W tak smętną pogodę jak ostatnio przerabiamy po kolei wszystkich wielkich klasyków niezmiennie zaczynając i kończąc na nieśmiertalnej serii wydawnictwa Olesiejuk pt. Mały Chłopiec. Niestety większość książeczek zanm już na pamięć, a do koparki Marka czuję wstręt i odrazę. Co nie znaczy,że nie przerabiamy ich codziennie. Ech... Stanisław sam spokojnie zabiera się za czytanie. Jan wykazuje lenistwo intelektualne i woli, jak ktoś mu czyta. Poniżej Stanley zatopiony w lekturze.
motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...
sobota, 19 marca 2011
Wiosenne śniadanie i ciepłe danie
Zdjęcia ze śniadaniem nie będzie - uprzedzam. Tak mi smakowało to co zrobiłam,że zżarłam bez opamiętania, które przyszło za późno. A nie zrobiłam niczego nowego tylko serek wiejski z dodatkami.
Do małego opakowania serka ( 1 na osobę) dodałam:
- ogórek małosolny
- 4 rzodkiewki
-2 łyżki orzechów ziemnych bez soli i tłuszczu
- kilka czarnych oliwek
- sól, pieprz, czerwoną paprykę, zioła prowansalskie.
- posypałam kiełkami lucerny
Wyszła pełna miseczka, ładnie zdrowo i kolorowo. Dużo i chrupało.Zdrowe nowalijki i świetne na figurę. Można przygotowac na pierwsze lub drugie śniadanie. Najlepiej zrobić na noc ,odstawić do lodówki i zjeść rano z gorącą herbatą/kawą. Dobre do pracy ( np. w pojemniczku) , bo bardzo sycące, a nie tuczy.
Oczywiście dodatki według uznania. Bazą jest serek wiejski. Czekam na wasze propozycje!
I coś na ciepło, czyli gorące kanapki - tosty. Znowu nihil novi, ale jakie pyszne. Tostownik to zdecydowanie coś, co każdy w domu powinien posiadać! Nobel dla wynalazcy!
Kromki chleba tostowego smarujemy od środka pastą z suszonych pomidorów, nakładamy przesmażone z cebulką i ziołami prowansalskimi pieczarki ( 30 dkg na 10 tostów wystarczy), może być wędlinka, oliwki, pomidory żywe i czego dusza zapragnie.i oczywiście plasry żółtego sera. Składamy, wkładamy do tostownika nasmarowanego oliwką i jazda!
Ja najbardziej lubię polane kaczupem i posypane zieleniną ( pietruszką, szczypiorkiem lub jak poniżej- kiełkami ). Jeśli spodziewamy się gości można je przygotować wcześniej, bo najlepsze są odgrzewane. pokroić w trójkąty po zagięciu ( zaraz po wyjęciu z tostownika) i podać podgrzane w piecu w naczyniu żaroodpornym z podgrzewaczami, żeby nie straciły ciepła. Ładnie i praktycznie. Tu ostatni, którego nie zjadłam,żeby zrobić zdjęcie:
Do małego opakowania serka ( 1 na osobę) dodałam:
- ogórek małosolny
- 4 rzodkiewki
-2 łyżki orzechów ziemnych bez soli i tłuszczu
- kilka czarnych oliwek
- sól, pieprz, czerwoną paprykę, zioła prowansalskie.
- posypałam kiełkami lucerny
Wyszła pełna miseczka, ładnie zdrowo i kolorowo. Dużo i chrupało.Zdrowe nowalijki i świetne na figurę. Można przygotowac na pierwsze lub drugie śniadanie. Najlepiej zrobić na noc ,odstawić do lodówki i zjeść rano z gorącą herbatą/kawą. Dobre do pracy ( np. w pojemniczku) , bo bardzo sycące, a nie tuczy.
Oczywiście dodatki według uznania. Bazą jest serek wiejski. Czekam na wasze propozycje!
I coś na ciepło, czyli gorące kanapki - tosty. Znowu nihil novi, ale jakie pyszne. Tostownik to zdecydowanie coś, co każdy w domu powinien posiadać! Nobel dla wynalazcy!
Kromki chleba tostowego smarujemy od środka pastą z suszonych pomidorów, nakładamy przesmażone z cebulką i ziołami prowansalskimi pieczarki ( 30 dkg na 10 tostów wystarczy), może być wędlinka, oliwki, pomidory żywe i czego dusza zapragnie.i oczywiście plasry żółtego sera. Składamy, wkładamy do tostownika nasmarowanego oliwką i jazda!
Ja najbardziej lubię polane kaczupem i posypane zieleniną ( pietruszką, szczypiorkiem lub jak poniżej- kiełkami ). Jeśli spodziewamy się gości można je przygotować wcześniej, bo najlepsze są odgrzewane. pokroić w trójkąty po zagięciu ( zaraz po wyjęciu z tostownika) i podać podgrzane w piecu w naczyniu żaroodpornym z podgrzewaczami, żeby nie straciły ciepła. Ładnie i praktycznie. Tu ostatni, którego nie zjadłam,żeby zrobić zdjęcie:
2 x mufiny
W ramach testowania przepisów z mojego ulubionego bloga i tempa zżerania wypieków przez domowników i nie tylko postanowiłam wypróbować dwa kuszące przepisy.
Mufiny z jabłkami - w wersji oryginalnej ze śliwkami, ale na pewno zrobię je kiedyś z truskawkami :) Przede wszystkim chodzi o świetne delikatne jogurtowe ciasto, wprost stworzone do różnych owoców. Mufiny sa bardzo miękkie, wilgotne. Najlepsza jest przypieczona skorupka z cukru trzcinowego...Wzięłam 2 jabłka Champion pokrojone w grubą kostkę.Upiekałam w wersji podstawowej tzn. duże, żeby w końcu skosztować prawdziwego dużego mufina a nie jakieś małe pitu pitu i żeby w końcu wypróbowac nowy staojak na mufiny, który jest boski i za którego raz jeszcze Anicie dzięki ze serca!!!!
Ciasto bardzo wyrasta, więc z przepisu wyszło mi 18 dużych mufinek. Dawałam nieco więcej niż połowę ciasta do papilotek ( z ikei ). Przepis stąd. Liczne 'achy' i 'ochy' całkowicie zasłużone, co można wyczytać w komentarzach. Podgrzane w piecu lub mikrofali i udekorowane łyżeczką ( no małą kulką...) lodów spokojnie moga robić za wykwintny deser szarlotkowy. Ulubione mufiny mojej mamy !
Jako drugie mufiny miętowe z czekoladą. Stąd. Dla koneserów tego smaku. Ja się do nich zaliczam :)
Byłam bardzo ciekawa, co wyniknie z zastosowania kropli miętowych i nie zawiodłam się. Nie są za słodkie, nie są mdłe, aromat świeży i nienachalny. Orzeźwiające! Konsystencja ciasta inna niż tych owocowych- bardziej bułeczkowa. Z przepisu wyszło mi równo 12 sztuk. Będą świetna propozycją na upalne lato jako deser z miętową ice tea. A teraz postawiły mnie na nogi, bo ciśnienie leci na szyję... Tu na zdjęciach jeszcze ciepłe. Mniam!
Mufiny z jabłkami - w wersji oryginalnej ze śliwkami, ale na pewno zrobię je kiedyś z truskawkami :) Przede wszystkim chodzi o świetne delikatne jogurtowe ciasto, wprost stworzone do różnych owoców. Mufiny sa bardzo miękkie, wilgotne. Najlepsza jest przypieczona skorupka z cukru trzcinowego...Wzięłam 2 jabłka Champion pokrojone w grubą kostkę.Upiekałam w wersji podstawowej tzn. duże, żeby w końcu skosztować prawdziwego dużego mufina a nie jakieś małe pitu pitu i żeby w końcu wypróbowac nowy staojak na mufiny, który jest boski i za którego raz jeszcze Anicie dzięki ze serca!!!!
Ciasto bardzo wyrasta, więc z przepisu wyszło mi 18 dużych mufinek. Dawałam nieco więcej niż połowę ciasta do papilotek ( z ikei ). Przepis stąd. Liczne 'achy' i 'ochy' całkowicie zasłużone, co można wyczytać w komentarzach. Podgrzane w piecu lub mikrofali i udekorowane łyżeczką ( no małą kulką...) lodów spokojnie moga robić za wykwintny deser szarlotkowy. Ulubione mufiny mojej mamy !
Jako drugie mufiny miętowe z czekoladą. Stąd. Dla koneserów tego smaku. Ja się do nich zaliczam :)
Byłam bardzo ciekawa, co wyniknie z zastosowania kropli miętowych i nie zawiodłam się. Nie są za słodkie, nie są mdłe, aromat świeży i nienachalny. Orzeźwiające! Konsystencja ciasta inna niż tych owocowych- bardziej bułeczkowa. Z przepisu wyszło mi równo 12 sztuk. Będą świetna propozycją na upalne lato jako deser z miętową ice tea. A teraz postawiły mnie na nogi, bo ciśnienie leci na szyję... Tu na zdjęciach jeszcze ciepłe. Mniam!
wtorek, 15 marca 2011
Wiejskie rozrywki
Chłopaki po pełnym wrażeń pobycie u fryzjera ( dziękujemy jeszcze raz Cioci Ewie za cierpliwość!!!!) dostały weny twórczej i wymyśliły wejście do pudeł. Niby nic, a cieszy że joj!
Po chwili narady okazało się,że samo siedzenie jest nie halo, więc rozpoczęli ostre deptanie. I długo tak wytrzymali- czyli cała kapusta z beczek przygotowana do kiszenia:)
Zbudowali też studnię ( z moją pomocą, ale małą) i Jasiek rozpoczął precyzyjne nabieranie wody koszykiem ( wiaderkiem) na sznurku. Niestety w kulminacyjnym punkcie wiadro się urwało, więc spokojnie zarzuciliśmy studnię małymi kamykami ( klockami),żeby nikt do niej nie wpadł i na szczęście,że się w to miejsce wróci. I chyba działa, bo nic się nikomu nie stanie, a patent ze studnią wykorzystam jeszcze nie raz.
Do pełni obrazka wiejskiego brakuje przygód z żywym inwentarzem, ale na szczęście mamy 2 koty i troche różnych maskotek, to się coś wymyśli!
Po chwili narady okazało się,że samo siedzenie jest nie halo, więc rozpoczęli ostre deptanie. I długo tak wytrzymali- czyli cała kapusta z beczek przygotowana do kiszenia:)
Zbudowali też studnię ( z moją pomocą, ale małą) i Jasiek rozpoczął precyzyjne nabieranie wody koszykiem ( wiaderkiem) na sznurku. Niestety w kulminacyjnym punkcie wiadro się urwało, więc spokojnie zarzuciliśmy studnię małymi kamykami ( klockami),żeby nikt do niej nie wpadł i na szczęście,że się w to miejsce wróci. I chyba działa, bo nic się nikomu nie stanie, a patent ze studnią wykorzystam jeszcze nie raz.
Do pełni obrazka wiejskiego brakuje przygód z żywym inwentarzem, ale na szczęście mamy 2 koty i troche różnych maskotek, to się coś wymyśli!
Słodkości na spóźnione imieniny
Wtopa roku,że tak późno przypomnieliśmy sobie wszyscy o imieninach Grzegorza.
Więc zrobiłam przekąskowe drugośniadaniowe prezentowe mufinki kawowo- czekoladowe.
Przepis - stąd czyli z bloga namiotle.pl , który bardzo polecam! Obok candy z tegoż właśnie. Może to mnie się poszczęści? Wy też dołączcie i poczytajcie jakie fajne pomysły ma autorka!
W mufinach zmieniłam tylko masło na oliwę z oliwek i nie dałam cynamonu, bo zależało mi na połaczeniu smaków kawy i czekolady, a nie piernika.
Wyszły jeszcze lepsze! Zapach przy pieczeniu jest błogi, a w smaku mięciutkie i wilgotne. Granulki kawy nie do końca roztarte i wystające kawałki czekolady, czyli niespodzianki na każdym kroku ( kęsie?). Niczym nie dekorowałam, bo wszystko co trzeba mają w środku.
Robi się je błyskawicznie. Partię w formie do minimufinów piekłam 15 minut. Z podanej ilości ciasta wyszło mi 48 minimufinek. Pięknie rosną, więc w standardowej formie wyjdą naprawdę dorodne.
Bardzo polecam do kawy i herbaty ( nie mogę się zdecydować z czym wolę...).
A Grzegorzowi raz jeszcze plurimos annos!
Więc zrobiłam przekąskowe drugośniadaniowe prezentowe mufinki kawowo- czekoladowe.
Przepis - stąd czyli z bloga namiotle.pl , który bardzo polecam! Obok candy z tegoż właśnie. Może to mnie się poszczęści? Wy też dołączcie i poczytajcie jakie fajne pomysły ma autorka!
W mufinach zmieniłam tylko masło na oliwę z oliwek i nie dałam cynamonu, bo zależało mi na połaczeniu smaków kawy i czekolady, a nie piernika.
Wyszły jeszcze lepsze! Zapach przy pieczeniu jest błogi, a w smaku mięciutkie i wilgotne. Granulki kawy nie do końca roztarte i wystające kawałki czekolady, czyli niespodzianki na każdym kroku ( kęsie?). Niczym nie dekorowałam, bo wszystko co trzeba mają w środku.
Robi się je błyskawicznie. Partię w formie do minimufinów piekłam 15 minut. Z podanej ilości ciasta wyszło mi 48 minimufinek. Pięknie rosną, więc w standardowej formie wyjdą naprawdę dorodne.
Bardzo polecam do kawy i herbaty ( nie mogę się zdecydować z czym wolę...).
A Grzegorzowi raz jeszcze plurimos annos!
Wiosenne spacery i atrakcje
Powiało wiosną i ciepłym powietrzem, więc koniec z siedzeniem w domu!
Maszerujemy na długie spacery po okolicy.
Nie zawsze jest jak wyciągnąć aparat, ale zdarza się.
A w niedzielę dodatkowa atrakcja na domęczenie przeciwników- atrakcje w kulkach w Juniorze.
Maszerujemy na długie spacery po okolicy.
Nie zawsze jest jak wyciągnąć aparat, ale zdarza się.
A w niedzielę dodatkowa atrakcja na domęczenie przeciwników- atrakcje w kulkach w Juniorze.
A obiad jak potem wchodził...
piątek, 11 marca 2011
Koncert słodkich życzeń
Dziś spełniłam dwa słodkie życzenia domowników przerabiając w dalszym ciągu książeczkę z przepisami Chwili dla Ciebie ( patrz poprzednie posty).
A więc:
Rogaliki z ciasta francuskiego a la 7Days:
- opakowanie gotowego ciasta ok 500g.( ja użyłam frosty- gotowe blaty)
- 1,5 tabliczki czekolady ( umnie ulubiona Jagiellońska)
- 1 jajo
Z ciasta powycinać trójkąciki. Można to zrobić Najpierw wycinając kwadraty o boku 10x10 cm i przecinając je na pół. Ja wycięłam trójkąty ostrokątne o podstawie ok. 6 cm z całego blatu.
Zwinąć z jedną kostką czekolady, dokładnie zlepić, uformować rogalik.
Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Posmarować rozmąconym jajem i posypać cukrem.
Piec w 200 stopniach przez 15 minut.
Z jednaego opakowania ciasta wyszło mi 33 malutkie rogaliki i 3 świderki z resztek ciasta.
Najlepsze są świeżutkie! Czekolada nie wypływa, a rozpływa się w ryjku....mniam!
Bardzo szybko się je robi, naprawdę!
I jak na mojej ulubionej filiżance jest napisane: "For the pure and simple living" - pyszne proste jedzenie...
i jeszcze
Pishinger/ Andrut/ Waflowy przekładaniec:
- gotowa masa krówkowa ( wykorzystałam 2 różne bakallandu - kakaową i orzechową)
-paczka andrutów
Andruty przełożyć masą, zawinąć w folię i położyć w miejscu, gdzie nikt ich za szybko nie zje obciążając np. książkami.
Po 2 godzinach pokroić.
Jak widać roboty nie ma dużo. Ja w godzinę wyrobiłam się z oboma powyższymi i jeszcze spokojnie wypiłam kawę ( na zdjęciu :) )
Efekt pyszny- spróbujcie sami i napiszcie jak wyszło!
A więc:
Rogaliki z ciasta francuskiego a la 7Days:
- opakowanie gotowego ciasta ok 500g.( ja użyłam frosty- gotowe blaty)
- 1,5 tabliczki czekolady ( umnie ulubiona Jagiellońska)
- 1 jajo
Z ciasta powycinać trójkąciki. Można to zrobić Najpierw wycinając kwadraty o boku 10x10 cm i przecinając je na pół. Ja wycięłam trójkąty ostrokątne o podstawie ok. 6 cm z całego blatu.
Zwinąć z jedną kostką czekolady, dokładnie zlepić, uformować rogalik.
Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Posmarować rozmąconym jajem i posypać cukrem.
Piec w 200 stopniach przez 15 minut.
Z jednaego opakowania ciasta wyszło mi 33 malutkie rogaliki i 3 świderki z resztek ciasta.
Najlepsze są świeżutkie! Czekolada nie wypływa, a rozpływa się w ryjku....mniam!
Bardzo szybko się je robi, naprawdę!
I jak na mojej ulubionej filiżance jest napisane: "For the pure and simple living" - pyszne proste jedzenie...
i jeszcze
Pishinger/ Andrut/ Waflowy przekładaniec:
- gotowa masa krówkowa ( wykorzystałam 2 różne bakallandu - kakaową i orzechową)
-paczka andrutów
Andruty przełożyć masą, zawinąć w folię i położyć w miejscu, gdzie nikt ich za szybko nie zje obciążając np. książkami.
Po 2 godzinach pokroić.
Jak widać roboty nie ma dużo. Ja w godzinę wyrobiłam się z oboma powyższymi i jeszcze spokojnie wypiłam kawę ( na zdjęciu :) )
Efekt pyszny- spróbujcie sami i napiszcie jak wyszło!
czwartek, 10 marca 2011
Mały Chirurg i inne zabawy
Niby Wielki Post, a u nas impreza trwa!
Na początek mrożąca krew w żyłach opowieść o małym chirurgu, długiej kolejce pacjentów, operacjach ( ze znieczuleniem) i narzędziach przyprawiających o... gęsią skórkę i ciary...
Na początek mrożąca krew w żyłach opowieść o małym chirurgu, długiej kolejce pacjentów, operacjach ( ze znieczuleniem) i narzędziach przyprawiających o... gęsią skórkę i ciary...
Zwierzątko w klatce- tak mu było dobrze, że nie chciał skubaniec wychodzić!
I na końcu "ta- dam" z szafy :) Te zdjęcia moich huliganów szczególnie lubię !
Oglądnęłam- polecam : Oszukana
Film dodawany do gazety Viva za jakże atrakcyjną cenę 9,99 zł :)
Chyba długo nie uda mi się wyjść do kina, to człowiek orze jak może.
Film niezwykły. Historia kobiety, której ginie 10 letni synek, a policja po 5 miesiącach ogłasza,że znalazła chłopca, zwraca go matce i kończy dochodzenie. Chłopiec to nie dziecko głownej bohaterki, a sprawa jest o wiele poważniejsza i brutalniejsza , niż wszyscy myślą. Akcja dzieje się w Los Angeles w latach 1928-35.
Dla mnie tzw. film z duszą, czyli zakończony nie przestaje zastanawiać.
Tu pełne info.
Oczywiście są aspekty czarno- białe ( policja- obywatele), Angelina Jolie używa wiecznotrwałej szminki, a zachowania policjantów wydają się bardzo schematyczne, ale historia jest prawdziwa i to porusza chyba najbardziej. Życie pisze najlepsze scenariusze. Mnie jako mamę chłopców wzruszył i wstrząsnął. Świetnie pokazane są w tym filmie dzieci - zarówno zasługą młodych aktorów, jak znajomością ich psychiki.
Film zwraca uwagę na zagrożenia także w dzisiejszym świecie i trzyma w napięciu cały czas do napisów końcowych.
I zdecydowanie nie powinny go oglądać dzieci i kobiety w ciąży. Jest tam wiele okrutnych i brutalnych scen, które zapadają w pamięć, ale są niestety potrzebne i uzasadnione.
Aktorstwo najlepszego gatunku i niejednoznaczne zakończenie.
Dobry, dobry i jeszcze raz dobry!
Uważam,że warto zobaczyć!
Chyba długo nie uda mi się wyjść do kina, to człowiek orze jak może.
![]() |
| zdjęcie stąd: http://www.plejada.pl/5463,1,2,oszukana-galeria-zdjec-z-filmu,fotogaleria.html |
Film niezwykły. Historia kobiety, której ginie 10 letni synek, a policja po 5 miesiącach ogłasza,że znalazła chłopca, zwraca go matce i kończy dochodzenie. Chłopiec to nie dziecko głownej bohaterki, a sprawa jest o wiele poważniejsza i brutalniejsza , niż wszyscy myślą. Akcja dzieje się w Los Angeles w latach 1928-35.
Dla mnie tzw. film z duszą, czyli zakończony nie przestaje zastanawiać.
Tu pełne info.
Oczywiście są aspekty czarno- białe ( policja- obywatele), Angelina Jolie używa wiecznotrwałej szminki, a zachowania policjantów wydają się bardzo schematyczne, ale historia jest prawdziwa i to porusza chyba najbardziej. Życie pisze najlepsze scenariusze. Mnie jako mamę chłopców wzruszył i wstrząsnął. Świetnie pokazane są w tym filmie dzieci - zarówno zasługą młodych aktorów, jak znajomością ich psychiki.
Film zwraca uwagę na zagrożenia także w dzisiejszym świecie i trzyma w napięciu cały czas do napisów końcowych.
I zdecydowanie nie powinny go oglądać dzieci i kobiety w ciąży. Jest tam wiele okrutnych i brutalnych scen, które zapadają w pamięć, ale są niestety potrzebne i uzasadnione.
Aktorstwo najlepszego gatunku i niejednoznaczne zakończenie.
Dobry, dobry i jeszcze raz dobry!
Uważam,że warto zobaczyć!
Nowy post - Wielki Post :)
Rozpoczęty wczoraj. Mam nadzieję,że ci co chcieli - zdążyli na mszę.
Dla tych, co chcieli , a nie mogli - czytania mszalne z dnia dzisiejszego można znaleźć tutaj.
W końcu dowiedziałam się skąd zwyczaj sypania głów popiołem i dlaczego - info tu.
O wielkim poście jeszcze tu.
Mam już postanowienie. A wy?
Wiosny coraz więcej! Z martwych wstawajcie!
Dla tych, co chcieli , a nie mogli - czytania mszalne z dnia dzisiejszego można znaleźć tutaj.
W końcu dowiedziałam się skąd zwyczaj sypania głów popiołem i dlaczego - info tu.
O wielkim poście jeszcze tu.
Mam już postanowienie. A wy?
Wiosny coraz więcej! Z martwych wstawajcie!
niedziela, 6 marca 2011
1% dla Olusi
Dziś trudny temat podatku 1%. Jeśli ktoś nie wie jeszcze, komu chciałby go ofiarować, z całego serca będę wdzięczna ja a przede wszystkim rodzice Olusi za darowiznę. Jak zwykle przy takich przypadkach liczy się każdy grosz, więc jeśli nie 1%, to może jako kolejna propozycja jałmużny wielkopostnej?
Poniżej list rodziców. Wiem,że tego typu ogłoszeń i poruszających historii jest wiele. Tym bardziej będę zaszczycona jeśli własnie Ty oddasz swój jeden procent podatku na kogoś z mojej rodziny. Dziękuję!
Szanowni Państwo,
Nasza córka, Ola, jest dzieckiem niepełnosprawnym. Wielomiesięczne pobyty w szpitalu, specjalistyczne badania i konsultacje medyczne (również zagraniczne) nie pozwoliły na postawienie jednoznacznej diagnozy. Jej choroba objawia się opóźnieniem psychoruchowym, padaczką z napadami polimorficznymi i encefalopatią. Utrata wzroku, brak umiejętności pionizacji i koordynacji ruchowej - to najnowsze symptomy.
Ola od lat znajduje się pod stałą opieką neurologów, genetyków, urologów oraz nefrologów, a od niedawna także hematologów, gastrologów i okulistów. Wymaga też regularnych ćwiczeń rehabilitacyjnych, logopedycznych, psychologicznych, pedagogicznych oraz wszelkich dostępnych terapii wczesnego wspomagania takich jak: terapia żywienia, muzykoterapia, tyflopedagogika czy dogoterapia. Większość tych zajęć odbywa się w warunkach domowych, albowiem obecny stan Oli nie pozwala na to, aby mogła uczestniczyć w zajęciach przedszkolnych, jak to miało miejsce ponad rok temu.
Ola kończy w lutym tego roku 6 lat, ale nie chodzi, nie mówi, nie potrafi samodzielnie siedzieć ani jeść.
Jej rozwój musi odbywać się pod stałym nadzorem specjalistów różnych dziedzin i rehabilitantów oraz wymaga wykorzystania profesjonalnego sprzętu specjalistycznego.
Każda Państwa dobrowolna wpłata na poniższe konta pomoże Oli w codziennych zmaganiach z chorobą - czy to dzięki możliwości zakupu sprzętu rehabilitacyjnego, zakupu leków czy dowozu na zajęcia. Będziemy wdzięczni za każde wsparcie udzielone naszej córce.
Dotychczasowe Państwa wpłaty pozwoliły na współfinansowanie zakupu bardzo potrzebnych i ważnych urządzeń oraz sprzętu rehabilitacyjnego, specjalistycznego wózka, leków i innych koniecznych dóbr - za co ogromie w imieniu Oli i swoim dziękujemy.
Anna i Ryszard Wareccy - rodzice Oli
Przy indywidualnych wpłatach darczyńców prosimy wpisać:
Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA
31-043 KRAKÓW, ul. Stolarska 12
Bank DnB NORD, numer konta 61 1370 1372 0000 1706 5011 6102
z dopiskiem Ola-Fasolka
Przy przekazaniu 1 % podatku dochodowego prosimy wpisać
w rubryce 124 - Numer KRS: 0000236096
w rubryce 126 - Ola-Fasolka
Poniżej list rodziców. Wiem,że tego typu ogłoszeń i poruszających historii jest wiele. Tym bardziej będę zaszczycona jeśli własnie Ty oddasz swój jeden procent podatku na kogoś z mojej rodziny. Dziękuję!
Szanowni Państwo,
Nasza córka, Ola, jest dzieckiem niepełnosprawnym. Wielomiesięczne pobyty w szpitalu, specjalistyczne badania i konsultacje medyczne (również zagraniczne) nie pozwoliły na postawienie jednoznacznej diagnozy. Jej choroba objawia się opóźnieniem psychoruchowym, padaczką z napadami polimorficznymi i encefalopatią. Utrata wzroku, brak umiejętności pionizacji i koordynacji ruchowej - to najnowsze symptomy.
Ola od lat znajduje się pod stałą opieką neurologów, genetyków, urologów oraz nefrologów, a od niedawna także hematologów, gastrologów i okulistów. Wymaga też regularnych ćwiczeń rehabilitacyjnych, logopedycznych, psychologicznych, pedagogicznych oraz wszelkich dostępnych terapii wczesnego wspomagania takich jak: terapia żywienia, muzykoterapia, tyflopedagogika czy dogoterapia. Większość tych zajęć odbywa się w warunkach domowych, albowiem obecny stan Oli nie pozwala na to, aby mogła uczestniczyć w zajęciach przedszkolnych, jak to miało miejsce ponad rok temu.
Ola kończy w lutym tego roku 6 lat, ale nie chodzi, nie mówi, nie potrafi samodzielnie siedzieć ani jeść.
Jej rozwój musi odbywać się pod stałym nadzorem specjalistów różnych dziedzin i rehabilitantów oraz wymaga wykorzystania profesjonalnego sprzętu specjalistycznego.
Każda Państwa dobrowolna wpłata na poniższe konta pomoże Oli w codziennych zmaganiach z chorobą - czy to dzięki możliwości zakupu sprzętu rehabilitacyjnego, zakupu leków czy dowozu na zajęcia. Będziemy wdzięczni za każde wsparcie udzielone naszej córce.
Dotychczasowe Państwa wpłaty pozwoliły na współfinansowanie zakupu bardzo potrzebnych i ważnych urządzeń oraz sprzętu rehabilitacyjnego, specjalistycznego wózka, leków i innych koniecznych dóbr - za co ogromie w imieniu Oli i swoim dziękujemy.
Anna i Ryszard Wareccy - rodzice Oli
Przy indywidualnych wpłatach darczyńców prosimy wpisać:
Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA
31-043 KRAKÓW, ul. Stolarska 12
Bank DnB NORD, numer konta 61 1370 1372 0000 1706 5011 6102
z dopiskiem Ola-Fasolka
Przy przekazaniu 1 % podatku dochodowego prosimy wpisać
w rubryce 124 - Numer KRS: 0000236096
w rubryce 126 - Ola-Fasolka
Delicje lepsze niż szampańskie
Kolejny odcinek przepisów z małej książeczki Chwili dla Ciebie- 40 przepisów czytelniczek.
DELICJE
4 paczki herbatników ( użyłam jednej dużej paczki krakusków 220 g)
2 opakowania galaretki pomarańczowej
2 słoiczki dżemu pomarańczowego ( nie było, wzięłam 2 słoiki Łowicza brzoskwiniowego niskosłodzonego po 280 g każdy- była promocja:))
polewa czekoladowa ( u mnie dr Oetker deserowa)
Blachę wyłóż papierem do pieczenia i herbatnikami.Do pół litra gorącej wody wsyp galaretki, wymieszaj. Do tężejących dodaj dżem, wymieszaj, wylej równo na herbatniki i przykryj drugą warstwą herbatników.Wylej polewę czekoladową. Schłódź w lodówce.
Po zastygnięciu nie trzeba już deseru trzymać w zimnie. Pokroiłam po krawędziach herbatników. Warto poczekać ( ja nie wytrzymałam...) aż herbatniki zmiękną - jakieś 2-3 godziny, bo wtedy lepiej się kroi.
Ciasto-deser jest przepyszne!!! Lekkie, owocowe. A przy tym szybkie i banalne. Można go dowolnie udekorować. Faktycznie smakuje jak delicje, tylko jest bardziej owocowe. Warianty smakowe w zależności od dostępnych dżemów i galaretek. Ja na pewno zrobię je jeszcze nie raz z dodatkiem drobno krojonych żywych owoców.
Zróbcie koniecznie!!!!! Smakuje młodym i starym :)
DELICJE
4 paczki herbatników ( użyłam jednej dużej paczki krakusków 220 g)
2 opakowania galaretki pomarańczowej
2 słoiczki dżemu pomarańczowego ( nie było, wzięłam 2 słoiki Łowicza brzoskwiniowego niskosłodzonego po 280 g każdy- była promocja:))
polewa czekoladowa ( u mnie dr Oetker deserowa)
Blachę wyłóż papierem do pieczenia i herbatnikami.Do pół litra gorącej wody wsyp galaretki, wymieszaj. Do tężejących dodaj dżem, wymieszaj, wylej równo na herbatniki i przykryj drugą warstwą herbatników.Wylej polewę czekoladową. Schłódź w lodówce.
Po zastygnięciu nie trzeba już deseru trzymać w zimnie. Pokroiłam po krawędziach herbatników. Warto poczekać ( ja nie wytrzymałam...) aż herbatniki zmiękną - jakieś 2-3 godziny, bo wtedy lepiej się kroi.
Ciasto-deser jest przepyszne!!! Lekkie, owocowe. A przy tym szybkie i banalne. Można go dowolnie udekorować. Faktycznie smakuje jak delicje, tylko jest bardziej owocowe. Warianty smakowe w zależności od dostępnych dżemów i galaretek. Ja na pewno zrobię je jeszcze nie raz z dodatkiem drobno krojonych żywych owoców.
Zróbcie koniecznie!!!!! Smakuje młodym i starym :)
Kryzysowa
Nie narzeczona oczywiście, tylko czekolada. Kto pamięta, temu się łezka w oku kręci. Bloki czekoladowe wyrabiane w domu w czasach kartek na cukier i powszechnego braku wszystkiego były kiedyś namiastką szczęśliwego słodkiego dzieciństwa. Dziś tylko ciekawostką, za to naprawdę smaczną.
Zrobiłam według przepisu, ale następnym razem dodam na pewno ryż dmuchany lub orzechy. Pomysły na dodatki jest własciwie nieograniczone.
Wydaje mi się,że dobrym pomysłem jest zrobienie tego typu słodyczy jako prezent w ozdobnym pudełku na mikołaja, gwiazdkę lub inną okazję. Wszystko zależy od dekoracji i dodatków w środku czekolady.
Naprawdę jest dobra! Mocnomleczna, miękka, nie za mdła. Trzeba ją zdecydowanie wylewać na folię aluminiową, bo moim zdaniem trochę ciężko "wychodzi z formy".
Oczywiście wysokokaloryczna i nie można jej zjeść dużo. Ale do gorącego mleka lub kakao kosteczkę dla rozpusty... albo do kawusi...albo co...
MNIAM!!!!!
Przepis pochodzi z dodatku Chwila Dla Ciebie- 40 przepisów czytelniczek, z dnia 3 marca nr 9(823). Jest szybki i prosty.Tężeje raz-dwa.
pół kostki masła
pół kostki margaryny
2 szklanki cukru
4 łyżki ciemnego kakao
3 i pół szklanki mleka w proszku
Masło, margarynę, cukier i kakao włoż do rondelka. Wlej pół szklanki wody, zagotuj na małym ogniu często mieszając. Zdejmij z ognia, wsyp mleko w proszku( teraz można dodać bakalie, oprószyć cynamonem). Dokładnie wszystko wymieszaj, wylej równą warstwą na blaszkę. Odstaw, ostudź. Pokrój w kosteczki.
Zrobiłam według przepisu, ale następnym razem dodam na pewno ryż dmuchany lub orzechy. Pomysły na dodatki jest własciwie nieograniczone.
Wydaje mi się,że dobrym pomysłem jest zrobienie tego typu słodyczy jako prezent w ozdobnym pudełku na mikołaja, gwiazdkę lub inną okazję. Wszystko zależy od dekoracji i dodatków w środku czekolady.
Naprawdę jest dobra! Mocnomleczna, miękka, nie za mdła. Trzeba ją zdecydowanie wylewać na folię aluminiową, bo moim zdaniem trochę ciężko "wychodzi z formy".
Oczywiście wysokokaloryczna i nie można jej zjeść dużo. Ale do gorącego mleka lub kakao kosteczkę dla rozpusty... albo do kawusi...albo co...
MNIAM!!!!!
Przepis pochodzi z dodatku Chwila Dla Ciebie- 40 przepisów czytelniczek, z dnia 3 marca nr 9(823). Jest szybki i prosty.Tężeje raz-dwa.
pół kostki masła
pół kostki margaryny
2 szklanki cukru
4 łyżki ciemnego kakao
3 i pół szklanki mleka w proszku
Masło, margarynę, cukier i kakao włoż do rondelka. Wlej pół szklanki wody, zagotuj na małym ogniu często mieszając. Zdejmij z ognia, wsyp mleko w proszku( teraz można dodać bakalie, oprószyć cynamonem). Dokładnie wszystko wymieszaj, wylej równą warstwą na blaszkę. Odstaw, ostudź. Pokrój w kosteczki.
Imieniny Doroty
Dorota obchodzi je w zupełnie innym, wrzesniowym terminie, ale nową świecka tradycją ostatnich lat stało się obchodzenie ich przez nas dwie ( wraz z solenizantką trzy) właśnie w lutym. Tym razem z przyczyn czasowo-technicznych wyrobiłyśmy się dopiero na 1 marca.
Były kwiaty,życzenia, prezenty, tort i szampan - czyli klasyka w najlepszym wydaniu. I to co najważniejsze- chwila oddechu od codzienności przy dobrym jedzeniu, piciu i miłym towarzystwie, gdzie wszyscy rozumieją się bez słów. To lubię- rzekłam- to lubię!
Dorotko! Jeszcze raz dzięki za wspaniałe przyjęcie i gościnę! Życzymy ci wszystkiego naj naj naj!
Przepis na ostatkowy tort ( z gazety Rewia, wydanie bieżące):
ciasto:
6 jajek
26 dkg cukru
13 dkg płatków owsianych
13 dkg drobno mielonych orzechów laskowych
10 dkg tartej gorzkiej czekolady
6 dkg mąki krupczatki
płaska łyżka proszku do pieczenia
tłuszcz i mąka krupczatka do formy
krem:
20 dkg masła
150 ml słodzonego mleka skondensowanego ( dałam wersję light 4%)
alkohol ( rum lub spirytus)
puszka brozskwiń w zalewie ( dałm 4 pomarańcze obrane ze skórki i błonek)
10 dkg dżemu truskawkowego ( dałam pół słoika Łowicza niskosłodzonego)
galaretka ( dałam 2 pomarańczowe rozpuszczone w 0,5 litra)
Z białek i połowy cukru ubijamy sztywną pianę. Zółtka ubujamy z pozostałym cukrem na gęstą masę. Delikatnie łączymy obie masy i dodajemy 10 dkg zmielonych mikserem płatków owsianych, 5 dkg mielonych orzechów i połowę czekolady. Na koniec dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Delikatnie mieszamy.
Tortownicę smarujemy tłuszczem, prószymy mąką krupczatką i wykładamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 160 stopni celsjusza przez 40-45 minut ( do suchego patyczka).Po upieczeniu pozostawiamy w formie do schłodzenia, wyjmujemy. Kiedy ciasto ostygnie, kroimy je poziomo na 2 krążki.
Krem:
miękkie masło ucieramy, dodając stopniowo skondensowane mleko. Doprawiamy alkoholem( ok. 2-4 łyżek), pozostałymi orzechami i czekoladą.
na spodnim blacie smarujemy 2/3 kremu, układamy owoce, przykrywamy blatem i wstawiamy do lodówki do stężenia.
Przygotowujemy druga partię owoców i galaretkę. Smarujemy wierzch dżemem i układamy na nim owoce. Tort najlepiej obłożyć specjalna opaską.Zalewamy tężejącą galaretką. Gdy galaretka zastygnie, smarujemy boki pozostałym kremem i obsypujemy reszta płatków owsianych ( wcześniej podprażonych na suchej patelni - pycha!!!!).
Tort trochę pracochłonny, ale połaczenie smaków jest lekkie i orzeźwiające. Polecam!
Były kwiaty,życzenia, prezenty, tort i szampan - czyli klasyka w najlepszym wydaniu. I to co najważniejsze- chwila oddechu od codzienności przy dobrym jedzeniu, piciu i miłym towarzystwie, gdzie wszyscy rozumieją się bez słów. To lubię- rzekłam- to lubię!
Dorotko! Jeszcze raz dzięki za wspaniałe przyjęcie i gościnę! Życzymy ci wszystkiego naj naj naj!
Przepis na ostatkowy tort ( z gazety Rewia, wydanie bieżące):
ciasto:
6 jajek
26 dkg cukru
13 dkg płatków owsianych
13 dkg drobno mielonych orzechów laskowych
10 dkg tartej gorzkiej czekolady
6 dkg mąki krupczatki
płaska łyżka proszku do pieczenia
tłuszcz i mąka krupczatka do formy
krem:
20 dkg masła
150 ml słodzonego mleka skondensowanego ( dałam wersję light 4%)
alkohol ( rum lub spirytus)
puszka brozskwiń w zalewie ( dałm 4 pomarańcze obrane ze skórki i błonek)
10 dkg dżemu truskawkowego ( dałam pół słoika Łowicza niskosłodzonego)
galaretka ( dałam 2 pomarańczowe rozpuszczone w 0,5 litra)
Z białek i połowy cukru ubijamy sztywną pianę. Zółtka ubujamy z pozostałym cukrem na gęstą masę. Delikatnie łączymy obie masy i dodajemy 10 dkg zmielonych mikserem płatków owsianych, 5 dkg mielonych orzechów i połowę czekolady. Na koniec dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Delikatnie mieszamy.
Tortownicę smarujemy tłuszczem, prószymy mąką krupczatką i wykładamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 160 stopni celsjusza przez 40-45 minut ( do suchego patyczka).Po upieczeniu pozostawiamy w formie do schłodzenia, wyjmujemy. Kiedy ciasto ostygnie, kroimy je poziomo na 2 krążki.
Krem:
miękkie masło ucieramy, dodając stopniowo skondensowane mleko. Doprawiamy alkoholem( ok. 2-4 łyżek), pozostałymi orzechami i czekoladą.
na spodnim blacie smarujemy 2/3 kremu, układamy owoce, przykrywamy blatem i wstawiamy do lodówki do stężenia.
Przygotowujemy druga partię owoców i galaretkę. Smarujemy wierzch dżemem i układamy na nim owoce. Tort najlepiej obłożyć specjalna opaską.Zalewamy tężejącą galaretką. Gdy galaretka zastygnie, smarujemy boki pozostałym kremem i obsypujemy reszta płatków owsianych ( wcześniej podprażonych na suchej patelni - pycha!!!!).
Tort trochę pracochłonny, ale połaczenie smaków jest lekkie i orzeźwiające. Polecam!
Trylogia w Teatrze Starym
Dzięki mojej siostrze miał okazję po raz pierwszy od 2007 roku pójść do teatru! Święto we wsi! Kultura wysoka! Hura!
Spektakl maraton, bo 4 bite godziny, ale nie żałuję.
Nie znam reżysera ( Jan Klata), nic o nim wcześniej nie słyszałam, ale na pierwszej przerwie już było słychać wśród widowni,że albo się tę sztukę kocha ( dobre! ) albo nienawidzi ( co to za bzdura!).
Generalnie i moim bardzo ogólnym zdaniem sztuka świetna z kilku względów, choć nie dla wszystkich. Ale po kolei.
Jak myślimy o Trylogii Sienkiewicza, to mamy przed oczami albo egzemplarz który przerabialiśmy na lekcjach polskiego, albo filmową wersję z bohaterami - ikonami.Tymczasem tutaj wszystko jest na opak.
Jest baza- oryginalny tekst Sienkiewicza ( z niewielkimi wstawkami), pocięty i dostosowanydo kolejnych obrazów, które tworzą głowne wątki poszczególnych tomów Trylogii. I to by było na tyle tradycyjnego podejścia. Reszta jest czystą fantazją ( a własciwoe fantasmagorią ) reżysera. Totalna demitologizacja bohaterów, podkreślenie typowych polskich cech charakteru, nawet dobór aktórów do poszczególnych ról jest niestenadardowy. A wszystko odbywa się w ubogiej scenografii jakby z domu wariatów/ szpitala / kościoła przekształconego w szpital (?). Łóżka służą jako konie, stoły a nawet szańce.Cieżko pisać o takiej mnogości wątków, aluzji, ironicznych żartów, specyficznych podkreśleń...
Na początku zastanawiałam się' ale o co chodzi?'. Chodzi o to, żeby myśleć, umieć wyjść poza pewne ramy, zobaczyć bohaterów Trylogii jako zwykłych ludzi postawionych w konkretnym miejscu i czasie, ale także pewne typy dziś. Jest współczesna muzyka, aluzje do filmowych adaptacji, współczesne kostiumy. I 4 godziny swoistego maratonu zarówno dla aktorów jak i publiczności.
Polecam przede wszystkim tym, którzy chcą zobaczyć coś innego. Żeby w pełni docenić i zrozumieć sztukę potrzebna jest znajomość powieści i ich filmowych adaptacji. Uważam, że nie nadaje się dla szkolnych wycieczek ( były też i takie na widowni), bo nie odbiorą jej nawet w części tak, jak życzyłby sobie jej twórca.Obsada świetnych starych aktorów Starego Teatru przeplata się z młodymi, którzy nie ustępują pola, o czym świadczą nagrody dla całego spektaklu jak i poszczególnych odtwórców ról.
Śmiech, wzruszenie, zaduma, litość i trwoga- czyli porządne składniki katharsis.
Tu wszelkie info i recenzje - przeczytajcie.
I jeśli możecie - idźcie koniecznie!
A siostrze za sponsoring chwała i bug bogu :)
Spektakl maraton, bo 4 bite godziny, ale nie żałuję.
Nie znam reżysera ( Jan Klata), nic o nim wcześniej nie słyszałam, ale na pierwszej przerwie już było słychać wśród widowni,że albo się tę sztukę kocha ( dobre! ) albo nienawidzi ( co to za bzdura!).
Generalnie i moim bardzo ogólnym zdaniem sztuka świetna z kilku względów, choć nie dla wszystkich. Ale po kolei.
Jak myślimy o Trylogii Sienkiewicza, to mamy przed oczami albo egzemplarz który przerabialiśmy na lekcjach polskiego, albo filmową wersję z bohaterami - ikonami.Tymczasem tutaj wszystko jest na opak.
Jest baza- oryginalny tekst Sienkiewicza ( z niewielkimi wstawkami), pocięty i dostosowanydo kolejnych obrazów, które tworzą głowne wątki poszczególnych tomów Trylogii. I to by było na tyle tradycyjnego podejścia. Reszta jest czystą fantazją ( a własciwoe fantasmagorią ) reżysera. Totalna demitologizacja bohaterów, podkreślenie typowych polskich cech charakteru, nawet dobór aktórów do poszczególnych ról jest niestenadardowy. A wszystko odbywa się w ubogiej scenografii jakby z domu wariatów/ szpitala / kościoła przekształconego w szpital (?). Łóżka służą jako konie, stoły a nawet szańce.Cieżko pisać o takiej mnogości wątków, aluzji, ironicznych żartów, specyficznych podkreśleń...
Na początku zastanawiałam się' ale o co chodzi?'. Chodzi o to, żeby myśleć, umieć wyjść poza pewne ramy, zobaczyć bohaterów Trylogii jako zwykłych ludzi postawionych w konkretnym miejscu i czasie, ale także pewne typy dziś. Jest współczesna muzyka, aluzje do filmowych adaptacji, współczesne kostiumy. I 4 godziny swoistego maratonu zarówno dla aktorów jak i publiczności.
Polecam przede wszystkim tym, którzy chcą zobaczyć coś innego. Żeby w pełni docenić i zrozumieć sztukę potrzebna jest znajomość powieści i ich filmowych adaptacji. Uważam, że nie nadaje się dla szkolnych wycieczek ( były też i takie na widowni), bo nie odbiorą jej nawet w części tak, jak życzyłby sobie jej twórca.Obsada świetnych starych aktorów Starego Teatru przeplata się z młodymi, którzy nie ustępują pola, o czym świadczą nagrody dla całego spektaklu jak i poszczególnych odtwórców ról.
Śmiech, wzruszenie, zaduma, litość i trwoga- czyli porządne składniki katharsis.
Tu wszelkie info i recenzje - przeczytajcie.
I jeśli możecie - idźcie koniecznie!
A siostrze za sponsoring chwała i bug bogu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















