motor

motor
Walentynki są codziennie, tylko my obchodzimy je raz do roku...

środa, 23 lutego 2011

Werka odebrała!

Candy to candy, a życie to życie. Dlatego Werka zjawiła się u mnie dopiero wczoraj, żeby odebrać swoją wygraną.
Rozpuściła mi dzieci na słodko i nie tylko, rozpuściła mnie i jeszcze mówi, że to nie jest nigdzie zakazane. Już ja jej znajdę odpowiednie papiery!
W odwecie zagadałam biedaczkę na śmierć, napuściłam na nią moje potwory i zrobiłam herbatę. Wytrzymała! I nawet wygląda na szczęśliwą i zadowoloną z wygranej ;)


Obiecałyśmy sobie ponowne spotkanie, bo nie wyczerpałyśmy nawet 2% wspólnych tematów.

A ja już obiecuję kolejne candy. W kwietniu!

Dobre danie

Co prawda z gotowca, ale naprawdę dobre i szybkie

Surowiec podstawowy - leczo pieczarkowe Bonduelle. Istnieje wersja łagodna i pikantna.

Słoik 450 g ( duży) wystarcza na 2 głodne osoby. Z dodatkami nawet na 4.
Ma bardzo dużow warzyw grubo krojonych, smakuje prawie jak domowe. Jak będzie lato, to będziemy szaleć z normalnymi warzywami, a teraz warto z tym słoikiem :P

Dodatki:
- ugotowany ryż ( albo wymieszać, albo wyłożyć na ryż)
-podsmażone mięsko np. filety z kurczaka w kawałkach, parówki, mortadela w kawałkach, itp.
- różnego typu pieczywo - bagietka czosnkowa, zwykła bułka czy chleb, duże kajzery ( lub pity) podgrzane i wydrążone ( napełnione leczem)
- pokrojony drobniutko kabanos ( wymieszać)
-jako farsz do naleśników
- inne ( jakie wam przyjdzie do głowy)

Jednym zdaniem dobra ( i tania!) baza.Zjadłam, przetrawiłam ( leciutkie i mało kaloryczne!), zwyciężyłam!

wtorek, 22 lutego 2011

Karnawał w Wenecji

Wenecja jako jedno z miejsc podróży moich marzeń. Raz byłam nawet całkiem blisko, ale... nie udało się:( Może następnym razem.


Karnawał zaczął się oficjalnie 26 lutego i potrwa do 8 marca ( środy popielcowej). Kojarzony przede wszystkim z barwnych strojów i bardzo dekoracyjnych masek, które są często przywożone z Wenecji przez cały rok jako kolorowa pamiątka. O samym karnawale tu.


zdjęcie pochodzi stąd

A może ktoś z was był , albo się wybiera? Jeśli tak koniecznie przyślijcie zdjęcia.
Z chęcią zobaczymy wszyscy!


A tymczasem zdjęcia Justyny z Wenecji pozakarnawałowej i pięknej przez cały rok!







I jeszcze drobiazg - malutka broszka przywieziona dla mnie z Wenecji przez znajomego:



niedziela, 20 lutego 2011

Gadżety dla kociarzy od whiskasa

Nowy konkurs-promocja whiskas. Szczegóły tutaj.

Nawet jeśli wasz kot(y) nie jedzą tej karmy ( z różnych powodów), to zawsze warto kupić kilka saszetek, czy paczkę suchej i dokarmić bezpańskie pod domem.
Zwłaszcza,że mróz jeszcze kilka dni potrzyma...

Senna niedziela

W taki dzień jak dziś, kiedy nawet śnieg pada baaardzo powoli, pozostaje jeść...



(chłopaki z ulubionymi przekąskami: Jasiek-serek biały kanapkowy, Staszek- peppa, czyli paluszek sokołowski)


...albo spać, dlatego Jasiek ululał cebulę i czosnek w chwiejących się miseczkach i śpią jak zabite!
I jeszcze darł się na nas,żebyśmy cicho byli w pokoju, bo one śpią!

sobota, 19 lutego 2011

Zdjęcia Justyny

Z prawej możecie podziwiać miniaturowy pokaz slajdów ze zdjęć Justyny zrobionych w Krynicy Morskiej w 2006 i 2008 roku.

Najlepiej podziwiać je w dużym formacie, więc zróbcie sobie dobre piciu, zasiądźcie wygodnie i na picasie włączcie opcję 'pokaz slajdów'. Start tutaj.
Świetnie jest oglądać podczas słuchania ulubionej muzyki. Polecam radio RMF Classic.

Justynko! Dziękuję za nadesłane zdjęcia. Wróć do aparatu w wolnych chwilach, bo naturę portretujesz pięknie!

Męski i zakrapiany

Na specjalna prośbę i życzenie powstał tort dla Mirka ( a właściwie Mirosława).
Rzadko zdarza mi się robić „męskie” torty, oszczędne w formie, bez tych wszystkich motylków i ozdóbek. Mam nadzieję, że ten czekoladowy ( przepis znajdziecie w poście „Słodki maraton”) z czekoladową masą i porządnie zakropiony podobał się i smakował samemu solenizantowi i Bananowej rodzince na dzisiejszej imprezie ( która chyba jeszcze trwa).
Składam najlepsze życzenia, przede wszystkim szczęścia i życzę smacznego!

Coca- cola to jest to!

Jestem fanką coli. Wiem, że „tylko lepsi piją pepsi” itp. , ale dla mnie tylko cola się liczy. Za najlepszy drink na upał uważam colę z lodem i wciśniętą cytryną i pływającym plasterkiem cytryny. Mniam! Jestem też autorką hasła: „bez coli, to się życie…” – wszystkie prawa zastrzeżone!!!



Postanowiłam więc wypróbować mufinki z colą z mojego ulubionego bloga ( przepis tu). Efekt?


Bardzo mięciutkie i delikatne ciasteczka ( zrobiłam w wersji i mini i maxi), dodałam trochę czekolady i plasterki truskawek. Są banalne, szybkie, pyszne. Poczęstujcie się ( chociaż wirtualnie)!




Wycieczka po pokoju

Odbyła się dzięki Dorocie, której wyobraźnia przenosi góry i właśnie przeniosła kilka na nasze piętro.
 Po spakowaniu plecaków wyruszyliśmy w czwórkę na wycieczkę. Lał deszcz, ale nic to! Kaptury na głowach i zawsze można schować się pod wspólna pelerynę z koca. A jak się przejaśniło, to spotkaliśmy węża zasrońca ( pis. oryg.) i dziką gąsienicę! Jasiek jak rasowy japoński turysta nie rozstawał się z aparatem, dzięki czemu powstała wyjątkowa sesja. A na koniec wycieczki chłopaki piekły kiełbaski przy wymyślonym ognisku z Dodą ,a mama poszła robić drugie danie. I wszyscy byli szczęśliwi.
A w środku nocy Jasiek przyszedł do nas do łóżka i wszystko to nam jeszcze raz ( po raz piąty) opowiedział…

Truskawki

Pierwsze w tym roku!!!! Kiedy będzie w końcu na nie sezon? Te były z Grecji, ale na szczęście pachniały i smakowały PRAWIE jak te letnie. Drogie, ale warto było. Przedsmak michy ze smietaną albo mascarpone... Do lata już niedaleko!


Białe szaleństwo Asi i Werki

Asia i Werka spędziły po parę dni zimowych ferii szalejąc w kurortach narciarskich. Werka w Szczawnicy a Asia w Dolomitach. Poniżej wizja lokalna.
Z Asią miałam także fonię (i to długą!), bo opowiadała mi szczegóły wycieczki. I przywiozła piękny dzwonek ( kolekcjonuję je!).
Na Werkę czekam i też liczę na długie opowieści przy kawie ( opcjonalnie herbacie)
Mam nadzieję,że ja też kiedyś wrócę na stok... kto spróbował, ten wie, że to prawdziwa wolność i wielka frajda!
Najpierw zagranica:



teraz Polska :)





I dzwonek- ozdoba mojej kolekcji !




Zaproszenie do współpracy

Kochani! Wszyscy czytający tego bloga! Proletariusze wszystkich krajów itd.!

Zapraszam was gorąco do współpracy, zwłaszcza tych, którzy mają coś do przekazania, a własnego bloga nie prowadzą.

Jeśli
- przeczytaliście fajną, wartą polecenia ( lub wręcz przeciwnie- przereklamowaną waszym zdaniem) książkę
- wypróbowaliście przepis na coś pysznego i to rzeczywiście było pyszne
- byliście w ciekawym miejscu
- poznaliście kogoś ciekawego, kogo warto przedstawić
- sami coś tworzycie do szuflady
- macie piękne zdjęcia, których oczy nie widziały
- albo co

Przyślijcie proszę do mnie na skrzynkę mailową materiały lub przekażcie mi osobiście. Jest tak dużo przygnębiających wiadomości, przytłaczających informacji i pesymizmu, że liczy się każda iskierka, która może nam przywrócić radość życia, dać chwilkę wytchnienia, i zwyczajnie sprawić, że się uśmiechniemy i będzie nam się chciało!

Już teraz dziękuję Asi, Werce i Justynie za podzielenie się swoimi zdjęciami- posty wkrótce!

Czekam na więcej!

Niech moc będzie z wami!

czwartek, 17 lutego 2011

Dzień Kota !

Może nie wszyscy wiedzą, ale dziś święto kota. Pewnie wielu zapyta po co? Myślę, że po to, żeby przypomnieć, że w Polsce kot ma przechlapane. Oczywiście ten bezpański ( a właściwie bezdomny, bo koty, to rasa panów, a nie sług ). Jeśli komuś przypadkiem przebiegnie drogę, to psioczymy (!),że cały dzień będzie zły. Jak zagnieździ się w piwnicy, to powołujemy komitety, żeby go stamtąd wykurzyć. Nie dokarmiamy, bo niby, że brudno będzie na podwórku. Nie wspominać już o aktach ślepego okrucieństwa, za które ciężko doprosić się w sądzie kar dla sprawców( nie tylko dla kotów, dla innych zwierząt też!), mimo, że prawo jest.



Przypomnijmy sobie o mruczkach. Są takie kocie raje, gdzie te zwierzęta są atrakcją turystyczną i nikomu nawet przez myśl nie przyjdzie, żeby je skrzywdzić . Wręcz się je hołubi, bo przyciągają turystów , a więc kasiorę.


Tu mix zdjęć z moich podróży do Włoch, Tunezji, Grecji, Turcji:




U nas są podobne sporadyczne przypadki, ale bezdomny kot dalej funkcjonuje jako zapchlony brudas, pełen różnych chorób, którymi na pewno zarazimy się od pierwszego dotyku.


Można inaczej. Tu pochwała patriotyzmu lokalnego, czyli moja siostra – dwie szwędające się koło domu kotki ( mama i córka ) wykastrowała, i choć nie wpuszcza ich na salony, mają swoja budkę, która chroni przed zimnem na tarasie i codzienny posiłek. Niewiele, a zwierzęta szczęśliwe, bo odwdzięczają się przyniesionymi świeżutkimi myszami i cały czas są w pobliżu. Można je głaskać i patrzeć, jak się fajnie bawią. I oczywiście karmić :)




Co jeszcze daje nam kot? Przeczytajcie tu i tu.


Alergikom współczuję, że nie mogą przytulać się do kocich miękkości tak często, jak by chcieli.


Ja mam 2 kastrowane kocury. Rufus ( wzięty ze schroniska w 2001 jako kociak) i Eryk ( Panda, wzięty od znajomych jako kociak , gdy byłam w drugiej ciąży ze Staszkiem w 2009). Mieliśmy jeszcze wziętego ze schroniska czarnego Ragnara , ale niestety zmarł.


Trochę zdjęć z mojego archiwum:




Jak widać i dziecka przypilnują i ciasto upieką i w szafie porządek…


I znaczki, które wyszły w zeszłym roku:






Werka, która wygrała candy wzięła niedawno malutką kotkę Lusię i nie może się jej nachwalić! Cytat z maila:
"Wiem, że prosiłas o max. 5 zdjęć, ale nie mogłam się zdecydować, które wybrać...zupełnie oszalałam na punkcie Luśki:)) ". To jest zaawansowane kociarstwo!



A tu kociaki Justyny - jeden rodziców ( daleko :( ) i dwa przechowywane znajomym, ale jak tak dalej pójdzie, to chyba na stałe jakiś u niej zamieszka, czego z serca życzę!






Krótko: kochajmy koty i opiekujmy się nimi! Odwdzięczają się cudownie!
















poniedziałek, 14 lutego 2011

Walentynki

"Chciałoby się wielkich rzeczy, a tu oczywistośc skrzeczy..." lub z polskiego na nasze "chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle" - to o naszym podejściu do miłości na co dzień, a zwłaszcza w Walentynki. Jak dla mnie za dużo kiczu, różu i tandety, a za mało zwykłej uprzejmości, uśmiechu i dobroci. Mamy co prawda 26 listopada, który jest dniem uprzejmości, ale mało to rozreklamowane. Każda okazja jest dobra do zrobienia komuś małej przyjemności( to ta głęboka studzienka).Dlatego w Walentynki u nas zupełnie zwyczajnie. Chwilka słodyczy w rodzinnym gronie ( i nie tylko - pozdrawiam Justynkę!), krótka wpólna kolacja. Cieszę się, że w codziennym zmęczeniu i zabieganiu było kilka wyjątkowych, smakowitych chwil !

Sprawdzone hity czyli mufinki  orzechowe ( patrz post "Orzechowe i wytworne") oraz tiramisu (patrz "Niekoszerne tiramisu"- hi hi!)



Bukiet od Małża - śliczny!



i wspólna kolacja - spaghetti na kiju:



Porcja sosu na 2 bardzo głodne, 3 średnio głodne i 4 niegłodne osoby :)

makaron spaghetti wybranej grubości ( najlepszy orginalny włoski )
puszka pomidorów bez skórki w puszce
po 1 lasce kabanosa na głowę ( u mnie krakowski Krakusa) pokrojony w cieniusieńkie plasterki
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę lub drobniutko pokrojony
1 mały przecier pomidorowy ( umnie Pudliszki)
zioła do smaku ( prowansalskie, majeranek, tymianek, bazylia...mieszanka do wyboru)
serek żółty do posypania

Makaron ugotowac jak zwykle. Pomidory z czosnkiem zmielić w blenderze. Kabanos podsmażyć na patelni na własnym tłuszczyku, dodać pomidory, zagęścić przecierem, dodać zioła, pogotować chwileczkę. Doprawić do smaku czym lubimy. Wyłożyć na makaron i posypać serkiem.
Pyszne proste jedzenie.Na zdjęciu od razu widać kto i jak był głodny ( mój talerz z lewej).

Wypad w realu





Spotkania wirtualne są fajne, ale nie ma większej przyjemności jak spotkanie z kimś bliskim sercu ‘na żywo’. Skorzystałam z rzadkiej możliwości wyjścia z domu i umówiłam się z Gosią – Eumychą. Zainteresowanych znajomych informuję, że Gosia czuje się świetnie, wygląda wspaniale i humor jej dopisuje. Spotkałyśmy się w empiku Galerii Krakowskiej ( szybkie, małe zakupy- jest to jednak miejsce uzależniające…) i poszłyśmy spacerkiem w stronę Rynku. Po drodze na plantach ciekawy widok i słychok (?- bo wrażenia dżwiękowe również towarzyszą):




 
artykuł o tym zjawisku - tu.
 
Nie byłam na starym miescie od ponad roku i zachłystywałam się, że tu nowe i tam nowe, a co stare to dalej stoi. Z nowości - miniaturowy model Sukiennic pod samymi onymi - pamiątka po ostatnim remoncie i modernizacji - bardzo mi sie spodobał. A Kraków stoi jak stał... no piękny jest !
 


Słoneczko grzało, mlekki mrozik mroził, a my tuptałyśmy do Pałacu pod Baranami do kina i na film "Jak zostać królem". Trailer tutaj..

Polecam w imieniu swoim i Gosi. Anglicy umieja robić naprawdę dobre filmy ze zwykłych wydawałoby się historii. A historia prawdziwa ( w jakich szczegółach - muszę jeszcze doczytać), nieprzesłodzona, prawdziwe emocje, wzruszenie i humor.Normalne życie nietuzinkowych ludzi.Wspaniała gra aktorska ( boski Colin Firth...ale nie tylko!). Dyskretny obraz, ciekawe kolory. Świetny, zmuszający do myślenia film! Warto obejrzeć!
 
Miałyśmy chętkę na podziemny spacer po Rynku, ale było juz późno. Jeszcze sesja pod głową Mitoraja


( oprócz głównej, nieco zmarzniętej, modelki zwracam uwagę na przepiękny granatowy kolor nieba nad Krakowem, który faktycznie taki był!)


... i wylądowałyśmy w pizzerii Cyklop.Cieszę się,że od kilkunastu lat trzymają poziom. Nadal to miejsce pozostaje świetną przytulną trattorią, gdzie można zjeść pycha pizzę na cienkim cieście pieczoną 'na żywo', ale nie tylko pizzę. Na deserek wzięłyśmy mus malinowy, kóry okazał się torcikiem lodowym z owocami lesnymi. MNIAM! Pizza nie załapała sie na zdjęcie, bo ponieważ że została pożarta w okamgnieniu.



Oczywiście paszcze nam się nie zamykały, skoro widzimy się raz na rok... i oprzytomniałyśmy w ostatniej chwili,że jednak trzeba kiedyś wrócić do domu... ech.
Mam nadzieję,że jeszcze zdążymy się spotkać przed rozwiązaniem Gosi.

Było fajowo!!!!! Spotkanie trwało o wiele dłużej niż lektura tego postu, ale i tak pobijam tu swój rekord.