motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

wtorek, 15 marca 2011

Słodkości na spóźnione imieniny

Wtopa roku,że tak późno przypomnieliśmy sobie wszyscy o imieninach Grzegorza.
Więc zrobiłam przekąskowe drugośniadaniowe prezentowe mufinki kawowo- czekoladowe.

Przepis - stąd czyli z bloga namiotle.pl , który bardzo polecam! Obok candy z tegoż właśnie. Może to mnie się poszczęści? Wy też dołączcie i poczytajcie jakie fajne pomysły ma autorka!

W mufinach zmieniłam tylko masło na oliwę z oliwek i nie dałam cynamonu, bo zależało mi na połaczeniu smaków kawy i czekolady, a nie piernika.
Wyszły jeszcze lepsze! Zapach przy pieczeniu jest błogi, a w smaku mięciutkie i wilgotne. Granulki kawy nie do końca roztarte i wystające kawałki czekolady, czyli niespodzianki na każdym kroku ( kęsie?). Niczym nie dekorowałam, bo wszystko co trzeba mają w środku.

Robi się je błyskawicznie. Partię w formie do minimufinów piekłam 15 minut. Z podanej ilości ciasta wyszło mi 48 minimufinek. Pięknie rosną, więc w standardowej formie wyjdą naprawdę dorodne.
Bardzo polecam do kawy i herbaty ( nie mogę się zdecydować  z czym wolę...).



A Grzegorzowi raz jeszcze plurimos annos!

Wiosenne spacery i atrakcje

Powiało wiosną i ciepłym powietrzem, więc koniec z siedzeniem w domu!
Maszerujemy na długie spacery po okolicy.
Nie zawsze jest jak wyciągnąć aparat, ale zdarza się.
A w niedzielę dodatkowa atrakcja na domęczenie przeciwników- atrakcje w kulkach w Juniorze.







A obiad jak potem wchodził...

piątek, 11 marca 2011

Koncert słodkich życzeń

Dziś spełniłam dwa słodkie życzenia domowników przerabiając w dalszym ciągu książeczkę z przepisami Chwili dla Ciebie ( patrz poprzednie posty).

A więc:

Rogaliki z ciasta francuskiego a la 7Days:



- opakowanie gotowego ciasta ok 500g.( ja użyłam frosty- gotowe blaty)
- 1,5 tabliczki czekolady ( umnie ulubiona Jagiellońska)
- 1 jajo

Z ciasta powycinać trójkąciki. Można to zrobić Najpierw wycinając kwadraty o boku 10x10 cm i przecinając je na pół. Ja wycięłam trójkąty ostrokątne o podstawie ok. 6 cm z całego blatu.
Zwinąć z jedną kostką czekolady, dokładnie zlepić, uformować rogalik.
Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Posmarować rozmąconym jajem i posypać cukrem.
Piec  w 200 stopniach przez 15 minut.
Z jednaego opakowania ciasta wyszło mi 33 malutkie rogaliki i 3 świderki z resztek ciasta.
Najlepsze są świeżutkie! Czekolada nie wypływa, a rozpływa się w ryjku....mniam!

Bardzo szybko się je robi, naprawdę!
I jak na mojej ulubionej filiżance jest napisane: "For the pure and simple living" - pyszne proste jedzenie...

i jeszcze

Pishinger/ Andrut/ Waflowy przekładaniec:


- gotowa masa krówkowa ( wykorzystałam 2 różne bakallandu - kakaową i orzechową)
-paczka andrutów
Andruty przełożyć masą, zawinąć w folię i położyć w miejscu, gdzie nikt ich za szybko nie zje obciążając np. książkami.
Po 2 godzinach pokroić.

Jak widać roboty nie ma dużo. Ja w godzinę wyrobiłam się z oboma powyższymi i jeszcze spokojnie wypiłam kawę ( na zdjęciu :) )

Efekt pyszny- spróbujcie sami i napiszcie jak wyszło!

czwartek, 10 marca 2011

Mały Chirurg i inne zabawy

Niby Wielki Post, a u nas impreza trwa!

Na początek mrożąca krew w żyłach opowieść o małym chirurgu, długiej kolejce pacjentów, operacjach ( ze znieczuleniem) i narzędziach przyprawiających o... gęsią skórkę i ciary...


Zwierzątko w klatce- tak mu było dobrze, że nie chciał skubaniec wychodzić!



I na końcu "ta- dam" z szafy :) Te zdjęcia moich huliganów szczególnie lubię !



Oglądnęłam- polecam : Oszukana

Film dodawany do gazety Viva za jakże atrakcyjną cenę 9,99 zł :)
Chyba długo nie uda mi się wyjść do kina, to człowiek orze jak może.





zdjęcie stąd: http://www.plejada.pl/5463,1,2,oszukana-galeria-zdjec-z-filmu,fotogaleria.html

Film niezwykły. Historia kobiety, której ginie 10 letni synek, a policja po 5 miesiącach ogłasza,że znalazła chłopca, zwraca go matce i kończy dochodzenie. Chłopiec to nie dziecko głownej bohaterki, a sprawa jest o wiele poważniejsza i brutalniejsza , niż wszyscy myślą. Akcja dzieje się w Los Angeles w latach 1928-35.
Dla mnie tzw. film z duszą, czyli zakończony nie przestaje zastanawiać.
Tu pełne info.
Oczywiście są aspekty czarno- białe ( policja- obywatele), Angelina Jolie używa wiecznotrwałej szminki, a zachowania policjantów wydają się bardzo schematyczne, ale historia jest prawdziwa i to porusza chyba najbardziej. Życie pisze najlepsze scenariusze. Mnie jako mamę chłopców wzruszył i wstrząsnął. Świetnie pokazane są w tym filmie dzieci - zarówno zasługą młodych aktorów, jak znajomością ich psychiki.
Film zwraca uwagę na zagrożenia także w dzisiejszym świecie i trzyma w napięciu cały czas do napisów końcowych.
I zdecydowanie nie powinny go oglądać dzieci i kobiety w ciąży. Jest tam wiele okrutnych i brutalnych scen, które zapadają w pamięć, ale są niestety potrzebne i uzasadnione.
Aktorstwo najlepszego gatunku i niejednoznaczne zakończenie.
Dobry, dobry i jeszcze raz dobry!
Uważam,że warto zobaczyć!

Nowy post - Wielki Post :)

Rozpoczęty wczoraj. Mam nadzieję,że ci co chcieli - zdążyli na mszę.


Dla tych, co chcieli , a nie mogli - czytania mszalne z dnia dzisiejszego można znaleźć tutaj.


 W końcu dowiedziałam się skąd zwyczaj sypania głów popiołem i dlaczego - info tu.


O wielkim poście jeszcze tu.


Mam już postanowienie. A wy?
Wiosny coraz więcej! Z martwych wstawajcie!


niedziela, 6 marca 2011

1% dla Olusi

Dziś trudny temat podatku 1%. Jeśli ktoś nie wie jeszcze, komu chciałby go ofiarować, z całego serca będę wdzięczna ja  a przede wszystkim rodzice Olusi za darowiznę. Jak zwykle przy takich przypadkach liczy się każdy grosz, więc jeśli nie 1%, to może jako kolejna propozycja jałmużny wielkopostnej?

Poniżej list rodziców. Wiem,że tego typu ogłoszeń i poruszających historii jest wiele. Tym bardziej będę zaszczycona jeśli własnie Ty oddasz swój jeden procent podatku na kogoś z mojej rodziny. Dziękuję!

Szanowni Państwo,




Nasza córka, Ola, jest dzieckiem niepełnosprawnym. Wielomiesięczne pobyty w szpitalu, specjalistyczne badania i konsultacje medyczne (również zagraniczne) nie pozwoliły na postawienie jednoznacznej diagnozy. Jej choroba objawia się opóźnieniem psychoruchowym, padaczką z napadami polimorficznymi i encefalopatią. Utrata wzroku, brak umiejętności pionizacji i koordynacji ruchowej - to najnowsze symptomy.


Ola od lat znajduje się pod stałą opieką neurologów, genetyków, urologów oraz nefrologów, a od niedawna także hematologów, gastrologów i okulistów. Wymaga też regularnych ćwiczeń rehabilitacyjnych, logopedycznych, psychologicznych, pedagogicznych oraz wszelkich dostępnych terapii wczesnego wspomagania takich jak: terapia żywienia, muzykoterapia, tyflopedagogika czy dogoterapia. Większość tych zajęć odbywa się w warunkach domowych, albowiem obecny stan Oli nie pozwala na to, aby mogła uczestniczyć w zajęciach przedszkolnych, jak to miało miejsce ponad rok temu.


Ola kończy w lutym tego roku 6 lat, ale nie chodzi, nie mówi, nie potrafi samodzielnie siedzieć ani jeść.


Jej rozwój musi odbywać się pod stałym nadzorem specjalistów różnych dziedzin i rehabilitantów oraz wymaga wykorzystania profesjonalnego sprzętu specjalistycznego.


Każda Państwa dobrowolna wpłata na poniższe konta pomoże Oli w codziennych zmaganiach z chorobą - czy to dzięki możliwości zakupu sprzętu rehabilitacyjnego, zakupu leków czy dowozu na zajęcia. Będziemy wdzięczni za każde wsparcie udzielone naszej córce.


Dotychczasowe Państwa wpłaty pozwoliły na współfinansowanie zakupu bardzo potrzebnych i ważnych urządzeń oraz sprzętu rehabilitacyjnego, specjalistycznego wózka, leków i innych koniecznych dóbr - za co ogromie w imieniu Oli i swoim dziękujemy.


Anna i Ryszard Wareccy - rodzice Oli

Przy indywidualnych wpłatach darczyńców prosimy wpisać:


Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA
31-043 KRAKÓW, ul. Stolarska 12
Bank DnB NORD, numer konta 61 1370 1372 0000 1706 5011 6102
z dopiskiem Ola-Fasolka


Przy przekazaniu 1 % podatku dochodowego prosimy wpisać
w rubryce 124 - Numer KRS: 0000236096
w rubryce 126 - Ola-Fasolka






Delicje lepsze niż szampańskie

Kolejny odcinek przepisów z małej książeczki Chwili dla Ciebie- 40 przepisów czytelniczek.



DELICJE
4 paczki herbatników ( użyłam jednej dużej paczki krakusków 220 g)
2 opakowania galaretki pomarańczowej
2 słoiczki dżemu pomarańczowego ( nie było, wzięłam 2 słoiki Łowicza brzoskwiniowego niskosłodzonego po 280 g każdy- była promocja:))
polewa czekoladowa ( u mnie dr Oetker deserowa)

Blachę wyłóż papierem do pieczenia i herbatnikami.Do pół litra gorącej wody wsyp galaretki, wymieszaj. Do tężejących dodaj dżem, wymieszaj, wylej równo na herbatniki i przykryj drugą warstwą herbatników.Wylej polewę czekoladową. Schłódź w lodówce.
Po zastygnięciu nie trzeba już deseru trzymać w zimnie. Pokroiłam po krawędziach herbatników. Warto poczekać ( ja nie wytrzymałam...) aż herbatniki zmiękną - jakieś 2-3 godziny, bo wtedy lepiej się kroi.

Ciasto-deser jest przepyszne!!! Lekkie, owocowe. A przy tym szybkie i banalne. Można go dowolnie udekorować. Faktycznie smakuje jak delicje, tylko jest bardziej owocowe. Warianty smakowe w zależności od dostępnych dżemów i galaretek. Ja na pewno zrobię je jeszcze nie raz z dodatkiem drobno krojonych żywych owoców.

Zróbcie koniecznie!!!!! Smakuje młodym i starym :)

Kryzysowa

Nie narzeczona oczywiście, tylko czekolada. Kto pamięta, temu się łezka w oku kręci. Bloki czekoladowe wyrabiane w domu w czasach kartek na cukier i powszechnego braku wszystkiego były kiedyś namiastką szczęśliwego słodkiego dzieciństwa. Dziś tylko ciekawostką, za to naprawdę smaczną.




Zrobiłam według przepisu, ale następnym razem dodam na pewno ryż dmuchany lub orzechy. Pomysły na dodatki jest własciwie nieograniczone.
Wydaje mi się,że dobrym pomysłem jest zrobienie tego typu słodyczy jako prezent w ozdobnym pudełku na mikołaja, gwiazdkę lub inną okazję. Wszystko zależy od dekoracji i dodatków w środku czekolady.
Naprawdę jest dobra! Mocnomleczna, miękka, nie za mdła. Trzeba ją zdecydowanie wylewać na folię aluminiową, bo moim zdaniem trochę ciężko "wychodzi z formy".
Oczywiście wysokokaloryczna i nie można jej zjeść dużo. Ale do gorącego mleka lub kakao kosteczkę dla rozpusty... albo do kawusi...albo co...
MNIAM!!!!!

Przepis pochodzi z dodatku Chwila Dla Ciebie- 40 przepisów czytelniczek, z dnia 3 marca nr 9(823). Jest szybki i prosty.Tężeje raz-dwa.


pół kostki masła
pół kostki margaryny
2 szklanki cukru
4 łyżki ciemnego kakao
3 i pół szklanki mleka w proszku
Masło, margarynę, cukier i kakao włoż do rondelka. Wlej pół szklanki wody, zagotuj na małym ogniu często mieszając. Zdejmij z ognia, wsyp mleko w proszku( teraz można dodać bakalie, oprószyć cynamonem). Dokładnie wszystko wymieszaj, wylej równą warstwą na blaszkę. Odstaw, ostudź. Pokrój w kosteczki.

Imieniny Doroty

Dorota obchodzi je w zupełnie innym, wrzesniowym terminie, ale nową świecka tradycją ostatnich lat stało się obchodzenie ich przez nas dwie ( wraz z solenizantką trzy) właśnie w lutym. Tym razem z przyczyn czasowo-technicznych wyrobiłyśmy się dopiero na 1 marca.
Były kwiaty,życzenia, prezenty, tort i szampan - czyli klasyka w najlepszym wydaniu. I to co najważniejsze- chwila oddechu od codzienności przy dobrym jedzeniu, piciu i miłym towarzystwie, gdzie wszyscy rozumieją się bez słów. To lubię- rzekłam- to lubię!
Dorotko! Jeszcze raz dzięki za wspaniałe przyjęcie i gościnę! Życzymy ci wszystkiego naj naj naj!


 Przepis na ostatkowy tort ( z gazety Rewia, wydanie bieżące):
ciasto:
6 jajek
26 dkg cukru
13 dkg płatków owsianych
13 dkg drobno mielonych orzechów laskowych
10 dkg tartej gorzkiej czekolady
6 dkg mąki krupczatki
płaska łyżka proszku do pieczenia
tłuszcz i mąka krupczatka do formy


krem:
20 dkg masła
150 ml słodzonego mleka skondensowanego ( dałam wersję light 4%)
alkohol ( rum lub spirytus)
puszka brozskwiń w zalewie ( dałm 4 pomarańcze obrane ze skórki i błonek)
10 dkg dżemu truskawkowego ( dałam pół słoika Łowicza niskosłodzonego)
galaretka ( dałam 2 pomarańczowe rozpuszczone w 0,5 litra)


Z białek i połowy cukru ubijamy sztywną pianę. Zółtka ubujamy z pozostałym cukrem na gęstą masę. Delikatnie łączymy obie masy i dodajemy 10 dkg zmielonych mikserem płatków owsianych, 5 dkg mielonych orzechów i połowę czekolady. Na koniec dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Delikatnie mieszamy.
Tortownicę smarujemy tłuszczem, prószymy mąką krupczatką i wykładamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 160 stopni celsjusza przez 40-45 minut ( do suchego patyczka).Po upieczeniu pozostawiamy w formie do schłodzenia, wyjmujemy. Kiedy ciasto ostygnie, kroimy je poziomo na 2 krążki.
Krem:
miękkie masło ucieramy, dodając stopniowo skondensowane mleko. Doprawiamy alkoholem( ok. 2-4 łyżek), pozostałymi orzechami i czekoladą.
na spodnim blacie smarujemy 2/3 kremu, układamy owoce, przykrywamy blatem i wstawiamy do lodówki do stężenia.
Przygotowujemy druga partię owoców i galaretkę. Smarujemy wierzch dżemem i układamy na nim owoce. Tort najlepiej obłożyć specjalna opaską.Zalewamy tężejącą galaretką. Gdy galaretka zastygnie, smarujemy boki pozostałym kremem i obsypujemy reszta płatków owsianych ( wcześniej podprażonych na suchej patelni - pycha!!!!).
Tort trochę pracochłonny, ale połaczenie smaków jest lekkie i orzeźwiające. Polecam!

Trylogia w Teatrze Starym

Dzięki mojej siostrze miał okazję po raz pierwszy od 2007 roku pójść do teatru! Święto we wsi! Kultura wysoka! Hura!
Spektakl maraton, bo 4 bite godziny, ale nie żałuję.


Nie znam reżysera ( Jan Klata), nic o nim wcześniej nie słyszałam, ale na pierwszej przerwie już było słychać wśród widowni,że albo się tę sztukę kocha ( dobre! ) albo nienawidzi ( co to za bzdura!).


Generalnie i moim bardzo ogólnym zdaniem sztuka świetna z kilku względów, choć nie dla wszystkich. Ale po kolei.


Jak myślimy o Trylogii Sienkiewicza, to mamy przed oczami albo egzemplarz który przerabialiśmy na lekcjach polskiego, albo filmową wersję z bohaterami - ikonami.Tymczasem tutaj wszystko jest na opak.
Jest baza- oryginalny tekst Sienkiewicza ( z niewielkimi wstawkami), pocięty i dostosowanydo kolejnych obrazów, które tworzą głowne wątki poszczególnych tomów Trylogii. I to by było na tyle tradycyjnego podejścia. Reszta jest czystą fantazją ( a własciwoe fantasmagorią ) reżysera. Totalna demitologizacja bohaterów, podkreślenie typowych polskich cech charakteru, nawet dobór aktórów do poszczególnych ról jest niestenadardowy. A wszystko odbywa się w ubogiej scenografii jakby z domu wariatów/ szpitala / kościoła przekształconego w szpital (?). Łóżka służą jako konie, stoły a nawet szańce.Cieżko pisać o takiej mnogości wątków, aluzji, ironicznych żartów, specyficznych podkreśleń...


Na początku zastanawiałam się' ale o co chodzi?'. Chodzi o to, żeby myśleć, umieć wyjść poza pewne ramy, zobaczyć bohaterów Trylogii jako zwykłych ludzi postawionych w konkretnym miejscu i czasie, ale także pewne typy dziś. Jest współczesna muzyka, aluzje do filmowych adaptacji, współczesne kostiumy. I 4 godziny swoistego maratonu zarówno dla aktorów jak i publiczności.
Polecam przede wszystkim tym, którzy chcą zobaczyć coś innego. Żeby w pełni docenić i zrozumieć sztukę potrzebna jest znajomość powieści i ich filmowych adaptacji. Uważam, że nie nadaje się dla szkolnych wycieczek ( były też i takie na widowni), bo nie odbiorą jej nawet w części tak, jak życzyłby sobie jej twórca.Obsada świetnych starych aktorów Starego Teatru przeplata się z młodymi, którzy nie ustępują pola, o czym świadczą nagrody dla całego spektaklu jak i poszczególnych odtwórców ról.
Śmiech, wzruszenie, zaduma, litość i trwoga- czyli porządne składniki katharsis.

Tu wszelkie info i recenzje - przeczytajcie.

 I jeśli możecie - idźcie koniecznie!

A siostrze za sponsoring chwała i bug bogu :)

piątek, 4 marca 2011

Tomek na Czarnym Lądzie

Bynajmniej nie jest to odnośnik do książki Alfreda Szklarskiego, ale historia jednego z moich dobrych znajomych, który spełnił swoje marzenie i to w bardzo ciekawy sposób.

Najsampierw - przeczytajcie wywiad z nim zamieszczony w tygodniku Niedziela z 6 lutego 2011. Zeskanowany najlepiej przeczytać w dużym powiększeniu:



Miałam okazję uczestniczyć w pokazie slajdów organizowanym przez Tomka w naszych parafialnych salkach. 2,5 godziny fantastycznych zdjęć i przede wszystkim historii, historyjek, opowieści o innej kulturze, innych ludziach, różnicach kulturowych . Zmarzłam, ale warto było jak nie wiem co.


Przede wszystkim po raz pierwszy miałam okazję wysłuchać relacji osoby świeckiej, która była na placówce misyjnej i pojechała tam w celu podzielenia się swoim świadectwem o Bogu, ale także po to aby pomóc pracującym tam ludziom ( a zwłaszcza prowadzącemu placówkę księdzu Romanowi).I ta relacja rózniła się od wszystkich dotychczas przeze mnie wysłuchanych. Przede wszystkim trzeźwym spojrzeniem na prawdziwe problemy misji i misjonarzy, o których tak naprawdę nie mamy pojęcia.
 Nie wiedziałam,że:
- obowiązkiem każdego misjonarza jest budowa studni
-ludność terenów podległych misji jest kompletnie nieprzystosowana do wprowadzenia elementów postępu w różnych dziedzinach życia, m. in. dlatego,że przez lata dawano tym ludziom "rybę", a nie "wędkę"
-nie wystarczy dawać pieniądze i budować tam różne placówki, zakłady pracy itd., trzeba jeszcze nauczyć miejscowych, jak się ich używa i stale nadzorować ich pracę
- bardzo trudno załatwia się tam cokolwiek, nawet jeśli są pieniądze, bo ludziom po prostu nie zależy na cudzej pracy, czasie itp.
I mnóstwo innych rzeczy!!!! Mimo wszystko warto.Bo poziom życia, śmiertelność, kontrola urodzeń i to wszystko, co słyszymy o tamtych terenach to niestety straszna prawda.
Cała wyprawa Tomka, temat misji, misjonarzy itd. to temat rzeka.





Udało mu się także pozwiedzać parki safari, wejść z ekipą Belgów na Kilimandżaro i odwiedzić mnóstwo miejsc, których ja nawet nie umiem zidentyfikować na mapie.
Co do afrykańskiej przyrody - zdjęcia mówią same za siebie- normalnie czytała Krystyna Czubówna :)




Zszokował mnie fakt,że nosorożców już prawie nie ma! Oprócz kilkunastu sztuk w ogrodach zoologicznych na wolności na całymświecie żyje jedynie kilkadziesiąt sztuk!!! Zwierzę, które jest tak popularne w bajkach dla dzieci i dobranockach już niedługo przestanie istnieć. To się w głowie nie mieści... oczywiście z powodu "magicznych" właściwości samego rogu, w które wierzą naiwni i ci, którzy na nosorożce polują. Obecnie w parkach dochodzi do tego,że każdy nosorożec ma swoich ochroniarzy, a rogi odcina się im piłą w znieczuleniu,żeby nie stanowiły pokusy. Paranoja!



Co do misji i misjonarzy- już niedługo Wielki Post. Do podstawowych obowiązków katolików należą modlitwa, post i jałmużna. Serdecznie wszystkich proszę, o przesłanie choć paru złotych na podane konto dla księdza Romana jako swojej jałmużny. A jeśli nie macie w przeliczeniu nawet jednego dolara ( tam wszystko liczy się w dolarach amerykańskich,ale konto jest złotówkowe,żeby było łatwiej), zmówcie choć jedno Zdrowaś Mario lub odmówcie sobie czegoś w ramach postu- pomoże bardzo, jeśli nie lepiej!


Tomek odwiedził mnie jeszcze w Tłusty Czwartek i dokończył opowieść przy pysznych pączkach z naszej osiedlowej cukierni. Dostałam też piękny naszyjnik z pestką ( chyba baobaba?) i kartkę z nosorożcem:



Dam znać,jeśli jeszcze publicznie gdzieś wystąpi z pokazem, bo bardzo warto go posłuchać!
Dzięki Tomciu za zdjęcia raz jeszcze i prezenty!

sobota, 26 lutego 2011

Avon Club

Udało mi się dostać do elitarnego Avon Clubu !
Na wspólnym spotkaniu dwóch okręgów w pięknych karnawałowo - kosmetycznych dekoracjach nasze menedżerki przygotowały dla nas kilka ciekawych niespodzianek i prezentów.
Były pyszne ciacha, kawa i herbatka, były spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi. Nawet kwiz ze słodkimi nagrodami, gratulacje i kwiaty!
Ech... żeby tak co miesiąc...


Teraz czytam...

A właściwie kończę książkę Jürgena Thorwalda "Stulecie chirurgów".

Książkę trudno opowiedzieć jednym zdaniem i zamknąć w jakimś gatunku ( przynajmniej mnie ). Główny cel jaki przyświeca autorowi, to spisanie swoistej podróży po świecie i Europie od roku 1830 do 1896 - od prób i wynalazku narkozy do operacji na otwartym sercu. Jest oparta o zapiski dziadka Thorwalda - chirurga Hartmanna. Mamy więc powieść drogi, ale także horror, zagadki niemalże kryminalne. Nie brakuje sporego kawałka historii medycyny, ale podanego na stronach w taki sposób, że nie można się nudzić!

Książka niesamowicie wciąga. Po pierwsze rzetelnym ujęciem brutalnych czasem faktów, po drugie przedstawieniem ich nie jako sentymentalne wspomnienia minionego stulecia przy kominku, ale jako historię bólu tych wszystkich pacjentów i wynalazców, którzy musieli wycierpieć naprawdę wiele, aby możliwe były dziś oczywiste operacje ( a czasami wręcz zabiegi) typu kamienie w pęcherzu, wyrywanie zębów, cesarskie cięcie.

Czego w książce nie ma? Nudy. Skrajnego turpizmu.Znalazłam w niej natomiast ogromny szacunek do cierpiącego człowieka- pacjenta, którego uważam, że wszyscy lekarze i ludzie mający do czynienia ze zdrowiem i życiem innych powinni sie nauczyć. I historie prawdziwe, napisane świetnym językiem, od których nie można się oderwać, choć temat trudny.
Książka wydana w 1956 r., w Polsce w 1980 r., powraca w wydawnictwie z 2008 r.


zdjęcie pochodzi stąd.

Przeczytajcie recenzję, do której prowadzi link pod zdjęciem.
Cieszę się już na kolejne pozycje tego autora: "Triumf chirurgów" i "Kruchy dom duszy".
Na pewno coś o nich napiszę, jak przeczytam :)

środa, 23 lutego 2011

Ruszyła strona rodzinna!

Po długich przygotowaniach ruszyła strona mojej rodziny - www.mierzwa.org.pl

Zapraszam na nią przede wszystkim całą moją rodzinę ( jak sama nazwa wskazuje :) ) a także wszystkich , którzy znają mnie osobiście i z moją rodziną mają coś wspólnego.

Dużo się tam dzieje, a ma być jeszcze ciekawiej!
Dla wtajemniczonych, czyli zalogowanych członków, dostępne są galerie, teksty i inne ciekawe rzeczy.

Autorzy strony Administrator Tomasz Mierzwa i głowny koordynator Wojciech Mierzwa czekają na wszelkie uwagi i sugestie, a przede wszystkim na nowe materiały tekstowe i fotograficzne!

Polecam serdecznie i pozdrawiam naczelnych!