawa? Sie nadawa!

Z powodu braku czegoś słodkiego w domu, chęci wypróbowania nowego przepisu i spadającego na łeb ciśnienia - kawowe mufiny dla poprawy jakości życia.

Przepis- tu ciekawostka- pochodzi z opakowania aluminiowych foremek na mufiny za 4,40 zł firmy RAVI ( są tam jeszcze 3 inne przepisy, które być może też mnie skuszą...- pożyjemy, zobaczymy).
Zdecydowanie dodaję go do mojej złotej dziesiątki ulubionych mufinek i to do pierwszej trójki!

Mufiny sa potrójnie kawowe: dzięki likierowi, jogurtowi i kawie. Wilgotne, aromatyczne, miękkie. Kuzyn administrator :) ( przy okazji pozdrowienia dla Izy!!!!!) , który załapał się na wyjęcie ich z pieca, zjadł od razu dwa i stwierdził, że bardzo dobre. I to jeszcze bez dekoracji. A co dopiero polane mleczną czekoladą...Ja zjadłam i zachwyciłam się na maxa!
Bardzo gorąco polecam na takie dołowe dni jak dzisiejszy.Mniam!


I oczywiście magiczny przepis na 12 sztuk:

250 g mąki
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 jajo
100 g cukru ( dałam trzcinowy)
125 g miękkiego masła ( dałm 1/2 szklanki oliwy)
100 ml kwaśnej śmietany ( dałam 1/2 szklanki jogurtu kawowego Bakoma)
110 ml likieru kawowego ( dałam 1/2 szklanki)
100 ml mleka

Tradycyjnie suche składniki wymieszać w jednym naczyniu, mokre w drugim, wlać mokre do suchych, zamieszać do konsystencji grudek. rozłożyć do foremek z papilotkami. Piec 25 minut w 180 stopniach.
Do dekoracji użyłam polewy w groszkach Decomoreno o smaku czekolady mlecznej i listków z białej i ciemnej czekolady.

Zróbcie koniecznie! Smacznego!




poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Piaskownice, goście i sernik czyli dzień pełen atrakcji

Oczywiście,że sezon ogródkowy w pełni, chodzimy więc na pobliskie place zabaw przed i po południu.
Przed południem, po raz kolejny, przekonałam się,że co blisko, to najdalej - z moją bliską sąsiadką i koleżanką z dzieciństwa potrzebowałyśmy dobrych kilku lat, żeby spotkać się na placu zabaw i pośmiać z dokonań naszych pociech.
Łukaszkowi bardzo spodobała się zjeżdżalnia:


A Staszkowi wszystko naraz !


Po południu z Kamilką szaleli już oboje...


A jak wróciliśmy do domu po obiedzie nastąpiła długo oczekiwana wizyta, czyli odwiedziny Dorotki z niedaleka i Irenki zza wody, która przyjechała w ramach krótkiego urlopu. Oj, było gadane!

Udało mi sie podczas drzemki Staszka upiec sernik na zimno, który prezentuję.



Zjadłyśmy z Dorotą po 2 kawałki, a Irenka jeden i nie żałujemy! Dobry, bo nie mdły,puszysty, choć w robocie wielogarnkowy :). Uważam ,że warto go zrobić - może na najbliższe święta? Polecam!

Przepis pochodzi z marcowej Claudii tego roku (Claudia poleca- puszysty sernik z bananami).
Połaczenie sernika i bananów wydało mi się za ciężkie, więc posmarowałam wierzch cienko nutellą i dodałam kwaśne wiśnie.Wolę tę wersję.

Przepis: ( na zwykłą tortownicę)

5 łyżek płatków owsianych
1/2 tabliczki czekolady
2 łyżki masła
100 g biszkoptów
łyżka płynnego miodu
2/3 szklanki mleka
szklanka cukru pudru
4 jajka
350 g serka homogenizowanego
200 g serka mascarpone
1 i 1/2 szklanki śmietany kremówki
3 łyżki żelatyny
płatki migdałowe do posypania
1 czekolada do rozpuszczenia i polania ( albo 3 łyżki nutelli)
wiśnie mrożone lub z zalewy naturalnej, a najlepiej świeże

Płatki owsiane podprażyć na suchej patelni. Czekoladę i masło rozpuścić. dodać płatki, pokruszone biszkopty ( zmiliłam w blenderze) i miód. Zagnieść. Masą wylepić tortownicę. Wstawić do lodówki na godzinę.( trzymałam tylko do wykonania serowego wsadu).Mleko zagotować z połową cukru.Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem. Wlać gorące mleko, cały czas mieszając. Podgrzewać,aż krem zgęstnieje. Wystudzić. Wymieszać z twarożkiem i serkiem. 6 łyżek śmietany podgrzać. Rozpuścić w niej żelatynę. Dodać do masy serowej. 1/2 szklanki śmietany odłożyć (do dekoracji- nie skorzystałam). Resztę śmietany ubić. Białka ubić. Wymieszać z masą serową. Rozsmarować ją na spodzie. Wstawić na 4 godziny do lodówki. ( u mnie po 2 była super).Posmarować roztopioną czekoladą lub nutellą, poukładać wiśnie, posypać płatkami migdałowymi.